-
NO TO...
wtorek,1 czerwca 2010,18:23
kategoria: Wiadomości
wiemy już wszystko, no… oczywiście oprócz tego, czy był to zamach, czy nie był. Pomijam już, że gdyby to był zamach, to i tak nie można by podobnej wiadomości ogłosić publicznie. No i tyle. Pozostaje jednak jeszcze do wyjaśnienia, czy redaktorzy „Faktu” świadomie ogłaszali nieprawdziwy wywiad z rosyjskim wysokim urzędnikiem, który stwierdził (rzekomo? rzeczywiście?), że ostatnie słowa pilotów brzmiały: "Jezu, Jezu!". Nie znam żadnego rosyjskiego "dementi" w tej sprawie, ale rozumiem, że ono niepotrzebne, bo „Faktowi” można bezkarnie nakłamać, zakładając, że nie jest pismem poważanym, i że to i tak ujdzie.
Tym niemniej osobiđcie nie sądzę, aby "Fakt" pisał nieprawdę – uważam tę wersję za mniej prawdopodobną, choć możliwą. I czekam, mimowsyzstko, na reakcję tego pisma.
Pozostają wersje druga i trzecia. Druga: "Faktowi" nakłamano – byłoby to poświadczenie subtelności postsowiecko-imperialnego humoru. Wersja trzecia: "Faktowi" powiedziano prawdę, ale nieprawdę zapisano w stenogramie i na materiałach przekazanych stronie polskiej.
Jak powiedziałem, prawdy właściwej możemy nigdy nie poznać. Pewne jest wszakże, że autorzy "przecieku" skierowanego na łamy "Faktu" mieli świadomość tego, że po publikacji czarnych skrzynek wyjdzie na jaw niezgodność wersji podanej nieoficjalnie i upublicznionej.
Wniosek: cokolwiek jest prawdą (bo przecie może nic – żadna z wersji…), to wprowadzenie polskiej opinii publicznej w stan rozdwojenia i wrzenia wydaje się celowe. Rosji jest na rękę wewnątrzpolska kłótnia. Jest jej na rękę podtrzymywanie teorii spiskowych – bardziej i mniej rozbudowanych, podlewanych przez wieści, które z Rosji dochodzą i w Rosji są kucharzone. Dzięki temu można dzielić i rządzić… A przy okazji pokazać, jakie zasady rządzą traktowaniem Polski i Prawdy w tym układzie…
-
LOGIKA CYTATÓW
niedziela,16 maja 2010,15:42
kategoria: Wiadomości
motto | …Powoli… – rzekł książę [Janusz Radziwiłł] … – Temu staremu szlachcicowi… temu ryczącemu diabłu […] zapisałem śmierć w duszy. On to pierwszy nazwał mnie zdrajcą […] Pierwej śmierci, pierwej końca świata bym się spodziewał, niż żeby kto mnie […] śmiał do oczu zakrzyknąć: „Zdrajca!” Do oczu wobec ludzi! Nie ma takiej śmierci, nie ma takich mąk, których by dość było za taką zbrodnię… [Henryk Sienkiewicz, Potop]
- – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – -
A. GRUZINI TO TERRORYŚCI | Gruzińscy nieludzie masakrują niewinnych. Micheil Saakaszwili to wspierany przez Zachód ludobójca. Nasze czołgi to jedyny ratunek dla niewinnych ofiar – taki obraz wojny prezentują Rosjanom media i politycy. [tekst: Wacław Radziwinowicz, „Gazwybor” z 12 VIII 2008]
B. TERRORYSTÓW SIE ZABIJA | „Le Nouvel Observateur” […] w zeszłym miesiącu ujawnił przebieg konwersacji między Putinem a Sarkozym. – „Powieszę Saakaszwilego za jaja” – miał wówczas powiedzieć premier Rosji. – „Powiesi go pan?” – zapytał Sarkozy. – „Czemu nie?” – odparł Putin. [tekst: „Gazwybor” 4 XII 2008]
C. KACZYŃSKI JEST WSPÓLNIKIEM TERRORYSTÓW | „Jesteśmy tutaj – przywódcy pięciu państw: Polski, Ukrainy, Litwy , Łotwy i Estonii. Jesteśmy po to, żeby podjąć walkę – powiedział na wiecu w Tbilisi prezydent Lech Kaczyński. Podkreślił, że przywódcy regionu są dziś w Tbilisi, by powiedzieć „nie” rosyjskiej dominacji. […] Przyznał, że gdy zainicjował przyjazd przywódców regionu do Gruzji „niektórzy myśleli, że prezydenci będą się obawiać. Nikt się nie obawiał, wszyscy przyjechali, bo Środkowa Europa ma odważnych przywódców” – podkreślił Kaczyński – „Chciałbym to powiedzieć nie tylko wam, ale i Unii Europejskiej, że Europa Środkowa, Gruzja, cały nasz region będzie się liczył, że jesteśmy podmiotem” – dodał. [tekst: „Gazwybor” 12 VIII 2008]
