Szukam dojrzałej kobiety... Do bycia matką...

Drukuj kategoria: Kościół

„Kryzys ojcostwa” nie pojawia się znikąd. To, że wielu mężczyzn nie jest w stanie zrealizować się w byciu ojcem jest często pokłosiem innego problemu, mianowicie „kryzysu macierzyństwa”. O ile „kryzys ojcostwa” doczekał się wielu solidnych analiz i w miarę merytorycznych dyskusji, o tyle kobieta mająca poważne trudności w przeżywaniu swojego macierzyństwa pozostaje wciąż tematem tabu albo żadnym tematem, bo (ponoć) problem nie istnieje…

 

Macierzyństwo wpisane jest w naturę kobiety. To fakt. Zresztą nie tylko biblijny i teologiczny. W antropologii i psychologii również jest o tym mowa. Ale czy natura pokiereszowana przez wiele doświadczeń życiowych (np. aborcję) jest w stanie stworzyć dziecku klimat macierzyńskiej miłości w stu procentach?…

 

Obserwuję od lat wiele kobiet. Także jako kapłan – w konfesjonale, we wspólnotach parafialnych, w czasie rozmów duchowych. Wychowałem się w domu, gdzie większość stanowiły kobiety. Tato, mama, dwie siostry i ja. Obserwuję kobiety w różnym wieku. Także przyszłe matki w mojej szkole, w której uczę. I momentami mam mieszane uczucia. Znam mnóstwo dojrzałych i wspaniałych kobiet. Znam matki gotowe do najwyższych poświęceń dla swoich dzieci. Ale grozą czasami napawa mnie zachowanie niektórych kobiet, młodych i w sile wieku…

 

Pojawia się zatem mnóstwo pytań…

1) Czy kobieta, która świadomie odsuwa od siebie macierzyństwo przez wiele lat, będzie miała w końcu siły do podjęcia dojrzałego macierzyństwa, gdy dzieciątko już się pojawi?…

2) Czy kobieta, przez wiele lat korzystająca z antykoncepcji, może wyzwolić się z „anty” w stosunku do swojego dziecka?…

3) Czy kobieta, posiadająca potomstwo i wybierająca karierę zawodową (kosztem towarzyszenia dziecku) jest w stanie oddać społeczeństwu dojrzałego i zintegrowanego osobowościowo obywatela płci męskiej lub żeńskiej?…

4) Czy kobieta, przechodząca horror w dzieciństwie, zaserwowany jej przez stukniętych rodziców, będzie w stanie podjąć się odpowiedzialnego rodzicielstwa?…

5) Czy kobieta, prowadząca rozwiązły tryb życia przez wiele lat młodości, gotowa będzie podjąć trud i ofiarę bycia matką?…

 

Pytania można mnożyć… Oczywiście problem jest złożony. Pomijam tu perspektywę integralnej współpracy obu płci. Odgrywa ona w życiu kobiety ważną rolę, bez dwóch zdań.

 

Pragnę jedynie wywołać dyskusję na temat macierzyństwa i jego kryzysu. Jesteśmy bowiem świadkami przewartościowywania wielu zjawisk antropologicznych, co dotyka również kobietę, jej tożsamości, świata uczuć, emocji, funkcjonowania w strukturach społecznych. Kobieta, ze swoją wrażliwością, jest szczególnie narażona na szereg kulturowych pułapek, serwowanych przez feministyczną (tę niekoniecznie chrześcijańską) wizję świata, czy styl życia proponowany chociażby w środkach masowego przekazu. Facetów dojrzałych też jak na lekarstwo…

 

Macierzyństwo jest głęboko zakorzenione w naturze kobiety… Ale czy natura zraniona, odarta z godności jest w stanie realizować macierzyństwo w pełnej krasie, bezwarunkowo i z oddaniem?… Tak i nie…

 

Ostatnio na jednej ze stron internetowych trafiłem na ciekawy apel: „Szukam dojrzałej kobiety, do bycia matką. Adam”… Zadrżałem. Może Adam to jeszcze jedna fujara i nieporadne chłopisko. Ale śmiem zauważyć (i żadną miarą w imię męskiej solidarności), że „fujarowatych” kobiet w naszym społeczeństwie przybywa z roku na rok. „Kryzys macierzyństwa” staje się faktem. Niepokojącym, smutnym i mrożącym krew w żyłach…

 

Ps. Pozdrawiam wszystkie kobiety, gotowe do poświęceń, myślące o macierzyństwie, oczekujące potomstwa, spalające się w byciu mądrze kochającą matką… Jesteście dla nas darem Niebios.

+Niech Pan wam błogosławi…

Komentarze: 134

Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.

  1. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 15:57

    Och, zapewniam księdza, że matek, jak ksiądz napisał "gotowych do poświęceń" jest znacznie więcej, niż ksiądz sądzi.

    Może jednak przytoczę dane. Gdy okazuje się, że w rodzinie jest ciężko chore dziecko 70-80 procent tatusiów ucieka. To są dane. Sama mam wokół siebie takie przypadki. Jeśli nie uciekają dosłownie, to....przynajmniej nie bywają w domu.

  2. Zobacz profil Woj Woj napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 15:59

    oj, widzę, że ks. Rafał iskry wznieca ;-)

    Jeżeli mówimy o kryzysie ojcostwa - macierzyństwa, to "ślizgamy się po temacie". Bo kryzys rzeczywiście dotyczy męskości-kobiecości.

    Co to znaczy być mężczyzną?, co to znaczy być kobietą? - te, wydawało by się, banalne pytania coraz częściej nie znajdują odpowiedzi u młodych (ale o zgrozo, nie tylko młodych) ludzi.

    Najpierw sugerowałbym poszukiwań w obszarze:

    - szczęścia - wszak każdy chce go doświadczyć, ale czym ono jest? kiedy możliwym jest jego osiągnięcie?

