• fronda.pl
  • Modlitewnik
  • Fronda.tv
  • Ciekawe
  • Blogi
  • FForum
  • Klub Fronda.pl
  • Kanał informacyjny

blogus sarmaticus

  • PUNKT VIII: SUHARIA czyli CO ROBIĆ

    wtorek,9 czerwca 2009,14:38

    kategoria: Ogólne

    [żeby było jasne, o co chodzi, załączam link do odnośnego OBRAZKA w obrazozbiorze frondowym: http://www.fronda.pl/files/nalepka_herlitz_txt.jpg]

     

    Suharia (sic, przez samo „h”) to odwrotność husarii. Wynalazła ją bezwiednie moja średnia córeczka. Co znaczy „suchar” w języku dziecięctwa obecnego, wiadomo; suharia, jak określiliśmy to wspólnie z małżonką, byłby to wyraz określający „sucharstwo” nasączone dodatkowo elementem agresywnej szarży przeciwko polactwu pozytywnemu i nam miłemu.

     

    Mam dziś przyjemność po raz pierwszy wskazać szarżę suharii (choć cudzoziemskiego autoramentu) na Polactwo nam miłe i przede wszystkim młode oraz bezbronne. W naszym miasteczku nie można już kupić dziecku innego zeszytu szkolnego, jak tylko firmy Herlitz. Skarżyła się na to moja żona, skarżyła się moja córka najstarsza – aż sam zerknąłem, o co chodzi, i faktycznie – suharia.

     

    Dostaniesz u nas tylko i jedynie zeszyt Herlitza w jednej z dwu wersji.

     

    Wersja pierwsza – z trupimi czachami (taka teraz podobno moda w konfekcji damskiej & dziecięcej), przy czym od zewnątrz czachę ozdabia bukiet róż (miłość wzniosła?) a od wewnątrz widnieje kościotrup, który pokazuje kościstą dłonią „fakju” (miłość przyziemna?).

     

    Wersja druga: z nalepką, na której widnieją dwie czarne sylwetki, diabła i anioła, obok zaś nieudolny, lecz dość przerażający, koszmarny „dziecięcy” rysunek demona (mógłby się przyśnić)  – i spory napis:

     

    „ANGEL OR DEVIL?

    rób po swojemu

    [tu logo Herlitza]

    narysuj / wyklej / nabazgraj / pobrudź

    odklej

    naklejka nie niszczy papieru

    Herlitz sp. z o. o.

    ul. Szamotulska 1

    62 081 Przeźmierowo

    Zeszyt A 5

    WWW.HERLITZ.PL”

     

    Pomyślałem sobie: co tu robić? I od razu zacząłem pisać ten wpis, a pisząc myślałem o kolejnych wariantach działań:

     

    A. Nie kupować zeszytu z nalepkami; lub tez w ogóle nic Herlitz’owego;

    B. Zażądać, żeby mi panie sklepowe odlepiały nalepkę przed podaniem każdego egzemplarza tego badziewia i kląć przy każdym zakupie, kupując coraz więcej zeszytów, aż im się znudzi zamawiać Herlitza i zamówią u innej firmy;

    C. Zorganizować akcję pisania listów i mejli do Herlitza o treści mniej więcej takiej: „żądam zaprzestania promocji nihilizmu i satanizmu, bo jak nie, to…” etc;

    D. To samo telefonicznie czynić. Z prośbą nieodmienną o połączenie z szefem, dokonywaną przez tydzień przez zastęp dwudziestu do stu osób;

    E. Zorganizować w sieci akcję propagującą bojkot lub obmawianie firmy tudzież ostrzeganie tejże przed bojkotem, jeżeli nie zrezygnuje z propagandy satanistycznej… etc.;

    F. Mszę Świętą zamówić i różaniec zmówić w tych kilku intencjach i w dalszych;

    G. Zorganizować egzorcyzmy wedle sklepu lub firmy;

    H. Zorganizować komitet rodzicielski albo rodziców na wywiadówce, albo panią nauczycielkę, albo dyrektora szkoły, żeby też zaprotestowali pisemnie w imieniu instytucji;

