Historia pewnego krzyża (1)

Drukuj kategoria: Religia

Niezwykły dar

Ile razy patrzę na Wizerunek Ukrzyżowanego, który przed laty zawiesiłam na ścianie w swoim pokoju, tyle razy przypomina mi się historia Jego renowacji, z którą wiążą się niezwykłe przeżycia.

    Wiele lat temu, a było to w czasach rozpadu Jugosławii, moja siostra przywiozła mi niezwykły podarunek – jakieś kawałki  niezwykle lekkiego drewna o dziwnych kształtach

– Zobacz, to fragmenty rzeźby przedstawiającej  Pana Jezusa. Krzyż, na którym był umieszczony,  zupełnie  nie nadawał się do uratowania, więc go spaliliśmy. Chcesz? – powiedziała, wręczając mi  tych kilka zszarzałych, na pozór niekształtnych kawałków drewna, wyjaśniając dziwny prezent.

Wzięłam je  i w największym z fragmentów dostrzegłam głowę. Spojrzałam na zupełnie zmizerowaną Twarz Ukrzyżowanego i poczułam wielką radość.

– Pewnie!

Podziękowałam jej i  przyjrzałam się dokładniej  rzeźbie, a właściwie jej fragmentom. Była bardzo zniszczona. Głowa nie była cała – brakowało jej około jednej trzeciej  w części górnej powyżej korony cierniowej, także zachowanej tylko we fragmentach. Obie ręce  były wyłamane w górnej części ramion. Brakowało też jednej stopy – tej spod spodu. Całość pokryta była grubą warstwą brudu – chyba kurzu lub warstewki  ziemi, może błota? Gdy tak trzymałam w ręku te zniszczone fragmenty Wizerunku, uderzyła mnie niezwykła lekkość i delikatność  drewna, które można było bez większego wysiłku zniszczyć. Trzymałam więc w dłoniach Coś tak niezwykłego, że bałam się, że mogę Je uszkodzić samym paznokciem. Odniosłam wrażenie, że dotykam żywego, ciepłego Ciała Człowieka. W tym momencie czułam już, że muszę z tych bezbronnych kawałków na nowo złożyć Jego Wizerunek. Ale jak to zrobić? Przecież nie jestem zawodowym  konserwatorem zabytków, choć w swoim życiu odrestaurowałam różne wizerunki Ukrzyżowanego! Obawiałam się, że w tym wypadku moja wiedza jest zbyt mała, gdyż nigdy dotąd nie spotkałam się z aż tak wielkim zniszczeniem! A jednak nie mogłam Go zostawić w takim stanie. Podziurawiona Głowa, oczy z zamkniętymi powiekami, głęboka rana w boku. Przykurczone z bólu nogi. Zdeformowana stopa.  Ręce z ogromnymi ranami w dłoniach po gwoździach. Trzymałam w ręku  Ciało Człowieka, który umarł za mnie, dając w ten sposób dowód swojej bezgranicznej  miłości. Czy mogłam jej nie odwzajemnić?

– Widzę, że ty coś z Nim zrobisz! Kiedy nasz ksiądz proboszcz  wziął  Go by  spalić, po prostu nie mógł włożyć Go do pieca, więc dał mi. Żal mu się zrobiło,  kiedy patrzył na Twarz poranionego Jezusa, choć czuł, że powinien spalić, by poświęcony wizerunek Jezusa nie poniewierał się dłużej. Pewnie to samo odczuwali jego poprzednicy, bo ten zniszczony krzyż leżał na strychu kościoła od niepamiętnych czasów nikomu niepotrzebny i zbyt zniszczony, by ktokolwiek chciał się nim zająć. Nadawał się więc jedynie do spalenia, ale nie mogliśmy tego uczynić.  Zapakowałam do woreczka foliowego i wzięłam z sobą. I wiesz co? Choć dotychczas na granicy zawsze zaglądali do bagażu, tym razem dali mi spokój – wyjaśniła, widząc moje wzruszenie.