    (http://fronda.pl/woj/blog/ojciec)

    - miłości - j.w. +:

    wielu młodych (ale o zgrozo nie tylko młodych) za miłość uważa silne przyjemne (!!!)doznania emocjonalne. Tego uczą ich m.in. celebryci. Takie czasy ;-)

    (http://fronda.pl/woj/blog/zycie_jest_proste#comments)

  3. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 16:05

    Pisze ksiądz o horrorze w dzieciństwie. A kiedy go nie było? Gdy ludzie mieszkali w czworakach? Nie przesadzajmy. Mówi się o kryzysie ojcostwa, a ksiądz nagle zaczyna upierać się, że kryzys jest... ale z matkami. Spróbuję tego nie nazywać po imieniu...

    Moja znajoma. Jest poraniona. Owszem. Najpierw miała ojca alkoholika, gdy urodziła chore dziecko odszedł od niej facet.

    Moja druga znajoma. Miała ojca despotę. Wyszła za mąż za ... homoseksualistę. Zorientowała się po latach.

    Kolejna - bardzo fajna osoba. Pracowita, oddana, ciepła. Mąż prowadził podwójne życie.

    Kto zawinił??? MATKI tych wszystkich facetów? Jest ksiądz pewien? Pijaków? Homoseksualistów itp??? A może właśnie - ojcowie? Bo nie zauważyli, że mają synów, że powinni ich wychować.

  4. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 16:06

    Może Woj ma rację, że kryzys nie jest jednostronny.

  5. piątek, 29 stycznia 2010, 16:07

    Rudzia... to wiemy wszyscy dobrze. Ale co robić z dziewuchami :) które skazują siebie na "pół"matkę?...

  6. piątek, 29 stycznia 2010, 16:07

    Oczywiście, że nie jest jednostronny...

  7. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 16:07

    Ale z FACETAMI jest gorzej. Tak uważam.

    Choć oczywiście, mogę się mylić.

  8. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 16:08

    Jak na pół matkę? Co to znaczy?

  9. piątek, 29 stycznia 2010, 16:08

    Pytanie tylko: czy zawsze jest (nie)jednostronny

  10. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 16:10

    O.K. Jedną z przyczyn zaburzenia zwanego homoseksualizmem jest u mężczyzny "za mało" ojca - taki odległy, który się nie interesuje i "za dużo" matki. Nadopiekuńcza. To jest stwierdzone.

    I homoseksualista facet całe życie tęskni za miłością mężczyzny.

  11. piątek, 29 stycznia 2010, 16:10

    "Pól"matka to określenie mojej siostry :) tzn. matka(kobieta), która nie do końca angażuje się w macierzyństwo (bo np. woli se malować pazurki dwa razy w tygodniu w salonie, po kilka godzin) by piknie w pracy wyglądąć :)

  12. piątek, 29 stycznia 2010, 16:11

    Rudzia - a u lesbijek?...

  13. Zobacz profil Woj Woj napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 16:11

    jako facet ;-) przyłączam się do opinii "Rudzia"

    Z facetami jest gorzej.

    Bo ktoś w relacji musi wziąć odpowiedzialność. Super, jeżeli oboje się tym dzielą. Ale "partnerstwo idealne" to mrzonka ... ;-)

  14. piątek, 29 stycznia 2010, 16:12

    Natura faceta jest narcystyczna. I to wiele tłumaczy...

  15. piątek, 29 stycznia 2010, 16:12

    Kobieta - mimo kruchości jest silniejsza psychicznie... ponoć...

  16. Zobacz profil Woj Woj napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 16:13

    Adam (w Raju) próbował zdać się na Ewę (przerzucić odpowiedzialność) i polegli oboje ... ;-)

  17. piątek, 29 stycznia 2010, 16:13

    Ciekawa dysputa :) ale muszę lecieć do konfesjonału... Owce czekają :)

  18. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 16:13

    Proszę księdza niech ksiądz przeczyta jakieś teksty źródłowe. A kiedy matki tak baaardzo angażowały się w macierzyństwo, jakbyśmy sobie życzyli? Gdy miały po 10-ro dzieci i co chwilę jakieś umierało, albo gdy od razu oddawały mamce?

  19. piątek, 29 stycznia 2010, 16:14

    Wiem... I mam tego świadomość. Ale skupmy się na naszych czasach.

  20. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 16:15

    O.K. To jest kryzys wartości. Chodzi o to, że to dziecko ma jakieś tam miejsce w sercu albo w rodzinie. Albo go nie ma.

  21. piątek, 29 stycznia 2010, 16:16

    Nie ukrywam, że chodzi mi o przypadki "negatywne". Tzn. kobiety, które świadomie odrzucają, lub zaniedbuję macierzyństwo. A przecież takie też (niestety) są!!!

  22. piątek, 29 stycznia 2010, 16:17

    Do zobaczenia...

  23. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 16:18

    Wszystko jest nakręcane. Ludzie wariują, żeby maluszek miał super wanienkę, grający nocnik i najlepsze pampersy, ale często nie wiedzą, że taki mały człowiek myśli i czuje. Bo tych rodziców może nikt nie nauczył empatii.

    Wiem, że są mamy, które są totalnie nieobecne. One MAJA dziecko, ale kompletnie nie uczestniczą w jego życiu. Jest tak. Bo mama ma super pracę i chce być na topie. Jest tak. Bywa.

  24. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 16:19

    Do zobaczenia.

  25. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 16:29

    Dziękuję Woju za wsparcie i argumenty.

  26. Zobacz profil gadeka gadeka napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 16:35

    sorkovitz - ja uważam podobnie jak Rudzia. Kryzys macierzyństwa to przede wszystkim właśnie pokłosie kryzysu ojcostwa. Poza tym występuje na znacznie mniejszą skalę. Wiem to z doświadczenia. I jeszcze jedno - czy zastanawiał się kiedyś ksiądz nad relacjami tych, jak to ksiądz nazwał - dziewuch z ich własnymi ojcami. Nie trzeba być bystrzakiem by dostrzec, że zła relacja na linii ojciec - córka i ojciec - matka są główną przyczyną kryzysu macierzyństwa. Widok zaharowanej matki i wiecznie niezadowolonego, zrzędzącego ojca raczej nie zachęca młode kobiety do szybkiego założenia rodziny.