    I. Zaproponować, żeby Ktoś o tym w „Gościu Niedzielnym” albo w „Rzepie” napisał i na niwę ogólnopolską przeniósł;

    J. Poprosić księdza, aby sprawę poruszył z ambony na Mszy Świętej dla dzieci, i dla dorosłych zresztą też;

    K. Dać święty spokój.

     

    Zdaje mi się, że niestety – w każdym z tych powyższych przypadków, który zakłada działania wobec firmy Herlitz, a nie wobec Pana Boga, balansowałbym na cienkiej nici pomiędzy skutecznością a śmiesznością (napoleońskie: od wzniosłości do śmieszności…) i pomiędzy pognębieniem Herlitza jako firmy produkującej przedmioty toksyczne a robieniem mu reklamy. To ostanie jest o tyle możliwe, że podobnych przedmiotów pojawia się na rynku coraz więcej i jeśli protest rozmieni się na drobne – to będzie i śmieszny, i reklamujący. No, jak ruskie mówią – „eto kak tigra [tu nieprzyzwoity bezokolicznik] – smieszno a straszno”. Ale dobrze zorganizowana akcja… bywa skuteczna… i wtedy tygrys może nawet zdechnie.

     

    A może ja mam kota na punkcie? Łaskawi a zacni, osądźcie, zareagujcie, poradźcie lub zróbcie.

     

    Komentarzy: 3

  • PUNKT VI (nad)ZWYCZAJNY: GAZWYBORCZA-KOMUNIŚCI-BENEDYKT

    poniedziałek,16 marca 2009,12:59

    kategoria: Ogólne

    ZASTRZEŻENIE

    Pisać o „GazWyborczej”, zwłaszcza źle, to już flaki z olejem, nihil novi. Poza tym nie śledzę za dobrze internetowego forum ani prasy, więc to już pewnie wszystko zostało napisane. Nadto nie jestem dziennikarzem i nie mam we krwi sprawdzania źródeł informacji, pewno sprawdziłem je wyrywkowo, a ktoś inny zrobi to (zrobił już?) lepiej. Ale niech tam.

     

    USPRAWIEDLIWIENIE

    Ale niech tam - jednak napiszę, bo mnie ubodło. Do tej pory Benedykt XVI miał w „GazWyborczej” jakby trochę taryfy ulgowej. Tak żeby nie od razu o nowym papieżu zupełnie źle, skoro jeszcze niedawno Nasz Papież był autorytetem. Ale jak w styczniu zobaczyłem tytuł na pierwszej stronie: „Benedykt XVI unieważnia decyzję Jana Pawła II” to zrozumiałem – zmienia się linia. Już odwołano zarządzenie Maleszki – i notorycznie będą zamieszczać mocne lidy antypapieskie. Ludzie mają wiedzieć, że papież-Niemiec jest be, omylny, że „Watykan się gubi” (to kolejny tytuł), a przede wszystkim, że jest PRZECIWIEŃSTWEM Naszego Ukochanego papieża, etc. I jak zwykle – kłamstwo nie wprost, a jednak bez wątpienia kłamstwo. Mój Zacny Krewniak, jak zwróciłem Mu uwagę na tę oczywistość, powiedział wprost: „czepiasz się”. A to znaczy: kłamstwo odniosło skutek. Zostało uznane za prawdę. 

     

    SPOSTRZEŻENIE

    Przechodzę do niewielkiej analizy. O ile dobrze się zorientowałem (bo powziąłem tę chętke do orientacji teraz, nie notując w czasie przeszłym), w dniach 21-22 stycznia tego roku prasa na Zachodzie doniosła, że Benedykt XVI zdjął ekskomunikę z lefebrystów. Następnego dnia i przez dni kolejne wiadomość komunikowana była i omawiana w prasie polskiej. Tytuły wyglądały tak (cytuję wedle archiwów internetowych):

     

    „Rzepa”: „Lefebryści coraz bliżej Kościoła”

    „der Dziennik“: „Papież zdjął ekskomunikę z niepokornych”     

    „Nasz dziennik”:  „Krok ku pełnej jedności”

    „GazWyborcza” z 23 I 09: „Benedykt XVI unieważnił decyzję Jana Pawła II”      

     

    Tylko z tytułu „Wyborczej” NIE DOWIADUJEMY SIĘ, co właściwie papież zrobił – tylko, że zrobił coś sprzecznego z działalnością swego wielkiego poprzednika. Nie ma nawet mowy o „ekskomunice” – jest o unieważnieniu jakiejś, widocznie istotnej, DECYZJI. Brzmi to w Polsce (może nie dla wszystkich, ale dla wielu niewątpliwie) jak klasyfikacja przestępstwa; zaprzeczono Naszemu Kochanemu Papieżowi! „Polaka biją!” Za to pozostałe tytuły w prasie dają rzeczowe pojęcie o tym, co się stało. „Nasz Dziennik” interpretuje, ale ujmując istotę faktu.