        Byłam już pewna, że Ukrzyżowany chce, by Jego Wizerunek nie został spalony lub rzucony gdzieś w kąt. Chciał zamieszkać u mnie, bym mogła codziennie, widząc Jego cierpienie, odpowiadać na Jego miłość.  Pokochałam ten Jego wizerunek w chwili, gdy go ujrzałam i po raz pierwszy dotknęłam.

    Położyłam otrzymane fragmenty na pianinie, lecz On ciągle zwracał na Siebie moją uwagę. Nie mogłam przejść obok, nie zatrzymawszy choć na moment wzroku na Nim i nie dotykając. I wciąż to samo uczucie ciepła, jakby dotykało się żywego Człowieka, przyspieszone bicie serca i wielka radość z Jego obecności w moim domu. Czułam wielką miłość, jaka promieniowała od tych poszarzałych kawałków drewna, jak  by to była żyjąca kochająca  Osoba.  Na to samo zwróciła uwagę moja siostra.

      Od tej pory większość moich myśli związanych było z renowacją tego niezwykłego podarunku. Dorabiałam już kiedyś brakujące ręce Jezusowi w innych wizerunkach, ale nigdy dotąd nie rekonstruowałam głowy. Bałam się, że tym razem rekonstrukcja może się nie udać. Wiedziałam jednak, że muszę zdobyć się na odwagę. Pomodliłam się do Ducha Świętego prosząc Go o pomoc i przystąpiłam do  rekonstrukcji. Kupiłam więc  specjalną masę stolarską do uzupełniania braków w drzewie lipowym, którą mogłam uzupełnić ubytek w Głowie i dorobić brakujące fragmenty. Pomodliłam się, by rzeźbiarz, który kiedyś wykonał  tę Pasyjkę, pomógł mi, bym nie zniszczyła jego dzieła. Od tej pory czułam, że ktoś kieruje moją pracą. To tak, jakbym nigdy nie robiła niczego innego! Wiedziałam już, że dorabiając brakujący fragment Głowy muszę to robić stopniowo, nie w jeden dzień. Potem –  ten ktoś kierował moimi palcami, by dorobione włosy  nie różniły się od tych, które ocalały. To samo – z koroną cierniową. Gdy masa zupełnie wyschła, ze zdumieniem zauważyłam, że część dorobiona i oryginalna jakby się zrosły i tylko inny odcień wskazywał na to, co jest stare, co nowe. Stopniowo naprawiałam pozostałe uszkodzenia – dokleiłam ręce, dorabiając brakującą cząstkę ramienia i wzięłam się za rekonstrukcję drugiej stopy. Kiedy ukończyłam, nie byłam zadowolona ze swej pracy, więc rozpoczęłam pracę nad stopą od nowa. Efekt dokładnie ten sam. (cdn)

Komentarze: 33

Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.

  1. Zobacz profil Ogorek napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 11:10

    ...daaaaaaaawaj druga czesc :)

    Zaszklily sie slepia moje :)

  2. Zobacz profil Elffi Elffi napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 11:15

    :)

  3. Zobacz profil Klarcia55 Klarcia55 napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 11:47

    Spotkać się z aż tak wielkim zniszczeniem i zacząć renowację...

    Na mnie to działa jakoś odwrotnie. Gdy patrzę na krzyż (a jest taki szczególnie nędzny i zniszczony u moich rodziców), nie śmiem go już dotykać. To on mnie renowuje.

  4. Zobacz profil Emilka Emilka napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 11:59

    Niesamowita historia! Wzruszająca i przepiękna.

    Ja kiedyś przechodząc obok wyrzuconej sterty śmieci zobaczyłam walający się obrazek Matki Bożej Tęskniącej/taki był podpis. Zabrałam go do domu i powiesiłam w widocznym miejscu. Gdy mi ciężko dotykam go czasem i modlę sie do tej Maryi.