  27. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 16:40

    Otóż to, Gadeko.

  28. Zobacz profil Ogorek napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 17:42

    Alez Rudziaczku :)

    Spoko :)

    Nie daj sie otoczeniu zwariowac.

    Jak bedziesz sobie tyle zbierala goryczy do mezczyzn z powodu probkemow kolezanek, maz to wyczuje...i...no i...

  29. Zobacz profil Klarcia55 Klarcia55 napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 17:43

    sorkovitz,

    Bo największy jest ambaras, kiedy dwoje nie chce naraz.

    "Fujarowate" kobiety też mogą sobie dać ogłoszenie: "Szukam dojrzałego mężczyzny... Do bycia ojcem".

    Czy kryzysu kobiecości i męskości nie należałoby szukać w kryzysie wiary?

    .

    Strasznie skomplikowany temat, ale trzeba mówić o trudnych sprawach.

    Myślę że "fujarowatym" nikt nie jest z wyboru.

    Wynika kolejny problem: kryzysu rodziny .

    Nawet, gdy kobieta jest czasem "fujarowata", to dojrzały, opiekuńczy facet może z niej zrobić "księżniczkę", a tymczasem panowie zbyt łatwo i chyba zbyt często wykorzystują kobiety (nie tylko seksualnie). Jest wielu bezrobotnych (niekoniecznie pijaczków), którym nawet do głowy nie przychodzi, aby być zażenowanym, że kobiety ich utrzymują.

    Zbyt to wszystko skomplikowane.

    Po tym, jak ksiądz napisał to swoje świadectwo, mam odwagę się przyznać, że nie byłam w stanie zaoferować moim córkom dojrzałego macierzyństwa.

    Dopiero teraz (mam 55 lat) widzę z perspektywy czasu, jak sama byłam "biedna" oraz że trzeba było przejść całe morze cierpienia, które w zasadzie nigdy się nie skończy. Potrzeba głębokiej wiary i bliskości z Bogiem, aby to teraz unieść.

    Pozostaje mi mieć nadzieję, że będę lepszą babcią.

    Jedna z córek własnie wychodzi za mąż.

    .

    P.s. Jest mi smutno, że taki mądry ksiądz pozdrowił tylko te mądre i gotowe do poświęceń matki.

    O ile sobie przypominam, zawsze chciałam taką być i zawsze pragnęłam dać swoim dzieciom całą siebie, wszystko, co najlepsze, a inni stwierdzili inaczej.

    .

    Pozdrawiam wszystkich księży, a w pierwszej kolejności tych "fujarowatych" - nie mam na myśli księdza. Ksiądz jest "prawdziwy" jak to już ktoś zauważył - i słusznie.

  30. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 17:47

    Spoko, Ogorek, dam radę. Jakoś mi się smutno zrobiło, że ksiądz pisze źle o kobietach.

  31. piątek, 29 stycznia 2010, 17:51

    Rudziu kochana... Nie piszę źle o kobietach. Próbuję jedynie zauważyć pewien problem "niektórych" kobiet. Co też w tekście zaznaczyłem...

    +pozdrawiam i serdeczną modlitwą obejmuję

  32. piątek, 29 stycznia 2010, 17:53

    Grażyno... Zrobiłaś tyle, ile mogłaś. I dalej robisz to dla swoich dzieci, choć na inny sposób...

    Bądź spokojna.

    +pozdrawiam i modlitwą otaczam...

  33. piątek, 29 stycznia 2010, 17:54

    Ogorek... Znam też widoki trojącego się ojca i totalnie zlewającej wszystko matki. Problem nie leży w statystykach. Czy więcej skryzysowanych ojców, czy matek...

  34. piątek, 29 stycznia 2010, 17:55

    Nie o to chodzi... Podkreślę to jeszcze raz: istnieje coś takiego jak "kryzys macierzyństwa" u wielu kobiet. Co z tym fantem zrobić?...

  35. piątek, 29 stycznia 2010, 17:55

    Oto jest pytanie...

  36. piątek, 29 stycznia 2010, 17:57

    Wiele zaś dziewczyn, z którymi rozmawiam długimi godzinami (jestem księdzem więc nic dziwnego) sygnalizuje często problem matki, która z różnych przyczyn zaniedbuje dzieci...

    To przeraża...

  37. piątek, 29 stycznia 2010, 17:58

    I takich kobiet, czy matek potencjalnych jest coraz więcej...

  38. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 18:19

    Dziękuję za modlitwę. Na pewno dziś odwzajemnię się tym samym.

    Też uważam, że nie wszystkie kobiety są dobrymi matkami. Ale złych, niedojrzałych ojców jest, moim zdaniem, więcej.

  39. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 18:27

    Uważam, że do wszystkiego trzeba dojrzeć. Nie jesteśmy super-bohaterami od początku. Obserwuję to wśród moich znajomych.

    Młode matki, które nie bardzo wiedzą, jak się zająć niemowlakiem (zwłaszcza, że kusi je "szminka", praca i kariera itp) potem są fajnymi matkami-przyjaciółkami i powiernicami większych dzieci. Nawet - kilkulatków.

    Co do ojców tych dzieci...

  40. piątek, 29 stycznia 2010, 18:28

    Będę uszczypliwy, hehe...

  41. piątek, 29 stycznia 2010, 18:28

    A kto tych ojców wychowuje?...

  42. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 18:28

    Co nie znaczy, że zawsze jest tak samo.

  43. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 18:29

    Może ich ojcowie. Też????

  44. piątek, 29 stycznia 2010, 18:30

    Problem jest złożony... wiem, ale obiektywnie od zawsze matka gra pierwsze skrzypce...

  45. piątek, 29 stycznia 2010, 18:30

    Facet z natury (jeszcze raz to podkreślę) jest narcystyczny i egoistyczny. To nie usprawiedliwia, ale warto o tym pamiętać!

  46. piątek, 29 stycznia 2010, 18:31

    Zresztą wina jest winą... i pań i panów. Ale nie o tym był tekst...

  47. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 18:34

    Jasne. Bo w tzw. modelu polsko-rosyjskim faceci szli na wojnę, a kobiety musiały zająć się domem, budową domu, dziećmi, polem. To jakoś tam się plotło...