D. WSPÓLNIKÓW TERRORYSTÓW NALEŻY WYELIMINOWAĆ | Rosyjscy liderzy ostrzegli w ubiegłym miesiącu, że organizatorzy ataków zostaną „zniszczeni” […] „Ci którzy wykazują opór muszą być wyeliminowani. Nie można im okazywać litości” – powiedział Miedwiediew w rozmowie z Bortnikowem. [tekst: „Gazwybor” 13 V 2010]
-
DELEGACJA POLSKA LĄDUJE PRZYMUSOWO POD MOSKWĄ
piątek,7 maja 2010,22:22
kategoria: Wiadomości
Uwaga: moskiewski lot „Szesnastu”, czyli przywódców Polski Podziemnej w roku 1945 miał się – być może – również skończyć lotniczą katastrofą. Przypominam: wiosną 1945 roku Sowieci wystosowali do szefów polskiego Podziemia zaproszenie na rozmowy. Zaproszenie zostało przyjęte. Najpierw miał pójść generał Okulicki, potem reszta – przedstawiciele Rady Jedności Narodowej. Tak więc Okulicki udał się na spotkanie i został aresztowany. Podziemna „dwójka” pojęła od razu, że dzieje się coś dziwnego. Następnego ranka zbierający się na stacji kolejki w Pruszkowie delegaci Rady Jedności Narodowej zostali uprzedzeni. Niemniej zdecydowali, że jednak pójdą.
Dlatego też przybywając do wyznaczonej przez Sowietów willi w Pruszkowie, wywołali konsternację enkawudzistów. Ci z początku chyba nie mieli pojęcia, co z nimi zrobić. Najwyraźniej sądzili, że zatrzymanie Okulickiego „spali” całą zasadzkę – dalszego ciągu nie przewidywano. Co teraz uczynić z nadmiarem łupu? Po całonocnym oczekiwaniu w generalskim salonie (zapewne w tym czasie NKWD prowadziło goraczkowe konsultacje z centralą) wsadzono „Szesnastu” do wojskowych limuzyn i odstawiono do samolotu, który wystartował w kierunku Moskwy. Cel podróży był dla delegatów od początku niejasny: czy mają odbywać rozmowy na najwyższym szczeblu (tak im sugerowano, ale bez konkretów), czy też może zostaną aresztowani? Zachowanie enkawudzistów było dwuznaczne, ale niektórzy panowie tłumaczyli je sobie "specyficznym stylem sowieckiej dyplomacji". Jak wiadomo, w Moskwie "Szesnastu" przywitał "komitet" w eleganckich melonikach, zapraszając do czarnych limuzyn, które odstawiły delikwentów na Łubiankę. W końcu „Szesnastce” wytoczono w Moskwie spektakularny i bezprawny proces.
Tymczasem wcześniej zdaje się, że ich los wisiał na włosku. Bowiem od momentu zatrzymania ślad po nich zaginął. Sowieci bardzo długo mówili, że nic o nich nie wiedzą, że ich nie widzieli, nie słyszeli, że w ogóle ich nie ma, że to jakaś nowa polska prowokacja. Proces – który ostatecznie nastapił – stanowił, byc może, tylko jeden z kilku możliwych scenariuszy.
Pierwszy z takowych mógł zakończyć sprawę szybko i wygodnie. Bo moskiewskie lotnisko nie przyjęło samolotu lecącego z Warszawy – rzekomo ze względu na panującą mgłę. Paliwo zaczęło się kończyć, trzeba było lądować „na dziko”. Czy rzeczywiście lot „Szesnastu” miał skończyć się improwizowaną katastrofą? Nie ma pewności. Tak czy owak przypominam tę historię w dobie po-smoleńskiej, bo zestawienie samo się nasuwa. Cytuję poniżej niepublikowane w całości wspomnienia mego Dziadka, Stanisława Michałowskiego, jednego z „Szesnastu” [o Nimże zob. też http://www.jeden-z-szesnastu.pl/]. Dziadek mój znalazł się w tym gronie jako członek delegacji Rady Jedności Narodowej obok Adama Czarnowskiego, przewodniczącego swojej podziemnej partii (Zjednoczenie Demokratyczne).
- – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – -
Stanisław Michałowski, Podróż do Moskwy [fragment wspomnień]***
[…] Po pewnym czasie zauważyłem, tak ja jak i inni koledzy, że nasi piloci są jakoś zdenerwowani. Wyszedł jeden z nich, poszedł czy do ustępu czy w innej sprawie, widać że był na twarzy zmieniony i spocony. To samo było z drugim. Teraz sobie przypominam, że jeden czy drugi z nich mieli pragnienie. Parę słów któryś z nich bąknął także z kapralem. To zachowanie się pilotów zaczęło wzbudzać wśród nas pewne narastające podejrzenia. Ten i ów zaczął na ten temat coraz głośniej komentować. W końcu farbę puścił kapral. Okazuje się że minęliśmy już Moskwę ponieważ lotnisko moskiewskie nie może nas przyjąć z powodu poważnego zamglenia. Gęsta mgła nie pozwala nam na lądowanie musimy szukać innego lotniska poza Moskwą. O ile sobie przypominam w grę wchodził także brak łączności radiowej. Nie pamiętam jednak czy wtedy gdyśmy zbliżali się do Moskwy czy gdyśmy krążyli w poszukiwaniu innego lotniska poza Moskwą. Główną przyczyną zdenerwowania był wyczerpujący się zapas benzyny. Trudności te wywołały może nie tylko panikę ile pewnego rodzaju nastrój przygnębienia. Proponowano rozszyfrować przyczynę tej katastrofalnej sytuacji. Może chcą się nas pozbyć? […] Zaczęliśmy powoli rozważać możliwość katastrofy. Głównie próbowaliśmy uprzytomnić sobie, czy to jest katastrofa przygotowywana, czy nieprzewidziany wypadek, a raczej zbieg okoliczności takich jak niespodziewana mgła, uszkodzenie aparatury radiotelefonicznej, umyślne czy obiektywne okoliczności. […] Przychodziły nam na myśl inne, podobne wydarzenia w czasie wojny, a szczególnie wypadek z naszym generałem Sikorskim. […] Ale wróćmy do przerwanego wątku. Piloci coraz bardziej nerwowo wypatrują miejsca do lądowania. Nas jednak na ogół spokój nie opuszcza. Ja mimo wszystko jakoś nie przyjmuję możliwości katastrofy, a nawet gdyby coś takiego się stało, to przecież niekoniecznie musimy wszyscy zginąć. Do tej pory udawało mi się ujść cało z różnych niebezpiecznych opresji. Dlaczego akurat teraz moja szczęśliwa karta miałaby się nagle odwrócić? Z drugiej strony, takie przymusowe lądowanie, połączone chociażby nawet z rozbiciem samolotu może dać okazję do ucieczki! Czarnowski przywraca mnie jednak do rzeczywistości. Może być katastrofa i możemy stracić życie. […] Możemy zginąć obydwaj, a może się uratujemy, a może tylko jeden z nas wyjdzie cały. Mam mu przyrzec, ze jeżeli umrze, to mam zainteresować się miejscem pogrzebania, zabrać jakieś pamiątkowe przedmioty, no i oczywiście powiadomić o wszystkim żonę i rodzinę. Przyrzekam i oczywiście proszę go o taki sam dobry uczynek. Wymieniamy adresy naszych rodzin. Po wyczerpaniu tych wszystkich szczegółów dowcipkujemy jeszcze trochę na tematy osobiste, nie omieszkując obgadać wesoło niektórych kolegów, czy koleżanek. Z okien samolotu zauważyliśmy, że lecimy nad terenami opanowanymi jeszcze ciężką zimą. Wszędzie bezkresne połacie śniegu. Przypomniał mi się w tym momencie sen sprzed trzech dni w Pruszkowie […] Wskazując Adamowi na leżące pod nami śniegi mówię do niego: Widzisz, sen się sprawdził. Jak wylądujemy to pewnie jeszcze spotkamy "białe niedźwiedzie". W pewnej chwili samolot zaczął się gwałtownie obniżać. Jak się później okazało, musiało się to stać bo benzyna się wyczerpała. Jeden z pilotów wychylił się i coś tam powiedział. Kapral zawołał, że się opuszczamy i wszystkich nas ogarnęło nieprzyjemne uczucie powodujące, jak wiadomo, nawet wymiotowanie, co też u tego czy innego wydarzyło się. Samolot nagle szarpnął mocniej i zaległa ogólna cisza. Kapral padł na ziemię i wszystkim zalecił to samo. Coś tam jeszcze wykrzykiwał ale zrozumiałem tylko: "Matko Ziemio przyjmij mnie w swoje objęcia". U chrześcijanina brzmiało by to: "Matko Boża przyjmij mnie w swoje objęcia"… W końcu samolot jeszcze raz, jeszcze mocniej szarpnął i nagle zatrzymał się. Chwila wyczekiwania przy pełnej ciszy. Potem wychodzą z kabiny lotnicy. Powstajemy, gwar, ożywienie, zadowolone twarze oczywiście z pilotami i personelem samolotowym włącznie. Piloci wychodzą, chyba razem z nimi pozostali dwaj wojskowi. Zwracają uwagę, by samolotu nie opuszczać, zamykają za nami drzwi. Pozostajemy zupełnie sami po raz pierwszy od czasu internowania nas i chyba po raz ostatni do czasu wyjścia na wolność oczywiście z wyjątkiem tych, którzy więzienia już nie opuścili, bo tam pomarli. […]
*** Ten fragment pamiętników Stanisława Michałowskiego (1903-1984) nie został opracowany od strony redakcyjnej. Jest to rodzaj brulionu, spisanego w latach 70. XX wieku, podanego tu po m i n i m a l n e j korekcie ortograficznej i stylistycznej, do której za życia jeszcze autor upoważnił swego wnuka, Jacka Kowalskiego. Oryginał maszynopisu w zbiorach tegoż.
