Trzeci chromosom

Drukuj kategoria: Pro life

„To piąty tydzień”- Ewa ciągle słyszała w uszach głos lekarza. I dalej, podczas którejś kolejnej wizyty. „Ponieważ ma pani już 35 lat lepiej zrobić badania prenatalne. Sprawdzimy czy wszystko jest w porządku. Zgadza się pani?” Ewa machinalnie przytaknęła, siedzący obok Adam skinął głową.  Podróż do pobliskiego miasta wojewódzkiego, znana klinika, niemiłe badanie, ponowna podróż po wyniki, zielono-beżowy gabinet. „Nie ma żadnych wątpliwości. Płód posiada dodatkowy chromosom, jest to wada genetyczna zwana zespołem Downa.” Ewę dziwił kompletny brak własnych reakcji. Nic, nawet jednego szybszego oddechu. Siedziała bez ruchu, nie pamiętała żadnych myśli, nie wiedziała nawet czy o czymkolwiek myślała. „W tej sytuacji ma pani prawo do legalnej aborcji. Proszę to rozważyć. Nie chcę pani nic sugerować, ale taka wada warunkuje poważny niedorozwój umysłowy dziecka i liczne problemy zdrowotne. Wiem, że to pani pierwsza ciąża, rozumiem, co pani czuje, ale ma pani szansę na kolejne zdrowe ciąże…”. „Rozumie co ja czuję?” myślała Ewa. „Przecież ja nic nie czuję”. Rozpłakała się tuż po zamknięciu drzwi mieszkania. Adam próbował ją przytulić, wyrwała się. Pozwolił jej się wypłakać, potem znowu spróbował. Przytuliła się mocno. „Trzeba powiedzieć rodzicom i Marcie” szepnęła.

 

_____

 

Ewa patrzyła przerażona na teściową syczącą w kierunku Adama. „Mówiłam ci żebyś się z nią nie żenił. Nie dość, że przyszła z gołą dupą i musisz na nią pracować to jeszcze i to.” Spojrzała na Ewę z odrazą. „Oczywiście usuniesz tę ciążę” powiedziała kategorycznie. „Trudno, żeby wszyscy biegali dookoła debila. W NASZEJ rodzinie nigdy nie było debili. To musiało by coś u was” Ewa czuła, że zaraz zemdleje. Wolała rozpaczliwy płacz swojej matki i pełne dystansu słowa siostry: „Zrobicie, jak zechcecie. To wasza sprawa”. Przypomniała sobie babcię Jankę siedzącą jak zwykle w milczeniu w swoim kąciku. Podczas rozmowy babcia trzymała w ręku różaniec i patrzyła na Ewę bez przerażenia czy strachu, po prostu z miłością.  Adam mówił coś do matki podniesionym głosem, czego Ewa nie słyszała bo wybiegła szybko do łazienki. Po chwili przyszedł Adam i łagodnie zachęcił ją do wyjścia. W milczeniu dojechali do domu.

 

____

 

„Muszą państwo podjąć decyzję, to już 10 tydzień”. Ewa czuła, że cała drży. Chwyciła szybko rękę Adama ale jeszcze szybciej ją puściła. Adam trząsł się jeszcze bardziej.  „Zadzwonimy jutro” usłyszała własny głos. „Dobrze” Powiedział lekarz, a potem dodał” cokolwiek państwo postanowią, proszę nie mieć wyrzutów. To nie jest państwa wina.”

Adam zatrzymał samochód przed klatką schodową i wtedy Ewa powiedziała nagle: „Nie zrobię tego. Za nic tego nie zrobię.”. Adam spojrzał na nią uważnie. „Jesteś pewna?” zapytał. Skinęła głową i z zobaczyła jak Adam oddycha z ulgą. „Bardzo chcę tego dziecka” powiedział. „A twoja mama?” -zapytała. „Moja mama musi się z tym pogodzić. Postaram się, żeby ci nie dokuczała. Jakoś damy radę”.  „Cały czas tak myślałeś?” zapytała Ewa. „Nie wiem. Na początku w ogóle nie myślałem… Ewo też się boję…”. Weszli do mieszkania przytuleni.