    ***

    Kryzys jest, generalnie.

    Myślę, że jedyny kryzys jakiego nie ma to - kryzys konsumpcji.

  48. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 18:36

    Właśnie.

    Może lepiej "ugryźć" ten temat pisząc: "Co zrobić, jeśli młoda mama nie zajmuje się dzieckiem?" Tak poradnikowo? Bo taki wpis oceniający jakieś standardy, a nie poparty żadnymi danymi...

    U mnie wywołuje oburzenie.

  49. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 18:36

    Od razu wszyscy liczą, kto jest gorszy - ojcowie czy mamy.

  50. piątek, 29 stycznia 2010, 18:46

    Rudziu nie zwykłem ubierać czegoś, co jest paskudne w ładne świecące sreberka :) Myślę, że wystarczy czytać ze zrozumieniem. A licytacje typu: "kto jest gorszy" nie są merytoryczne...

  51. piątek, 29 stycznia 2010, 18:47

    Nie oceniam żadnych standardów. staram się tylko zastanawiać nad danym problemem i szukać z innymi odpowiedzi na (nie)łatwe pytania... Ot tyle :)

  52. piątek, 29 stycznia 2010, 18:47

    + Pozdrawiam

  53. Zobacz profil Klarcia55 Klarcia55 napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 19:08

    Ks. Rafale... Dziękuję za pozdrowienia i obietnicę modlitwy oraz za to, że zapamiętał ksiądz moje imię.

    .

    W tej chwili już nie traktuję tematu jakoś zbyt emocjonalnie. Ba, nawet czuję potrzebę takiej dyskusji.

    Bardzo dobrze że ksiądz go podjął.

    Są takie dwie książki Johna Eldegredga: "Dzikie serce" i "Urzekająca". Pierwsza o mężczyzbach, druga o kobietach - warte polecenia i były już polecane na Frondzie.

    .

    A tak trochę żartem: mamy w zapasie jeszcze dziadków, którzy w jakimś stopniu mogą ratować sytuację!

    .

    Pozdrawiam wszystkich z nadzieją bycia "urzekajacą" babcią.

    .

    P.s. Na początku zastrzegałam się, że nie potrafię pisać komentarzy (zwłaszcza pod wpisami księży), a tu proszę! To pewnie dlatego, że ksiądz Rafał jest rzeczywiście prawdziwy.

    .

    W ogóle prawdziwy jest ten, kto mocno i prawdziwie uwierzył w Boga - czyż nie, proszę księdza?

  54. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 19:13

    A ja myślę, że nie zawsze można poruszać każdy temat. Ja np. nie jestem historykiem. Mogłabym napisać o jakimś wycinku historii, ale nigdy nie odważyłabym się pisać o przyczynach jakiegoś problemu, czy konfliktu.

    Myślę, że tak samo jest z tym wpisem.

    Może lepiej podać 2 przykłady mam, które zaniedbują swoje potomstwo? I od tego zacząć pytania?

    Moim zdaniem to wszystko jest zbyt ogólne - wielki problem ... w zasadzie niepoparty niczym.

    Pewnie to po prostu kwestia ujęcia tematu.

    Pozdrawiam serdecznie.

  55. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 19:15

    Pewnie dlatego u mnie wywołało to takie emocje.

  56. piątek, 29 stycznia 2010, 19:33

    Rudzia... Przez emocje również przychodzi do nas Pan. I być może pokazał tobie też coś ważnego, nad czym warto pomyśleć i co warto przemodlić...

    +pozdrawiam

  57. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 19:38

    Myślę, że akurat ten temat mam przepracowany.

    Dziś to przemodlę.

    + też pozdrawiam

  58. Zobacz profil nymphe3 nymphe3 napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 19:52

    Bóg jako pierwszego stworzyła Adama i jemu powierzył Ewę. Przykro mi, że przywalam tak teologicznie, ale z opisu stworzenia wynika, że to do faceta należy wychować siebie, zadbać o żonę i wychować dzieci. A kiedy tego nie robi, to powiela dokładnie zachowanie Adama w raju. Chrystus zachował się zupełnie inaczej...

    Kryzys macierzyństwa wyrasta z kryzysu ojcostwa, nie odwrotnie.

  59. Zobacz profil Marysia Marysia napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 20:17

    na forum Frondy jest masa katolickich panien pragnących zamążpójścia.

  60. piątek, 29 stycznia 2010, 21:06

    ..."z opisu stworzenia wynika, że to do faceta należy wychować siebie, zadbać o żonę i wychować dzieci". Gdzie tak jest napisane?...

    Przepraszam, ale Bóg wyznaczył osobne role kobiecie i mężczyźnie, i nawet prawdziwy facet, który umierał za nas na krzyżu, czyli Jezus miał wytrawną matkę i ojca, sam siebie nie wychowywał (raczej)...

  61. piątek, 29 stycznia 2010, 21:08

    Marysiu... I o tym też piszę. Problem duszpasterstw akademickich: kobiety żyjące jak zakonnice i chłopacy bawiący się w św. Jana od Krzyża. I znowu nie wszyscy, ale wielu...

  62. piątek, 29 stycznia 2010, 21:09

    Bóg zresztą nie tylko Adamowi Ewę powierzył, ale i Ewie Adama, bo widział, że chłopisko zupełnie bezradne, hehe...

  63. Zobacz profil Beetlejuice Beetlejuice napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 21:09

    Ksiadz rozprawiający o ojcostwie i małzeństwie to jak ślepy deliberujacy o kolorach.

  64. piątek, 29 stycznia 2010, 21:12

    No... i czekałem na sławetny argument z poziomu pryszczatego gimnazjalisty...

    + Dzięki za szczerość

  65. piątek, 29 stycznia 2010, 21:13

    Doczekałem się :)

  66. Zobacz profil Beetlejuice Beetlejuice napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 21:18

    z poziomu pryszczatego kalwinisty. To nie szczerośc tylko odczarowywanie rzeczywistości. Można teoretyzować ale do pewnego momentu..... bo dalej ryzykuje sie już "koloryzowaniem".