-
PĘTLA SIĘ ZACISKA. POTRZEBNA REAKCJA
piątek,7 maja 2010,07:17
kategoria: Wiadomości
POTRZEBNA REAKCJA. A KTO TEGO NIE WIDZI, JEST SLEPY. Bo nie widać i nie słychać, żeby którykolwiek z przedstawicieli naszych władz jakkolwiek zauważał wydarzenia na Ukrainie, które zaczynają całkowicie zmieniać stosunki w Europie Wschodniej. A bez niepodległej Ukrainy nie będzie niepodległej Polski. A trzeba przynajmniej skomentowac tę zmieniająca sie rzeczywistośc. Ale cisza. Nikt też jakby nie zauważa ordynarnego zachowania Putina, który publicznie już traktuje swoich ukraińskich zwolenników jak wasali. Jak za Stalina. Za to jakby nigdy nic nasz minister spraw zagranicznych publicznie zauważa "destalinizację" w Rosji… i w wywiadzie dla amerykańskiej telewizji mówi, że "nie sądzi" abyśmy w obecnej dobie zbliżenia z Rosją oddalili się od Stanów Zjednoczonych. W mowie dyplomacji jest to odpowiedź delikatnie mówiąc wieloznaczna. Zarazem otrzymujemy w błyskawicznym tempie kolejne porcje "pojednania", które ma zlikwidować rzekomą polską nienawiść do Rosjan. Mamy zapalać na grobach rosyjskich żołnierzy świeczki – w dniu, który oznaczał podbicie Europy wschodniej. Wzywa się nas do tego tak, jakbyśmy dotąd bezcześcili rosyjskie groby. Taka będzie międzynarodowa wymowa takiej akcji. A tak naprawdę mamy pogodzić sie z naszym powolnym – a może pospiesznym – powrotem w cień rosyjskiego imperium. BO PRZECIEŻ 9 MAJA TO W ISTOCIE ŚWIĘTO ROSYJSKIEGO IMPERIALIZMU. Dzis podano, że marszałek Komorowski wchodząc w rolę prezydenta już podjął decyzję rangi międzynarodowej: ma zaprosić do Polski Miedwiediewa. Miedwiediew jak umówiony – też gada odpowiednio, przyznaje głośno rzeczy, o których do tej pory nie mówił. CHoć były oczywiste. TO NIE JEST ŚMIESZNE. MAMY DO CZYMŚ NEISŁYCHANIE NIEPOKOJACYM. NALEZY NAZWAĆ TO PO IMIENIU: TO WYGLADA NA ZDRADĘ NARODOWĄ, NA PRZYGRYWKĘ DO PONOWNEGO WEJŚCIA W ORBITĘ ROSYJSKIEGO IMPERIUM. Potrzeba natychmiastowej reakcji. NASZEJ. Niestety, jest to czas kampanii wyborczej. Zapewne, że protesty mogą zostać potraktowane jako element kampanii wyborczej. I to jest właśnie najgorsze. Bo sprawa wykracza grubo poza sprawy podziałów na partie. Powinna wykroczyć. Niech obudzą się wyborcy PO, ci, którzy jakby niczego nie dostrzegają. Proponuję akcje oddolną. Masowe zamanifestowanie tego, ze nie chcemy wejścia do rosyjskiego imperium.
-
MARSJANIE
wtorek,4 maja 2010,06:50
kategoria: Wiadomości
Otwierają się nam oczy. Jakie to proste. Dzięki Gazecie Wyborczej wiemy już, że to Marsjanom udało się zapromować kosmitę na stanowisko prezydenta Ukrainy, przejąć Krym, a w najbliższym czasie uda im się także przejąć większość ukraińskiego przemysłu. Okazało się nadto, że to Marsjanie przez kilka dziesięcioleci kłamali w sprawie Katynia, ukatrupili Litwinienkę, a ostatnio postanowili wprowadzić w Rosji cenzurę. Aha, jakby ktoś nie wiedział, to właśnie główny szef Marsjańskich sił Powietrznych stwierdził oficjalnie, że samolot prezydenta Lecha Kaczyńskiego cztery razy podchodził do lądowania, oraz że czarnych skrzynek nie odnaleziono. Ale pamiętajmy, że Człowiek-o-Zdrowych-Zmysłach, którego umysł Nie-Wybiera-Drogi-na-Skróty, w myśleniu i wypowiedziach swoich nie może uwzględniać czynów i wypowiedzi Marsjan. Albowiem wszystkie wypowiedzi i czyny Marsjan, jako też wszystkie przeszłe, teraźniejsze i przyszłe ogłoszenia marsjańskiej prokuratury – należą do Niebytu, czyli do teorii spiskowej. Powoływać się na nie nie wypada i nie wolno.