     

    ŹRÓDŁO TYTUŁU „GAZWYBORCZEJ”: KOMUNIŚCI

    Pozostaje jeszcze wyjaśnić, w jaki sposób „GazWyborcza” tytuł wymyśliła? Weźmy tylko Francję. „Le Figaro” z 22 stycznia pisze: „Benedykt XVI czyni pojednanie z lefebrystami”, czyli mniej więcej jak potem „der Dziennik” i „Rzepa”. Natomiast była gazeta Francuskiej Partii Komunistycznej, „l’Humanité”, celująca w werbalnych atakach na katolicyzm, zamieściła w dniu 22 stycznia doniesienie pod tytułem: „Papież unieważnił ekskomunikę biskupów-integrystów”, a w lidzie poniżej: „Papież Benedykt XVI zadecydował o unieważnieniu ekskomuniki ogłoszonej w 1988 przez Jana Pawła II przeciwko biskupom-integrystom, uczniom abpa Marcela Lefebvre’a”. Jeśli to nie jest wzorem bezpośrednim dla „GazWyboru”, to nie wiem. Bo i kolejne tytuły w „l’Humanité” okazały się bliskie literze i duchowi tytułu „GazWyborczej” z 23 stycznia – operują podobnym schematem: „Richard Williamsson, ekskomunikowany przez Jana Pawła II, rehabilitowany przez Benedykta XVI?” (12 lutego), nie mówiąc o mniej wybrednym, który w Polsce by chyba jeszcze nie przeszedł poza „Faktami i Mitami”: „Benedykt XVI gotów zaprzedać swoją duszę integrystom?” ( 24 stycznia).

     

    SPRAWA TERNMINOLOGII

    Ślad „l’Humanitowego” rodowodu tytułów „GazWyborczej” tkwi też w użytej polskiej terminologii. Względem ekskomuniki nie należałoby raczej stosować słowa „unieważnić” (jak kto musi, proszę), bo to nie pasuje – decyzja Jana Pawła II pozostała w mocy, nikt nie powiedział, że była niesłuszna, czy że została uczyniona w sposób nieważny. Natomiast można ekskomunikę zdjąć. Otóż słowo „unieważnić” zostało użyte wyłącznie (wyłącznie, jesli chodzi o tych kilka francuskich gazet, które przeglądałem) w „l’Humanité” (gdzie napisano dosłownie: „annuler”). Inne periodyki francuskie zastosowały termin „zdjąć ekskomunikę” („lever”, ew. jeszcze „révoquer” ).

     

    DOŚPIEW mniejszy

    To byłoby tyle co do tygodnia wokół 22 stycznia. Potem rozszalała się bezsensowna sprawa Williamssona. Oczywiście jego poglądy, jakkolwiek je oceniać, nie mają nic wspólnego z powodem nałożenia i zdjęcia zeń ekskomuniki, ani z poglądami panującymi w lefebrystycznym Bractwie. Przynależność do Bractwa nie łączy się wszak z obowiązkowym zwątpieniem w Holocaust. Doniesienia „GazWyborczej” o dyskusji i przepychankach werbalnych przedstawicieli Bractwa z biskupami niemieckimi byłyby dobrym probierzem uczciwości dziennikarskiej. W szczególności operowanie cudzysłowem i odwołania do Soboru Watykańskiego II oraz „jednego z najwierniejszych interpretatorów” (!) tegoż Soboru (ciekawe, kto takie tytuły nadaje)  dają przykłady manipulacji, tu bez wątpienia również powtórzonej za zachodnimi źródłami. Ale wreszcie Benedykt XVI ogłosił list. Jak o tym doniosła „GazWyborcza” wnumerze sprzed paru dni? Tym razem nie jest tak odosobniona w chórze prasowych bzdurstw. Idzie za większością periodyków zachodnich, do których zajrzałem, a „Dziennik” dzielnie jej sekunduje. Zestawienie wygląda tak:

     

    „Le Monde” z 13 marca: „Benedykt XVI przyznaje, że popełnił <<błędy>> w sprawie integrystycznych biskupów”

    „Le Figaro” z 12 marca: „Benedykt XVI przyznaje [że były] błędy”           

    La Croix: „Benedykt XVI pisze do biskupów o « integrystycznym kryzysie »”

     

    A w Polsce:

     

    „GazWyborcza” z 13 marca: [Na stronie 1:] „Papież przyznaje się do błędów” [na stronie 10:] „Papież o lefebrystach: były błędy”

    „der Dziennik” z 13 marca: [Na stronie 14:] „Papież: w sprawie lefebrystów: popełniliśmy błędy” [a powyżej mniejszą czcionką:] „Żydzi z zadowoleniem przyjęli przeprosiny”

    „Rzepa” z 13 marca: [Na stronie 12:] „Żydzi chwalą papieża”

    „Nasz Dziennik” z 13 marca: [Na stronie 1:] „Benedykt XVI wystosował list w sprawie lefebrystów”

     

    Jak widać, jeden fakt można przeinaczać i komentować skrajnie odmiennie. Aż śmiech bierze. Ale czyż nie dobija się leżących? „Wyborcza”, a za nią „der Dziennik” wybijają „błędy”. W domyśle: papież niby nieomylny, a tu sam mówi, że błądzi. I kolejne tabu oraz zabobon pada. Co ciekawe, żadna z zachodnich gazet tu powyżej wymienionych, ani też „der Dziennik”, ani „Wyborcza”, nie cytują w tytule słów papieża; nie znajdziemy bowiem w Jego liście słów „były błędy”, czy „w sprawie lefebrystów popełniliśmy błędy” (a co by na to powiedział sąd, który skazał za ujęcie w cudzysłów interpretacji słów Michnika, miast wydrukowania cytatu dosłownego?). Rekord pobił oczywiście „der Dziennik”, bo nie wiem, skąd wziął wersję o przeprosinach, o których w liście papieża nie ma ani słowa – może coś było gdzie indziej? Niech mnie kto oświeci; ja nie wiem, nie śledziłem, w każdym razie w liście papieskim nic nie ma, jest w nim za to mowa o wsparciu ze strony żydowskich przyjaciół. No tak, ale papież miał nieszczęście wyrazić się dosłownie: „Innym błędem, którego głęboko żałuję, jest fakt, że w chwili publikacji nie dość jasno i właściwie wyjaśniono znaczenie i ograniczenia decyzji z 21 stycznia”. Błąd polegał na braku wyjaśnienia tłumokom, co właściwie zrobił papież, a nie o żalu z powodu błędnej decyzji; odwrotnie, papież żałuje, że nie zabezpieczył swojej słusznej decyzji przed medialnym ciosem. Powtórzmy raz jeszcze, że nie chodzi o błąd merytoryczny, o naprostowanie jakiejś złej decyzji – nie: chodzi o brak dodania do komunikatu o zdjęciu ekskomuniki – objaśnienia procedur prawa kanonicznego, aby nikt nie dywagował sobie dowolnie, czym jest zdjęcie ekskomuniki, a czym nie jest. W sprawie samego meritum papież wręcz zaprzecza, aby popełnił błąd, przeciwnie; pyta retorycznie: „czy było i jest naprawdę błędem nawet w tym przypadku wyjście naprzeciw bratu, <<który ma coś przeciw tobie>> (por. Mt 5,23n), i poszukiwanie pojednania?” Odpowiedź - w oczywistym domyśle – powinna brzmieć – „nie było błędem”.