  67. piątek, 29 stycznia 2010, 21:21

    Odpowiedz szczerze czcigodny znawco kolorów :) Czy kardiolog musi chorować na serce, żeby je leczyć i być w tym zakresie ekspertem?...

  68. Zobacz profil Marysia Marysia napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 21:28

    http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=3192962

    szukamy męża dla bohaterki wątku

  69. piątek, 29 stycznia 2010, 21:34

    Ciekawe...

  70. Zobacz profil Beetlejuice Beetlejuice napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 21:38

    ...a idac dalej tym tropem, czy kołodziej musi byc kołem, by koła wytwarzać? No cóż...mozna odpowiedzieć jak Plotyn, że oko nie widziałoby słonca, gdyby samo nie bylo, w pewnym sensie, słońcem. Doświadczenie życia rodzinnego jest znacznie bardziej osiagalne niz migotanie przedsionków.....zawsze lepiej byc praktykiem, niz wiecznym teoretykiem od wszystkiego.

  71. piątek, 29 stycznia 2010, 21:43

    Z kołodziejem przesadziłeś, nie jest to ten sam trop. I wiemy to dobrze :)

    Każde doświadczenie jest równie mocno doświadczalne i racja, między praktyką a teorią mimo wzajemnych relacji zionie "przepaść"

    Ale są doświadczenia (i małżeństwo do nich należy) doświadczalne (i nadające się do analizy) zarówno z punktu widzenia praktyki jak i teorii.

  72. Zobacz profil Marysia Marysia napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 21:45

    http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=3199724

    szukamy męża, już dla trzech

    (tzn trzech mężów)

  73. piątek, 29 stycznia 2010, 21:47

    Beetlejuice

    Możesz iść wiele kilometrów ze śladem gołębich odchodów na plecach i nie zdawać sobie z tego sprawy. ten, który odchodów gołębich na plecach nie ma, a który towarzyszy ci w drodze, obiektywnie (bez doświadczenia) może ci o tym powiedzieć...

    Tak metaforka..

  74. Zobacz profil Marysia Marysia napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 21:48

    szukamy księdza do pogotowia teologicznego Forum Frondy http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=3197483

  75. piątek, 29 stycznia 2010, 21:49

    Doświadczenie może też mocno ograniczać. Zapewniam cię, że jako ksiądz (w konfesjonale np.) wysłuchuję dziennie dziesiątki historii małżonków i ich doświadczeń, czasami takich, że nigdy ci się nawet to nie śniło...

  76. piątek, 29 stycznia 2010, 21:50

    A z tego wykuwa się wiele konkretnych wniosków... I mocno obiektywnych... Bez doświadczenia ale z doświadczenia innych :)

    +pozdrawiam

  77. Zobacz profil Emigratka Emigratka napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 21:51

    Trochę mi się "czarno- biały" wydał Księdza wpis. Szczególnie sugestia w nim zawarta że kobiety podstawową rolą jest towarzyszenie dziecku.(( Czy kobieta, posiadająca potomstwo i wybierająca karierę zawodową (kosztem towarzyszenia dziecku) jest w stanie oddać społeczeństwu dojrzałego i zintegrowanego osobowościowo obywatela płci męskiej lub żeńskiej?…).

    Chciałabym zwrócić uwagę na następujące sprawy

    - kobieta ma wiele zadań, talentów i możliwych dróg do zrealizowania swej kobiecości.

    - jednym z nich jest macierzyństwo , nazwijmy to fizyczne,

    - innym macierzyństwo duchowe

    - kobieta jak każdy człowiek przechodzi przez złożone fazy rozwoju osobowego, duchowego, fizycznego - na każdym etapie ma inne zadania.

    - fakt posiadania dziecka nie oznacza że najlepszą drogą jest całkowite nakierowanie czasu i energii kobiety na dziecko. Często bywa to niszczące. Mądra dojrzała kobieta wie, kiedy musi "naładować akumulatory" co czasem wiąże się z zaangażowaniem się w inne niż rodzina sprawy.

    - dziecko wychowuje rodzina ( no chciałoby się w każdym razie żeby tak było )a nie kobieta solo- dlatego też dobre i pożyteczne jest jeśli dziecko nie spędza całego swego czasu tylko z mamą.

    -oj dużo by jeszcze pisać

    - kryzys macierzyństwa może polegać na tym np. że kobieta właśnie nie potrafi zobaczyć w sobie nic poza rolą matki.

  78. piątek, 29 stycznia 2010, 22:04

    Oczywiście, że tak... To, co opisujesz jest istotne i jest prawdą. Szczególnie to ostatnie zdanko mi się spodobało, bo też i nagminnie się z tym spotykam w pracy duszpasterskiej...

  79. piątek, 29 stycznia 2010, 22:04

    Dziękuję za rzeczowy i mądry wpis... +pozdrawiam

  80. piątek, 29 stycznia 2010, 22:05

    A co do sugestii... takowa jest mi obca, najzupełniej :)

  81. piątek, 29 stycznia 2010, 22:06

    tak sobie pomyślałem, analizując komentarze: że rzeczywiście "kryzys macierzyństwa" jest dla wielu tematem tabu, albo "żadnym problemem"... Wzbudza on wciąż wiele emocji i szkoda... że czasami tylko emocji...

    +ZPB

  82. Zobacz profil Kpkpkp Kpkpkp napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 22:32

    taki mialam kiedys klopot, bedac bardzo mloda dziewczyna, ze spotykalam sie z chlopakiem, ktory byl wychowywany przez mame i babcie, bo ojciec alkoholik i meliniaz ich zostawil i...poszedl mieszkac na meline. obie kobiety bylo oddane do granic i bez granic wychowaniu chlopca i dokladaly staran zeby wyrosl na czlowieka. no i wyrosl... na alkoholika i meliniarza, dokladnie w slady tatusia, ktorego sam potepial za postepowanie. to nie wyszlo tak odrazu, ale przez lata jego zachowanie coraz bardziej sie zmienialo i zatracal sie w nalogu. do tej pory tego rozgryzc nie moge???