Co innego Rosjanie. Pamiętajmy: Rosjanie-nie-są-Marsjanami. Rosjanie w odróżnieniu od Marsjan istnieją i nie mają antenek na głowie. Toteż naszą świadomość (geo-)polityczną powinniśmy budować wyłącznie na pozytywnej świadomości istnienia Rosjan. To oni prostują ścieżki historii, zawsze mówią prawdę, głoszą miłość i przytulają Tuska, a niedługo przytulą i Komorowskiego. Jeśli zaś ktoś twierdzi, że jest inaczej, jest wariatem. No bo przecież każdy widzi, że Putin antenki na głowie nie ma. Prawda? A zresztą może ma, ale po pierwsze bardzo, bardzo malutką, a po drugie nie należy o tym mówić, bo mu będzie przykro.
-
NIE WOLNO
wtorek,13 kwietnia 2010,10:17
kategoria: Wiadomości
…Nie wolno myśleć, że do prawdy i tak nie dotrzemy. Choćbysmy nie dotarli, nie wolno dać się okłamywać, czyli przyjąć oczywiste kłamstwo za prawdę. Śledztwo rzeczywiście może potrwać długo, natomiast tak zwana "prawda prasowa" zostanie ogłoszona może już niebawem. I ona przetrwa, i ona ukształtuje nową rzeczywistość, jeśli się jej nie przeciwstawimy. A ostateczne wyniki śledztwa podane zostana w sytuacji tak odległej, że nieprzewidywalnej; bedą wtedy już dawno nieistotne dla życia w naszym kraju.
Nie idzie też o to, żeby koniecznie dotrzec do właściwej prawdy. Może nie da sie tego uczynić. Ale ewentualnemu kłamstwu warto się jej przeciwstawic – nie w imię jakiejś wyimaginowanej teorii spiskowej, lecz choćby w imię takiej prawdy, że dajmy na to, NIE WIADOMO.Tyle tylko.
Bo co sie dzieje? Zdaje się, że "prawda prasowa" zaczyna sie kształtować. Jest "prawdoopdobna". Bo i ja myślałem o analogii – wyprawa do Tbilisi a wyprawa pod Smoleńsk. Ona nasuwa sie sama. I dziś tę teorię – o "nakłonieniu" pilotów do lądowania – przyjmuje się już głosno w prasie światowej, pobrzmiewa też w ustach rosyjskich śledczych. Tymczasem w praktyce jest to rzecz niemożliwa. Decyzje podejmuje kapitan statku na podstawie własnego rozeznania i danych otrzymanych z lotniska, które przecież NIE ODMÓWIŁO przyjęcia samolotu. "Sugestia" zmiany lotniska nie oznaczała bowiem NAKAZU lądowania gdzie indziej. Tak samo "sugestie" czy nawet "naciski" pasażerów, nawet jeśli były, są w tej perspektywie drugorzędne. I zawsze mniej istotne od informacji otrzymywanych z lotniska… Chyba że się mylę – ale O TO WŁAŚNIE TRZEBA PYTAĆ. Zwłaszcza, jeśli takich pytań sie publicznie nie zadaje. A jakoś ich nie słyszę…
-
...SIĘ ZACZYNA?
poniedziałek,12 kwietnia 2010,12:59
kategoria: Wiadomości
…obym się mylił. Jak to bywa w przypadku wszystkich takich przypadków, hipotez jest przecież wiele. A te, które wydają się z początku pewne – w chwilę później okazują się wyssane z palca (co prawda zapewne zwykle nieumyślnie, ale też niekiedy – chyba nie bez premedytacji). Samolot miał podchodzić cztery razy do lądowania. No. trzy razy. A przecież juz po drugim podejściu powinien był zrezygnować! W domyśle: co to za piloci! albo raczej: kto im tak kazał! No może i kazał, ale chyba za wcześnie o tym mówić. A wreszcie… lotnisko smoleńskie podobno precyzuje: podchodził właśnie tylko dwa razy. A dziś okazuje sie, że podchodził tylko raz. Gdzie tu precyzja informacji (nie myslę o nieprecyzyjnych relacjach opartych na wywiadach z ludźmi, którzy obserwowali rzecz z boku – ci mogą czy muszą sie mylić, to normalne; myślę o relacjach opierających się rzekomo na rozmowach z funkcjonariuszami zorientowanymi, np tymi, którzy "pilotowali" samolot z lotniska)? Dalej, polska załoga nie reagowała na polecenia i podobno nie umiała dobrze po rosyjsku. Zaraz potem okazuje się, że umiała… Potem, że zawartośc "czarnych skrzynek" jest trudna czy mało możliwa do odczytania… Zaraz potem, że jest całkowicie odczytywalna. Ale dlaczego nie pytamy, czy lotnisko miało możliwośc kategorycznie ZAKAZAĆ lądowania, skoro warunki były tak fatalne? Ponoć jest taka możliwośc, zabronić lądowania, skoro było tak oczywiste, że lądować nie można? Jakoś tego tematu na razie się nie porusza.