     

    Jak już jesteśmy przy „GazWyborczej”, to dokończmy. Ujechała sobie na papieżu mocno i bezkarnie, idąc za ciosem już zadawanym powszechnie na Zachodzie i w Polsce. Ale zanalizujmy. Tytuł na pierwszej stronie wygląda wręcz tak, jakby papież przyznawał się do jakiejś winy (tak to dosłownie zrozumiała moja żona Ania, która kupiła gazetę i rzuciwszy na nią okiem, przyniosła mi mówiąc zaniepokojona: „popatrz, piszą, że papież przyznał się do winy” – a nie była z pewnością jedyna, i z pewnością też o takie wrażenie starał się twórca tego tytułu w wersji polskiej). Dodajmy jeszcze do tego sąsiedztwo zdjęcia na pierwszej stronie, na którym złożonymi rękami zasłania sobie twarz, a obok niego stoi rabin (tę samą fotkę zamieścił „Le Monde”). Z kontekstu (nie z tekstu właściwego) wychodzi na to, że następca św. Piotra wstydzi się swoich czynów i przeprasza pokornie... A przecie papież chciał dokładnie czego innego. Sprawę „błędów” łagodzi nieco tytuł wewnątrz numeru „GazWyborczej” (bo tu czytając dosłownie, to nie papież popełnił błędy, lecz one sobie „były”), ale jednak o „błędach” wciąż sie mówi; jeszcze bardziej konkretyzuje rzeczywistość sam długi tekst, szczegółowiej mówiący o sprawie. Ale trzeba go dokładnie przeczytać, a tymczasem tytuły już dobijają ile trzeba. Na wszelki wypadek mamy w tym długim tekście słodziutką krytykę ustami Żydów, którzy oceniają, że papież nie powinien zdejmować z lefebrystów ekskomuniki, bo ci lefebryści to środowisko antydemokratyczne. Jaki to argument, co ma piernik do wiatraka? Wzywa się władcę absolutnego (jakim Jego Świątobliwość jest), aby bronił demokracji w Kościele przy pomocy demokratycznej instytucji ekskomuniki?...  Ach, jakby to było, gdyby jakiś katolik wchodził z kopytami do żydowskiej „dogmatyki” i dowodził, że ludzie o poglądach niedemokratycznych powinni być wykluczeni z Synagogi!

     [...]  ETC. ETC. ETC.

     

     

    Komentarzy: 5

  • PUNKT V: NOC STYCZNIOWA I JANUSZ KOTARBA

    wtorek,20 stycznia 2009,20:28

    kategoria: Ogólne

    *

    Szanowni i Zacni! W nocy z 22 na 23 stycznia Roku Pańskiego 1863 Polacy rzucili się na Braci Moskali, okupujacych (jak uważano – zastrzegam, bo jak wiadomo, rzecz bywa dyskusyjna w szczegółach) już od prawie wieku zniewoloną i „rozebraną” Rzeczpospolitą. Czy świętować tę rocznicę rzezi, Sybiru, kalectw duchowych, moralnych i fizycznych? „Świętowanie” zaprawdę nie jest dobrym słowem. Wojna to nic dobrego, a powstanie styczniowe było zbiorowym szaleństwem, wojną głupią po prostu. Tak, tak. Ale pamiętać trzeba. I wytłumaczyć się z tej pamięci takoż. Jak to niekiedy mam okazję oświadczać, przyznaję się raczej do Sarmacji niż do Polski Romantycznej. Niemniej nie ma rady – myśmy wszyscy zostali Sarmatami z łaski Romantyków. Błędy Romantyków błędami, Ich nierozsądek nierozsądkiem, ale i poświęcenie Ich (tych, co się poświęcili, bo różnie bywało) dla słusznej sprawy poświęceniem. Nie chcę oceniać. Chcę pomodlić się za Nich i za Tych, którzy za Ich sprawą poginęli – z obu stron. I bardzo też chcę zaśpiewać. Ta noc sięga naszych trzewi, że tak bardzo wzniośle napiszę. Bez wątpienia, tak właśnie, tak, tak, tak po trzykroć. Żeby to sobie uprzytomnić po raz kolejny, ostatnio czytam z dziatwą na głos, porankami, po modlitwie porannej, do wczesnego śniadania, „Dziedzictwo” Zofii Kossak. Arcykatolicka ta,  a przy okazji jakże antywojenna kobieta przekonuje mnie raz jeszcze, że noc z 22 na 23 stycznia to także moje Dziedzictwo nieustające, także jako katolika, jakkolwiek bym oceniał decyzję o podjęciu walki. I wcale nie dlatego, że dwaj wujowie mojej prababki, Kryszkiewicze, też w tym powstaniu zginęli – nie wiem, jak, gdzie, nie wiem nawet, jakie były ich imiona, co w życiu robili. Tylko wiadomość o tym, że padli, i że dwaj byli, została zapamiętana w plebejskiej gałęzi mej rodziny, żadna inna pamięć ich nie dotyczy. Czyż to nie symptomatyczne? Tak więc chcę się pomodlić i zaśpiewać. A jest co śpiewać. Aczkolwiek modlić będę się nie tylko za nich. O czym zaraz.