  83. piątek, 29 stycznia 2010, 22:43

    Przypadek klasyczny DDA - dorosłego dziecka alkoholika. Przykład jeden z wielu pokazujący, jak wielki wpływ na dziecko ma życie ojca i życie matki...

    +pozdrawiam...

  84. Zobacz profil Kpkpkp Kpkpkp napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 22:44

    'Macierzyństwo wpisane jest w naturę kobiety.'- to jest prawda, ale nie jest przeznaczeniem zyciowym kazdej kobiety bycie matka, tak jak nie kazdego mezczyzny bycie ojcem. wydaje mi sie niesprawiedliwe takie jednoznaczne okreslanie kobiet, ktore poswiecaja sie pracy zawodowej za w pewnym sensie gorsze niz te ktore wybraly maciezynstwo. nie kazda kobieta ktora jest poswiecona pracy robi to dla kariery i forsy. sa prace ktorych wykonywanie jest wielkim poswieceniem i mozna dyskutowac, kto bardziej sie poswieca i sluzy, kobieta ktora wychowuje wlasne dzieci, co jej przychodzi naturalnie, czy kobieta ktora np. wychowuje niechciane obce pracujac w domu dziecka, albo pracuje w domu starcow, albo z wyzszej polki jest neurochirurgiem i sklada ludzi do kupy zeby ich dzieci nie stracily rodzicow. jakos mi sie to wydaje zbyt czrano- biale: matki kontra kobiety pracujace.to jest watek ktory sie czesto przewija na tym portalu, i razi tym ze zycie kobiety ma tak jakby nie miec sensu jezeli nie zostanie matka, albo zakonnica. kobieta jest przeciez najpierw czlowiekiem, a pozniej kobieta.

  85. Zobacz profil Kpkpkp Kpkpkp napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 22:48

    @sorkovitz, wiesz, dla mnie to jest straszne, bo te babki naprawde dolozyly trudu zeby tego chlopaka wychowac, a z ojcem mial malo do czynienia. to taka troche byla chyba orka na ugorze...to tak jak by mimo wielkiego wysilku ze strony matki i tak nic sie nie dalo zrobic. zalamka :( pamietam to jak przez mgle, bo bylo dawno, ale i tak zrobilo na mnie wrazenie...

  86. piątek, 29 stycznia 2010, 22:58

    Kpkpkp...

    Zgadzam się z tobą, w pełni...

    To, że macierzyństwo wpisane jest w naturę kobiety, nie przekreśla żadną miarą innej prawdy, że rzeczywiście nie każda kobieta zostanie biologiczną matką... Jest to wielka tajemnica Pana Boga. Ksiądz też przecież nie ma dzieci a realizuje swoje ojcostwo na sposób duchowy...

  87. piątek, 29 stycznia 2010, 22:59

    Matka może pracować i powinna :) chodzi tu raczej o inny problem: mądrego i harmonijnego łączenia w całość np. pracy, czasu wolnego, macierzyństwa...

  88. piątek, 29 stycznia 2010, 22:59

    + pozdrawiam i dzięki za cenny głos...

  89. Zobacz profil Kpkpkp Kpkpkp napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 23:14

    :)

  90. Zobacz profil Leonka Leonka napisał/a:

    piątek, 29 stycznia 2010, 23:56

    Jakoś się nie mogę odnaleźć w dyskusji o kryzysie macierzyństwa/ojcostwa.

    W pytaniach o kryzys macierzyństwa słyszę echo pytania: jaka powinna być kobieta? W odpowiedzi zapewne powinien pojawić się szereg przymiotników, które nam tę kobietę określą. Czy da się w ten sposób opisać rzeczywistość? Mam wątpliwości.

    Na pewno coś jest nie tak, że ludzie (niezależnie od płci) nie chcą dorosnąć i wziąć odpowiedzialności za siebie i innych. U kobiet może to bardziej razi, bo "od zawsze" to kobiety były bliżej rodziny, no i rodzicielstwo kobiety jest bardziej oczywiste, bo tyle fizjologii :)

    Ale i u jednych, i u drugich to chyba to samo; na pewno zranienia ze swojej rodziny, na pewno przejęcie współczesnego modelu życia "wieczna młodość", na pewno ciśnienie na zrobienie kariery, na pewno mnóstwo innych rzeczy o których nigdy nie usłyszę, bo znam konfesjonał tylko z jednej strony :)

    Ale jakoś nie widzę tu dużej różnicy między kobietami i mężczyznami. Albo są dojrzali do tego, by żyć dla innych, albo nie.

  91. Zobacz profil mimi de b. mimi de b. napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 00:54

    spalające się w byciu mądrze kochającą matką…

    ---------------------------------------------

    I to chyba jest chyba problem podstawowy - dostajemy świra w temacie szukania wzorca macierzyństwa zamiast po prostu mamom pomagać.

    Współczesna mama ma prawo zrobić tipsy, bo niedzielnego obiadu nie zaczyna od oprawienia koguta z piór. Co więcej zauważam, że te wyszczekane gówniary blachary dużo szybciej i bez większego strachu dochowują się dzieci niż przycięte jeszcze przez surowe wychowanie moje pokolenie "zablokowanych". Żaden z pięciu punktów nie wyklucza po prostu dobrego na miarę posiadanej miłości macierzyństwa, nie widzę potrzeby składania ofiary całopalnej z kobiety.

  92. sobota, 30 stycznia 2010, 08:51

    Kobieta w kryzycie to problem?? Przynajmniej jest kogo ratować!! :D

    Faceci do roboty, nie marudzić.

  93. sobota, 30 stycznia 2010, 09:28

    Ano do roboty :) Macie rację bracie...

  94. Zobacz profil Emilka Emilka napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 09:53

    Tak. Takie przemyślenia zaprzątają również moje serce. Co z następnymi pokoleniami jeśli teraz taka totalna rozwiązłość i życie bez jakiejkolwiek cenzury bez wymagania od siebie i innych!

    Można by mnożyć przykłady życia w chaosie moralnym (nie tylko młodych) ale czy to nam poprawi nastrój?!