Tymczasem generalnie nie ma powodu watpić w to, że jesteśmy wciąż w gąszczu hipotez. Zatem wywoływanie jednej na wierzch – zwłaszcza w tytule – to już sugestia mocna… a więc czytam tytuł (cytuję z pamięci): "Kapitan zdecydował: lądujemy!" Tymczasem w tekście, który następuje po tytule, ów rzekomy cytat nie zostaje potwierdzony… Bo nic o takim stwierdzeniu kapitana polskiej załogi nie wiadomo. Ale juz zostaje zasugerowane, kto był tu odpowiedzialny. W innym tekście w tej samej gazecie znajdujemy wywiad z pilotem-bohaterem Związku Radzieckiego (pełne zaufanie!) który mówi o pilocie polskim: "myślę, że mógł być pod presją kogoś na pokładzie. To problem wszystkich lotników, którzy wożą ważnych dygnitarzy". A w innym dzisiejszym tekście-wywiadzie w tejże gazecie padło stwierdzenie, że teraz PiS nie powinien już nikogo wystawiać do wyborów prezydenckich, jakoby przez szacunek dla Tego, który odszedł. No pewnie. Równie dobrze można by napisać, że teraz przeciwnicy Lecha Kaczyńskiego w imię szacunku dla Jego pamięci powinni zrezygnować z udziału w wyborach prezydenckich. Byłoby to równie mądre żądanie.
Ale poczekajmy, a doczekamy sie lepszych rzeczy. Tak mi sie niestety wydaje. Że poza wielką deklarowaną żałobą – ufam, że szczerą przynajmniej w części – SIĘ ZACZYNA powoli. Władza kusi, a walka o władzę ma swoje prawa. Ale obym sie mylił…
-
UWIERZYĆ? NIE
sobota,10 kwietnia 2010,17:00
kategoria: Wiadomości
…Od rana nie mogę sie pozbierać – zamiast przedsiębrać konieczną, zaplanowaną pracę, mimowiednie skupiam się na tym, co się stało, śledzę nowe wiadomości, wczytuję się w listę ofiar. Modliliśmy sie także wspólnie, rodzinnie. I trwam w pewnego rodzaju zawieszeniu i przygnębieniu. Ale obok przerażenia tym, co sie stało, dociera do mnie powoli jedna jeszcze, silnie narzucająca się myśl. Podzielana zresztą przez kilku naszych przyjaciół, z którymi zdążyłem porozmawiać, a którzy okazali się pogrążeni w przygnębieniu podobnym do mojego. Myśl, że ta strata jest zbyt wielka, zbyt straszna, aby uwierzyć w przypadek. I nie myślę tu o Wyrokach Opatrzności, czy o Znakach Czasu – bo w obliczu Opatrzności nigdy nie ma przypadków, a Znaki Czasu obecne są w każdym, najmniejszym zdarzeniu. Myślę, niestety, o tym, że chyba nie uwierzę, NIE UWIERZĘ, aby to był przypadek z czysto ludzkiego punktu widzenia. Jakiekolwiek byłyby wyniki tak zwanego śledztwa…
-
PUNKT XXII - DUCH WICHROWATY JAK SZKAPA WYUZDANY
poniedziałek,2 listopada 2009,08:35
kategoria: Wiadomości
Nasza rodzinna, bardzo nieposkładana i nieregularna modlitwa ociera się co czas jakiś o brewiarz – ten uproszczony, dla świeckich. Wydanie „Warszawa-Koło 1992”. Właśnie wczoraj poń sięgnąłem i wypadł mi ze środka obrazek z wizerunkiem ikony Matki Boskiej – i napisem na odwrocie:
A światłość w ciemności świeci
I ciemnośc jej nie ogarnęła (J 1,3)
+
wdzięczny Bogu za łaskę kapłaństwa
brat
TADEUSZ BARTOŚ
dominikanin
Kraków 1993
Smutno mi się zrobiło. Przypomniałem sobie ten dzień, kiedy dostałem obrazek, co prawda „z metra", bo T. B. nie znałem akurat wtedy; to jego świeżo wyświęcony współbrat był i jest mym znajomym i przyjacielem. Teraz ten obrazek – kpina przeznaczeń czy znak?