     

    **

    Jest bodajże koniec roku 1986 lub początek roku 1987. Późna jesień czy zima. Odbywam w ramach zajęć seminaryjnych mini-objazd naukowy do Budapesztu, pod wodzą naszej pani profesor, świętej (tak!) pamięci Alicji Karłowskiej-Kamzowej, na zaproszenie Jej naukowej znajomej, mediewistki od średniowiecznych Wegier. Warunki spartańskie, komuna, zimny akademik, ale Budapeszt to zawsze była wielka atrakcja i pokusa. No a poza tym dopiero drugi raz w życiu wyjeżdżałem za granicę! Traf chciał, że jednocześnie zdążała do Budapesztu, z ramienia poznańskiego duszpasterstwa, grupka znajomych charyzmatyków. Więc wieczorem, po zwiedzeniu tego, cośmy jako historycy sztuki w Budapeszcie zwiedzić mogli i powinni – wziąłem gitarę, śpiewnik, wsiadłem do metra i pognałem na jakieś blokowisko, tam, gdzie odbywało się polsko-węgierskie spotkanie z pewnym lekko „opozycyjnym” tutejszym charyzmatykiem (wszystko co katolickie bywało opozycyjnym nazywane).  W prywatnym mieszkaniu nasi i tamci gadali i śpiewali. Niedużo ludzi, w sumie osiem, dziesięć osób może. Przesympatycznie. W pewnym momencie poproszono mnie, abym uczynił użytek z instrumentu. Jakoś tak miałem ochotę zagrać bojowo, pod wrażeniem spaceru przez Budapeszt (wspomnienie 1956 roku Węgrzy mieli na świeżo – w ustronnych miejscach parków i ciemnych kątach ulic, które przebiegałem, widać było wciąż nieliczne, ale jednak obecne, zamalowane przez służby porządkowe, „rocznicowe” napisy antysowieckie). Zanuciłem „Hej strzelcy wraz”, ochoczo podchwycone przez miejscowych, pobożnych charyzmatyków, którzy oczywiście nie mogli rozumieć tekstu, więc tylko mruczeli. Biedacy, sądzili chyba, że to „pieśń chwały”. Mój grzech, moja wina. Nasi częściowo podśpiewali z radością, a częściowo się zacuknęli i zgorszyli – przecież charyzmatyk nie powinien wzywać „i w łeb lub serce pal!”, jak głosi „Pieśń strzelców”. Faktycznie... i mnie zrobiło się głupio.

     

    ***

    Teraz już na pewno rok 1987, lato. Chciałem pojechać na praktyki studenckie do Krakowa, ale nie miałem tam odpowiedniej kwatery. Koleżanka ze studiów, Ewa, która znała wszystkich „artystów” ówczesnego opozycyjnego świata, poleciła mnie Gosi i Januszowi Kotarbom. Mieszkali przy Plantach, a tytułem do wynajmu mieszkania było stanowisko ciecia i Janusz właśnie szukał kogoś, kto by podczas wakacji pocieciował zamiast niego. Zgłosiłem się i zostałem na dwa tygodnie gospodarzem domu. W zasadzie nie miałem wtedy okazji poznać Januszów, pilnie za to wertowałem ich „podziemną” bibliotekę i kasetotekę. Dopiero na półmetku praktyki, powróciwszy wieczorem na kwaterę – zastałem Janusza zagłębionego w mój prywatny, przepisywany ręcznie śpiewnik, przypadkiem zostawiony na stole w kuchni. Łączyła nas jedna z Jego pasji – dawne polskie pieśni. Miał w tej dziedzinie spore dokonania. Od dawna grał i występował w różnych zespołach, założył „Grono Przyjacielskie”, z którym opozycyjnie koncertował, wydawał w drugim obiegu kasety i śpiewniki. Między innymi „Piosennik powstania styczniowego”, czyli mój kultowy śpiewnik, który od dawna zabierałem ze sobą na wszystkie wędrówki. Mając wreszcie okazję porozmawiać z Mistrzem sam na sam, wpadłem na pomysł, żeby w najbliższą rocznicę powstania sprowadzić Go wraz z„Gronem Przyjacielskim” do dworu w podpoznańskich Koszutach, gdzie gospodarzył Tadeusz Osyra. Przyjechali, jak to Krakusy – w czarnych, romantycznych pelerynach, z repliką pieczęci Rządu Narodowego, z reprodukcjami rysunków Grottgera, śpiewnikami i kasetami.