    Mnie osobiście przeraża i zatrważa niefrasobliwość rodziców względem sposobu życia ich dzieci! Nie wierzę iż nie ma na to rady, bo to jest zwykle przyzwolenie i machanie ręką! Dla mnie absolutna porażka: macierzyństwa, człowieczeństwa i chrześcijaństwa!

    Niestety nie rozumiem takich zachowań i nigdy nie będę tolerować. Mam troje dzieci ale nigdy nie zgodzę sie na ich "pieskie" życie.

    NIGDY, BO DLA MNIE BYŁABY TO HAŃBA JAKO MATKI!

  95. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 09:57

    Proszę księdza, a gdzie ukazało sie to ogłoszenie? Bo my mamy taki krąg modlitewny, który skupia głównie kobiety.

    Może połączymy siły??? ;))) Dobrymi informacjami trzeba się wymieniać.

    Podaję link

    http://www.fronda.pl/rudzia/blog/inicjatywa_bardzo_oddolna

  96. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 09:58

    Emilko, a ile twoje dzieci maja lat???

  97. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 10:04

    Bo jeśli chodzi o dzieci, to z tym bywa różnie. Ja mam 19-letnią córkę. I ona jest bardzo O.K. Ale obserwuję dzieci moich znajomych, głównie chłopców. I faktycznie, tam gdzie wiara jest żywa, dzieci niemal nie sprawiają żadnych kłopotów wychowawczych. Gdzie indziej bywa różnie - narkotyki, imprezy.

    Jako sposób wychowania zawsze wszystkim polecam ZHR. (harcerstwo skupione przy parafiach). Niesamowita inicjatywa. Świetnie przygotowuje do życia.

  98. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 10:14

    Wiesz, Emilko. Trudno mówić o niefrasobliwości. Czasem naprawdę niewiele da się zrobić, zwłaszcza gdy dzieci mają 17, 18 lat lub więcej.

  99. Zobacz profil Emilka Emilka napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 10:15

    Pewnie bywają skrajne przypadki niemocy, ale Rudzia ja nie wierzę iż taka rozwiązłość bierze sie znikąd i będzie tolerowana i pochwalana!

  100. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 10:15

    Ale nie wszyscy chcą wychowywać dzieci po katolicku. Poza tym to wychowanie też bywa różne. Jeśli sprowadza się tylko do wypychania dzieciaka na niedzielną mszę św. no to jest za mało.

    Trzeba przekazać wartości, rozmawiać, wiadomo.

  101. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 10:18

    Podam ci przykład moich znajomych. Mąż zostawił ją gdy synowie mieli 2 i 4 latka. Młodszy bardzo to przeżył. Gdy miał 16 lat niemal wyprowadził sie do dziewczyny, bo ona 17-latka mieszka sama. Mama robi karierę. Tata jest nieobecny. Niemoc.

    Dziewczyna szuka ciepła, zrozumienia. Chłopak pewnie też. Co robić? No, można kuratora itp. Ale to wszystko są bardzo delikatne sprawy.

    Po 2 latach sytuacja jest nieco opanowana. Chłopak zaczął się uczyć. Czasem bywa w domu rodzinnym.

  102. Zobacz profil Emilka Emilka napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 10:21

    Moja córka niedawno straciła przyjaciela po sporze jaki wyniknął między nimi n/t życia przedślubnego w celu sprawdzenia sie... nie byli nawet parą, ale on stwierdził że nie ma sensu ich znajomość...po prostu zaczęło zgrzytać i różnorodność, rozdźwięk poglądów ich rozdzieliła.

  103. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 10:24

    Mądra córka. Oby trafiła na odpowiedniego człowieka. Moja, harcerka, nie pije alkoholu. Chodzi na imprezy, ale świetnie się bawi bez alkoholu. Bardzo jestem z niej dumna.

  104. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 10:24

    Bo jeśli chodzi o moje "wyczyny".

    Ale, no właśnie... ja chyba nigdy nie miałam dobrego kontaktu z rodzicami. Takie to były czasy, inne.

  105. Zobacz profil Emilka Emilka napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 10:24

    Twój przykład to właśnie prosta droga do patologii moralnej i nie ma sie czemu dziwić. W tej rodzinie nie było żadnych wzorców ani uczucia, nic co by ich scalało i kształtowało!

  106. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 10:26

    Trudno mieć pretensje do dzieci, w tym momencie. Oboje porzuceni, zostawieni.

  107. Zobacz profil Emilka Emilka napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 10:27

    Wiesz Rudziu niedawno przez przypadek w Biblii córki znalazłam jej modlitwę-prośbę do św Józefa o dobrego męża i tak b. mnie to wzruszyło że popłakałam sie...

    Twoja córka też zasługuje na pochwałę:)

  108. Zobacz profil Emilka Emilka napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 10:28

    Kontakt z rodzicami zależy też od nas samych od obu stron jest to zależne...

  109. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 10:29

    Wiem. Św. Józef jest skuteczny. Moja też się modli. Jeszcze trochę i sie okaże, że nasze córki .... się znają.... :)

  110. Zobacz profil Emilka Emilka napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 10:30

    ...ale moi też nie są łatwi -szczególnie jedno z nich ma trudny charakter, ale żyjemy raczej w zgodzie. Dzięki Bogu.

  111. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 10:31

    Jedno jest pewnie, gdyby nie fakt, że spotkałam na swojej drodze Pana Boga, takiego żywego, moje dziecko być może byłoby zupełnie innym człowiekiem.

    Bo ja na pewno byłabym innym człowiekiem.

  112. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 10:32

    Każde dziecko jest inne. Środkowe, walczy o to, by je ktoś zobaczył. Najmłodsze ciągle chce być dopieszczane. Do tego - geny, środowisko.

  113. Zobacz profil Emilka Emilka napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 10:32

    Może sie znają... jak są z tych samych okolic, to możliwe.

  114. sobota, 30 stycznia 2010, 10:34

    Genialny dialog... matek :) Pozdrawiam Emilkę i Rudzię i dziękuję za świadectwo!!!