Ba, Zaduszki. Winniśmy dziś szczególne modlitwy za tych, którzy odeszli – w różny sposób. Także i za tych, ktrzy odeszli w taki głośny i obrzydliwy sposób, że są nam teraz „jak poganin i celnik”. Aczkolwiek mamy i takich, którzy są jak „groby pobielane” – niby nie odeszli, bo niewielu o tym, że odeszli, wie, fason trzymają… Różne przypadki i nie wiadomo, który gorszy.
Nie tak daleko od brewiarza leży mój tomik Wespazjana Kochowskiego. Ten otwarłszy – z niego zaczerpnąłem tytuł PUNKTU XXII i tekst poniższy, dedykowany tym, co odchodzą w sposób głośny – a potrzebują naszej modlitwy i swojego własnego zastanowienia.
***
1. Błogosławiony człowiek, który nie poszedł za radą bezbożnych i na drodze grzesznych nie stał: ani na stolicy zaraźliwej nauki nie siedział.
2. Ale w Zakonie starowiecznie od apostołów podanym wola, serce i wiara jego: a nowotnych wymysłów i przestępstwa błędników nie chwytał się.
3. Więcej ufa, czego w Kościele prawowiernym przez podanie Chrystusowe uczą: niż co jeden klasztorny zbieg i drugi niezdrowy warchoł, buntownicy w wierze, rozsiali.
4. I będzie wierny katolik, jako drzewo, wsadzone nad prawej nauki wodami: które mając potrzebną wilgotność prawdy, da owoc czasu swego.
5. Ani liście dobrych uczynków jego nie opadnie; ani frukty statecznej wiary nie zczerwieją.
6. Nie tak niezbożni, nie tak: ale są jako proch ziemi, którym nagły wicher zakręciwszy, miesza.
7. Co na wierzchu, na spodek idzie: a gwałtowna kurzawa po krótkiej mieszaninie co wiedzieć, gdzie się rozleci.
8. Bo targający jedność kościelną sami się między sobą zgodzić nie mogą: duch wichrowaty jak szkapa wyuzdany, który prostej drogi nie upatruje.
9. Miesza pycha rozum, który bez Chrystusa zbawienia szuka: a błędne owce, powszechną wzgardziwszy owczarnią, w parowach błędów marnie parszywieją…
Wespazjan Kochowski, „Trybut należyty wdzięczności wszystkiego dobrego dawcy, Panu i Bogu, albo Psalmodia Polska za dobrodziejstwa Boskie dziękująca, przez jednę najliższą kreaturę roku pańskiego 1693 napisana a do druku podana Roku Pańskiego 1695 w drukarni Jasnej Góry Częstochowskiej” – Psalm VI, „Do dysydentów w wierze” [cyt. wg Wespazjan Kochowski, „Utwory poetyckie. Wybór”, opracowała Maria Eustachiewicz, wydanie drugie zmienione, Ossolineum 1991 (BN I 92)]
-
PUNKT XXI: HALOŁYN, POMOCY! = propozycja reagowania uprzedniego
poniedziałek,5 października 2009,14:01
kategoria: Wiadomości
NIŻEJ BĘDZIE O KONKRETNEJ INICJATYWIE – A WPIERW OPIS SYTUACJI.
Otóż, co roku ogarnia Polskę fala goraczki halołynowej i co roku mam ochotę zrobić COŚ – oczywiście przeciw Halołynowi, który bywa nawet swego rodzaju bluźnierstwem, a jest przede wszystkim głupotą wynikajacą z odmóżdżenia.
No tak, wiem: w naszej wolnej Polsce (o Europie już nie mówię) dzieje się jednak tyle głupich rzeczy, że nie można protestować naraz przeciwko wszystkiemu, bo człowiek by oszalał i wyszedł na głupka. Nadto inflacja protestów nie sprzyja skuteczności; trzeba mierzyć proporcje. Zabijanie dzieci i dziecięca homopropaganda winny być oprotestowane w pierwszym rzędzie. Z drugiej jednak strony Halołyn boli nadto dotkliwie. Przyjęcie tej głupoty przez Naród Polski z otwartymi ramionami świadczy o płytkości zakorzenienia naszych tradycji i wiary (cokolwiek by mówić o tejże wiary głębokościach w innych jej przejawach).
Ale jeszcze nie byłoby po co protestować, gdyby nie to, że obok restauracji i ośrodków wypoczynkowych, które oferują halołynowe imprezy, do szaleństwa tego przyłączają się również i szkoły. I to niekiedy w najlepszej wierze! Pani Nauczycielka (bardzo świetna skądinąd, naprawdę) jednego z moich dzieci wpadła kiedyś na rewelacyjny jej zdaniem pomysł klasowej dyskoteki halołynowej. Zaprotestowałem na początek prywatnie i po cichu, wykładając, dlaczego sobie nie życzę, żeby moje dziecko… etc – bo nie chciałem robić Pani Nauczycielce przykrości publicznej – i choć nie wiem, czy uzyskałem zrozumienie motywów, to przynajmniej zrozumienie prawa do takiej postawy. Temat halołynowy odszedł w tło i nikt nie miał z tego powodu pretensji. Były za to inne świetne zabawy.