     

    ***

    Wieczór w Koszutach wygenerował przyjaźń i współpracę, i to podwójne: z Januszem – i  z Tadeuszem Osyrą. Janusz zaczął wydawać moje kasety, potem płyty. No, robił też znacznie poważniejsze rzeczy: założył pierwsze polskie czasopismo poświęcone muzyce chrześcijańskiej „Ruah” i pierwszy wydał „Arkę Noego”. Odszedł sześć lat temu – ale i tak wciąż jest z nami. A Gosia i cztery Kotarbiątka godnie kontynuują jego dzieło (patrz: www.paganini.pl). Teraz mija „oczko” – 21 lat od naszego pierwszego, wspólnego wieczoru, w noc styczniową.

     

    ****

    Więc powtarzam czas początku. Żeby pomodlić się za tych, co zginęli, wspomnieć i westchnąć za Januszem, poopowiadać i pośpiewać. Wypić kawę, może wino, jak ktoś przywiezie. Będzie bardzo półprywatnie, pół, mówię, więc zapraszam półpublicznie wszystkich chętnych. Znów do dworu. Tym razem do Chudobczyc pod Pniewami, bo tam od niedawna gospodarzy Tadeusz Osyra. Jak rzekłem, kto przyjedzie, ten wejdzie. Śpiewnik dostanie, albo sobie wydrukuje (patrz dalej). W najbliższy piątek 23 stycznia, o godzinie 19.00, w sto czterdziestą szóstą rocznicę tamtej styczniowej nocy roku 1863, a w „oczko” po naszym pierwszym wspólnym, styczniowym śpiewaniu z Januszem. Cały ten wieczór ośmielam się Jemu, Jego pamięci specjalnie dedykować. Adres dokładny dworu już daję: Chudobczyce 27, gmina Kwilcz, powiat międzyrzecki.

     

    *****

    Śpiewniczek z PIOSENNIKIEM POWSTANIA STYCZNIOWEGO i notką O JANUSZU, kalendarium powstańczym i biogramami autorów pieśni dostępny będzie już niebawem, może i dziś, pod linkiem: http://www.jacekkowalski.pl/Jacek_Kowalski/Teksty.html – sześć kartek, tj. dwanaście plików jednostronicowych: 1A, 1B, 2A, 2B, 3A, 3B, 4A, 4B, 5A, 5B, 6A, 6B. Trzeba wydruczyc 1A, na jego odwrocie 1B, potem 2A i na jego odwrocie 2B itd., po czym każdą kartkę zgiąć na pół w odpowiednią stronę... i sklapnąć razem wszystkie.

     

    Komentarzy: 3

O Autorze

Jacek Kowalski

Jacek Kowalski

Jacek Kowalski, Sarmata, historyk sztuki, pieśniarz, tłumacz poezji starofracuskiej.

Kategorie

  • Wiadomości

  • Ogólne

  • Polityka

  • Rodzina

  • Religia

Archiwum

  • listopad 2009

  • październik 2009

  • wrzesień 2009

  • sierpień 2009

  • lipiec 2009

  • czerwiec 2009

  • kwiecień 2009

  • marzec 2009

  • styczeń 2009

  • grudzień 2008

Copyright © 1994-2010 Fronda. Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone

Dołącz do Klubu Fronda.pl

Zamknij

Reklama w portalu Fronda.pl

Skontaktuj się z nami! Za pomocą poniższego formularza możesz wysłać do nas zapytanie odnośnie reklamy w portalu Fronda.pl. Zapoznaj się także z innymi formami wspierania portalu.

Zamknij

Skontaktuj się z redakcją portalu Fronda.pl

Zamknij