    Innym razem przechodząc obok kościoła też w kupie śmieci i gruzów zauważyłam m.in. encykliki Jana Pawła II i inne takie dokumenty Kościoła. Było tego sporo, zadzwoniłam do proboszcza z prośbą aby zrobił z tym porządek, bo to niegodne aby takie rzeczy mieszać ze śmieciami!

    Ludzka bezmyślność! Albo niewiara nie wiem...

  5. wtorek, 9 lutego 2010, 12:02

    @Ogorek

    Poczekaj troszeczkę:)))))))) Może do wieczora? Ciąg dalszy jeszcze bardziej zdumiewający......

  6. wtorek, 9 lutego 2010, 12:04

    Klarciu

    On był zbyt zniszczony, by tak to zostawić. W kilku kawałkach. Trzeba było to poskładać, b zorientować się, że to rzeźba Jezusa. Przyznam, że ja Go odnawiałam, a On mnie:)))))))

  7. wtorek, 9 lutego 2010, 12:08

    Emilko

    Maryja tęskniła za Twoim czułym sercem i doczekała się:))))))

    Tak, mnie też ranią wyrzucane z domów wizerunki Świętych i Krzyże. Mam ich w domu sporo. Im bardziej zniszczone i porzucone, tym bardziej je kocham.

  8. Zobacz profil Magdusia Magdusia napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 12:25

    Magdaleno - jeszcze raz powtórzę, że uwielbiam, ale to uwielbiam Twoją wrażliwość. Świat nie zginie z takimi osobami, jak Ty.

  9. wtorek, 9 lutego 2010, 12:28

    Magdusiu

    Przeceniasz mnie:)))) Ja także lubię czytać Twoje teksty:))))))POotrafisz zauważyć coś niezwykle ważnego, czego inni nie dostrzegają, np bardzo cenie sobie Twój wpis o postach, zabawkach:)))))

  10. Zobacz profil laura_kinga laura_kinga napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 12:56

    Twoja historia jest bardzo piękna. Czekam na ciąg dalszy.

    .

    Mamy w domu stary obraz Jezusa z Jego widocznym Sercem w cierniowej koronie (w nowej, ale pasującej ramie), który sąsiedzi (w Polsce) chcieli wyrzucić (z piwnicy chyba). Zabraliśmy ze sobą ten obraz do Niemiec. Podczas wymieniania ramy rozdarłam małą część dokładnie tam gdzie jest Serce Jezusa ... . Odczytałam to jako znak, że ja ranię Jego Serce, że muszę się nawracać.

    .

    Kiedyś w Niemczech na flohmarkcie zobaczyłam leżący na ziemi (tuż u stóp przechodniów) krzyż. Leżał wśród rzeczy, które sprzedawali muzułmanie. Podniosłam ten mały gliniany krzyż z wizerunkiem Chrystusa i kupiłam go.

    Następnego dnia dowiedziałam się, że obchodzimy święto Podwyższenia Krzyża.

    Cieszyłam się wtedy bardzo, że mogłam utarować krzyż przed stratowaniem w błocie i powiesić go nad naszym łóżkiem.

    (ale tak szczerze mówiąc to Krzyż Chrystusa ratuje mnie, w cięższych chwilach dosłownie go obejmuję i tulę się do niego)

  11. Zobacz profil Emilka Emilka napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 13:03

    Magdaleno, jesteś niezwykle wrażliwą Osobą.

    Dzięki!

  12. Zobacz profil Monitako Monitako napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 13:27

    Niesamowite...

  13. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 14:20

    A zrobisz zdjęcie? Chciałabym zobaczyć tego Chrystusa, jeśli go jeszcze masz.

  14. wtorek, 9 lutego 2010, 15:07

    Rudziu

    Pytanie do mnie? Jeśli tak, to zrobię, ale próbowałam już kiedyś dodać fotografię na blog. Nie wyszło:)))

  15. Zobacz profil Monitako Monitako napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 15:25

    Dam ci instrukcję. Mnie nauczyła Magdusia, dotychczas nie miałam potrzeby, żeby z tej wiedzy skorzystać, ale teoretycznie wiem co trzeba zrobić.