    +Niech Pan wam błogosławi... I waszym rodzinom...

  115. Zobacz profil Emilka Emilka napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 10:34

    Właśnie, bliskość życia z Bogiem, przyjaźń z Nim jest tą właściwa drogą nie tylko doczesną.

  116. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 10:34

    Bóg zapłać. I księdzu też.

  117. sobota, 30 stycznia 2010, 10:37

    Rudziu dziękuję... Ruszam właśnie z Panem Jezusem do chorych. Wśród nich tez jest wiele matek, które nie jeden raz poruszają mnie świadectwem swojego życia. Pozdrawiam...

  118. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 10:38

    Wcale nie uważam się za bardzo dobrą matkę. Postawiłam na rzeczy, na których mi bardzo zależało (to są także te, których ja sama nigdy nie dostałam) - kontakt, szczerość, bliska przyjaźń córki z Panem Bogiem. I jeszcze - ona świetnie radzi sobie w życiu. To ważne.

    Ale i tak mam sobie sporo do zarzucenia.

    C'est la vie.

  119. Zobacz profil Emilka Emilka napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 10:38

    Wszystkie dzieci wymagają zainteresowania i uczucia bez względu na kolejność urodzenia Rudziu :)

    *

    Dzięki Księdzu za dobre słowo. Oraz za ten wątek Muszę kończyć.

    Pozdrawiam Księdza i Ciebie Rudzia!

  120. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 10:39

    Ja też księdza pozdrawiam.

    Do "zobaczenia".

  121. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 10:39

    Ja też już biegnę.

  122. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 10:39

    Trzyma sie Emilko. Wytrwałości i Bożego błogosławieństwa.

  123. Zobacz profil Emilka Emilka napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 10:42

    Nikt nie jest doskonały Rudzia :)

    Byłoby szczytem hipokryzji nazywać sie genialną matką czy człowiekiem w ogóle.

  124. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 10:46

    Otóż to. Do "widzenia".

  125. Zobacz profil Klarcia55 Klarcia55 napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 11:17

    Pozdrawiam brata "pzycinski"!

    Facet powiedział coś konkretnego, a tu dalej ks. Rafał zostaje sam na sam z kobietami.

  126. Zobacz profil Jerzyk49 Jerzyk49 napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 12:33

    Kiedyś przeczytałem i się z tym zgadzam:

    Matka potrafi urodzić, wykarmić i wychować dziecko na młodzieńca. Nie potrafi jednak młodzieńca uczynić mężczyzną. To rola ojca.

    Moja matka nie pracowała, wychowywała dzieci i zajmowała się domem.

    Dziś kiedy oboje rodziców pracują od rana do wieczora, oczywiście "dla dobra dzieci", nie ma czasu na wychowanie. Wszechobecne media, "wychowują" według świata. Jeżeli w domu takim mieszka także Jezus, to w porządku, pomaga wychować dzieci. Jeżeli Jezus jest tylko wpuszczany czasami, lub wcale, to nieszczęście. W takiej rodzinie raczej nie wychowa się dobry ojciec, czy matka.

  127. sobota, 30 stycznia 2010, 12:52

    Grażynko - taki los księdza... Że wśród kobiet, kochanych jak zawsze i wrażliwych :) A te chłopy, hehe... szkoda gadać :)

    + pozdrawiam...

  128. Zobacz profil Kpkpkp Kpkpkp napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 13:29

    Rudzia i Emilka- zgadzam sie z ksiedzem, genialny dialog matek. szczerosc, zycie... :)

  129. Zobacz profil Klarcia55 Klarcia55 napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 14:11

    I co tu zrobić ks. Rafale - Jurku?

    Myślę, myślę, i przypomniałam sobie stare przysłowie: "Mężczyzna jest głową rodziny, a kobieta szyją."

    No... To może jednak my powinnyśmy zacząć dobrze kręcić tą szyją???

    Chłopy tak w ogóle to nie są całkiem złe, tylko jakieś wystraszooone...

    Również pozdrawiam.

    A jak podoba mi się zwrot: Grażynko??!!

  130. Zobacz profil Klarcia55 Klarcia55 napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 14:50

    Jerzyk49 - czy wiesz, że na obrazie "Syn marnotrawny" Pan Bóg ma jedną rękę męską, a drugą kobiecą?

    Dziewczynki też potrzebują ojca, bo póżniej nie wiedzą jak się zachować w małżeństwie.

  131. Zobacz profil Kpkpkp Kpkpkp napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 16:59

    mnie i rodzenstwo wychowal ojciec, bo mama wczesnie zmarla. jestem kobieta, wychowana przez ojca i tak sobie mysle, ze nawet z matka u boku by lepiej nie mogl sobie moj ojciec poradzic, bo byl najlepszym rodzicem jakiego jestem sobie w stanie wyobrazic. wiem, ze to inne pokolenie mezczyzn niz to nasze, ale moze te chlopy tez nie zawsze takie zle :)

  132. Zobacz profil Emilka Emilka napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 17:25

    Kpkpkp, Twojemu tacie należy sie złoty medal!

  133. Zobacz profil Klarcia55 Klarcia55 napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 18:02

    Coś mi się wydaje dziewczyny, że zaczynamy mięknąć...

    Mam ochotę powiedzieć sobie przy was: tato, tatusiu, jak mi ciebie brakowało w dzieciństwie i młodości!

    Teraz mój tato jest taki malutki, skurczony i "suchy", że mogę go nosić na rękach jak dziecko...

    To wszystko przez to, że ks. Rafał powiedział do mnie: Grażynko

    No i gdzie te "baby hahary?"

  134. Zobacz profil Jerzyk49 Jerzyk49 napisał/a:

    sobota, 30 stycznia 2010, 21:29

    Słuchałem kiedyś o.Leona Knabita. Powiedział że bez ojca człowiek jest tylko w połowie sierotą. Bez matki jest całkowitym sierotą.

    O.Leon wychowywał się bez ojca.

    Fajnie jest przeczytać o ojcu który sam wychowywał swoje dzieci tak pięknie.

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.