Teraz, w początku października, nie chcąc zostać zaskoczonym nagle na ulicy przez halołynowe oferty restauracji, osrodków wypoczynkowych i szkół, myślę sobie, że należałoby odpowiednio wcześnie złączyć siły i COŚ uczynić – nie tyle protestu dosłownego, co uświadomienia w tempie uprzednim.
Co zatem myślicie Szanowni Czytelnicy portalu tegoż o nastepujacej inicjatywie, na którą złożyłyby się takie oto powiązane ze sobą czynności:
a) POWSTAJE PISMO – propozycja pisma poniżej [uwaga: NIE UMIEM TAKIEGO PISMA UMIEŚCIĆ JAK TRZEBA W INTERNECIE, iżby się można podpisać – i żeby to potem wydrukowac mógł każdy – KTO BY TO ZROBIŁ? Czekam na chętnego…
b) WSZYSCY CHĘTNI PODPISUJĄ toż pismo w internecie (imię, nazwisko, zawód, miasto i parafia, w której zamieszkujemy – bez adresu domowego!) – tychże sygnatariuszy nazwiemy sobie „Sygnatariusze Internetowi” – i na nich ciążyć będzie główny obowiązek rozpowszechnienia pisma, bo:
c) KAŻDY podpisujący pismo Sygnatariusz Internetowy zobowiązuje się 1. (PRYWATNIE, w sumieniu) do modlitwy – minimum np. dziesiątki różańca na cmentarzu lub w swojej parafialnej świątyni w dniu Wszystkich Święych, w intencji Kościoła w Polsce; oraz 2 (PUBLICZNIE) do tego, aby na jakimś etapie podpisywania w internecie (przed połową miesiąca października – w zasadzie mamy tydzień na wszystko, jesli sprawa ma się nie przedawnić!) wydrukował toż pismo prywatnie w minimum trzech egzemplarzach i upublicznił – w sposób nastepujący:
d) ZAPROSIWSZY do podpisu na wydruku pisma inne osoby z naszej parafii lub naszej okolicy, które mają ochotę je poprzeć (trzeba podpisać w minimum trzech egzemplarzach!) -
e) – po złożeniu owych podpisów innych osób każdy z Sygnatariuszy Internetowych wysyła pismo (kopię zachowując sobie) do dyrektorów szkoły wybranej (lub wielu – ale zwłaszcza do tych szkół, w których uczą się jego dzieci, jeśli takowe posiada), a także do instytucji, które w poprzednich latach imprezy halołynowe urzadzały (do wyboru). Nadto proponuję, aby jedną kopię pisma przesłać do swego Księdza Proboszcza, no i jedną zachować dla siebie.
f) Na wysyłanym piśmie każdy z Sygnatariuszy Internetowych załącza swój adres pocztowy jako nadawcy – plus adres internetowy, pod którym list wisiał będzie w sieci.
A PISMO PROPONUJĘ NASTĘPUJĄCEJ TREŚCI:
- – – – – – – – – – – – – -
Miejscowość, data
Szanowni Państwo!
Co roku w dniach 1 i 2 listopada przeciętny mieszkaniec naszego kraju udaje się na miejsca spoczynku swoich Bliskich, aby modlić się o Ich zbawienie. Także wiele osób niewierzących przybywa wówczas na cmentarze w imię pamięci i szacunku dla Tych, którzy odeszli.
Z tym zakorzenionym u nas obyczajem kłóci się lansowany ostatnio tak zwany „Halloween”. Ta swego rodzaju „trupia maskarada” niewiele dobrego wnosi do naszej kultury. Często za to wywołuje przykry zgrzyt pomiędzy powagą chwili a nieroztropnością – by nie rzec prostactwem – osób bawiących się rekwizytami, które przypominają nam o rzeczach ostatecznych. Zabawa taka odpowiednia jest może w karnawale, ale na pewno nie w sąsiedztwie dnia Wszystkich Świętych.
Apelujemy do Szanownych Państwa o refleksję i zwrócenie uwagi na ten problem, mając świadomość, że instytucja [TU WSTAWIĆ ewentualnie: firma, przedsiebiorstwo], którą Państwo kierujecie, ma niebanalny wpływ na postawy lokalnej społeczności, współkształtując nasz współczesny, polski obyczaj.
Z poważaniem
[TU PODPIS ODRĘCZNY SYGNATARIUSZA, z adresem pocztowym; i POZOSTAŁE PODPISY ODRĘCZNE]
– oraz współsygnatariusze – lista w załączeniu [lub: „lista xxx sygnatariuszy dostepna w internecie pod adresem…”]
Do wiadomosci: ks. proboszcz X
- – – – – – – – – – – – – -
Co o tym myślą Szanowni?