  16. Zobacz profil MWA MWA napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 19:04

    przeczytałem

    .

    patrz komentarz Ogorek drugie zdanie

  17. wtorek, 9 lutego 2010, 19:14

    Spełniam Wasza prośbę i zaraz następna część:))))))

  18. wtorek, 9 lutego 2010, 19:16

    Moni, bardzo chętnie! Jak dotąd ze wszystkim sobie radziłam, a tu klops. Starzeję się, czy złośliwość " rzeczy martwych"?

  19. Zobacz profil Monitako Monitako napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 19:25

    Ani jedno ani drugie. Po prostu trzeba znać zaklęcie, jak mówi moja koleżanka, dla której komputer to "czarna magia":)

  20. wtorek, 9 lutego 2010, 19:51

    Moni

    To teraz rozumiem, ja zaklęcia nie znam.:)))))

    Jak to jest:

    Czary - mary, na zaklęcie,

    niech się wklei moje zdjęcie?

    O północy?

    A co mam mieć na klawiaturze?

    Oko węża, łapki kurze?

    Może też i ucho sowy?

    Nic nie wchodzi mi do głowy!

  21. wtorek, 9 lutego 2010, 19:52

    Widać nie mam takiej mocy!:)))))))

  22. Zobacz profil Monitako Monitako napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 20:06

    O północku wyszedłszy na rozstaje dróg weźmij oko sowy i żabi skrzek, do garnca włóż a dosypawszy nieco popiołu z witek wierzbowych w chlebowym piecu spalonych dolej kwartę wody i prawą ręką przez lewe ramię wylej tak, iżby zapaski nie zamoczyć. Do domu wróciwszy zasiądź do komputera i wstukaj zaklęcie: www.seczuan@o2.pl albo pokrewne a wszystkiego się dowiesz...;) Po kolacji wyślę maila na temat, więc nawet wstukiwać nie musisz:)))

  23. wtorek, 9 lutego 2010, 21:37

    Myślę Magdaleno, ze uczciłaś tą Świętą Pasyjkę wierszem. Mam nadzieje na wiersz w drugiej części.

    Pozdrawiam Panią i wszystkie "kolegotki" (fajne określenie!- dla kolegotek oczywiście:)))

  24. wtorek, 9 lutego 2010, 21:38

    Jejku, jejku!!!!!Tylko skąd wziąć teraz oko sowy i żabi skrzek?

  25. Zobacz profil Monitako Monitako napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 22:05

    Z supermarketu dla czarownic:)))

  26. Zobacz profil Monitako Monitako napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 22:06

    Nie sugerujesz chyba, że masz chlebowy piec????????????

  27. wtorek, 9 lutego 2010, 22:15

    Nie, jedyny piec w mojej chatynce to piec elektryczny i gazowo - elektryczny, nie licząc kaloryferów " blokowych" z ciepłem z kotłowni na przy innej ulicy:))))))))

  28. wtorek, 9 lutego 2010, 22:16

    Piec chlebowy mamy w piekarni, niestety. A szkoda. Zakosztować ciepła na przypiecku nie miałam nigdy okazji:((((((

  29. Zobacz profil Monitako Monitako napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 22:27

    Kiedy byłam mała mieliśmy piec chlebowy... ech, były czasy...

  30. wtorek, 9 lutego 2010, 22:31

    Tylko raz w życiu widziałam to cudo:)))))

  31. Zobacz profil Monitako Monitako napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 23:06

    A ja w tym piekłam ciasto:)

  32. wtorek, 9 lutego 2010, 23:13

    To trzeba mieć nie lada wprawę! Podziwiam!

  33. wtorek, 9 lutego 2010, 23:16

    Mam nadzieję, że jutro jeden z moich panów zrobi fotkę tego krzyża.

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.