 

_____

 

„No cóż, to państwa decyzja. Jeżeli jesteście tego pewni poprowadzę tę ciążę. Obawiam się, że czekają państwa trudne chwile. Czy ma pani wsparcie psychologiczne?” Ewa zaprzeczyła. „Niech państwo poszukają kogoś, tak będzie lepiej. Może się pani spotykać z różnymi reakcjami. Myślę, że lepiej będzie, jeżeli ciążę spędzi pani w domu. Może pani mieć kłopoty z ciśnieniem i pracą serca. Proszę zasięgnąć wszelkich informacji na temat zespołu Downa. Im więcej państwo będą wiedzieć tym lepiej”.

 

_____

 

„Ewuniu, kochanie, rozmawiałam z mamą i Martusią”- Ewa z radością usłyszała głos babci. „Pomyślałam, że mogłabym przeprowadzić się do was i gotować. Nie powinnaś być sama, kiedy twój mąż jest w pracy, kochanie. Jeżeli Adaś będzie robił zakupy a Martusia pomoże w sprzątaniu damy sobie radę”. Ewa poczuła łzy w oczach. „Babciu…” wyszeptała.

Adam ucieszył się z propozycji babci Janiny. Oświadczył, że nie chodzi o obiady, ale będzie spokojniejszy, jeżeli Ewa będzie pod opieką babci kiedy on będzie w pracy.

Następne dni Ewa z babcią poświęciły głównie na surfowanie po Internecie w poszukiwaniu informacji na temat zespołu Downa. Babcia zadzwoniła do znajomej bibliotekarki i za dwa dni Adam pojechał po książki. Pewnego dnia Marta przyniosła broszurki o stowarzyszeniu rodziców dzieci z zespołem Downa. Ewa na przemian czuła spokój i przerażenie. Kiedy płakała babcia wyciągała różaniec. Po paru dniach wspólny różaniec stał się stałym elementem ich życia. „Poczekacie na mnie z modlitwą?” zapytał Adam pewnego dnia. Babcia uśmiechnęła się do niego. „Poczekamy, idź z Bogiem.”

 

_____

 

W trzydziestym tygodniu Ewa poczuła się bardzo źle. Lekarz kazał jej leżeć. Codziennie rano przyjeżdżała mama, popołudniami wpadała Marta. Babcia czuwała nad dietą. Ewa jadła coraz mniej, cały czas płakała. W końcu psycholog zalecił wizytę u psychiatry. Tam Ewa pękła. „Teściowa przysyła mi takie SMS-y”- podała telefon pani doktor, ta podała aparat Adamowi. „Już nie mogę” – Ewa wybuchnęła płaczem. „Zmarnowałaś życie mojemu synowi… On ma cię już dosyć… Gdyby nie jego chore poczucie obowiązku dawno by odszedł… Gdyby nie ty mój syn byłby szczęśliwy… i wreszcie: Ty szmato, to na pewno nie jest dziecko mojego syna…” „Dlaczego mi nie powiedziałaś? „ zapytał Adam. „Nie chciałam cię martwić” –szepnęła. „Poza tym pomyślałam, że… że to może być prawda…”. „Ewa!” krzyknął „Coś ty? Jak mogłaś pomyśleć… Pani doktor, niech jej pani wytłumaczy…”.

 

______

 

 „Stanowczo nie życzę sobie, żebyś w jakikolwiek sposób kontaktowała się z Ewą. Po tym co zrobiłaś ja również nie mam ochoty z tobą rozmawiać. Mam nadzieję, że się opamiętasz”- Adam ze złością rzucił słuchawkę nie słuchając łkań i krzyków matki. Westchnął bezradnie. Babcia Janka patrzyła na niego smutno kiwając głową. Usiadł i schował twarz a w dłoniach. „Adasiu”- powiedziała łagodnie babcia. „Daj jej czas. To jej pierwszy wnuk. Twoja mama się boi.” Adam gwałtownie się wyprostował. „Nigdy bym nie pomyślał, że moja matka może by taka podła” warknął gwałtownie. „Niech jej babcia nie broni. Nie chcę tego słuchać”. Babcia ze smutkiem pokiwała głową.

 

_____

 

To zdarzyło się w dniu, kiedy zaczynał się 36 tydzień ciąży. W południe zadzwoniła Marta. „Zawiozłam Ewę do szpitala. Mama już tam jest, postaraj się przyjechać jak najszybciej.” Stojący obok Adama szef wręczył mu kluczyki do służbowego samochodu. Potem powiedział: „Będzie lepiej, jak cię tam zawiozę.” Jechali w milczeniu, pod szpitalem Adam wyskoczył z samochodu i pognał do wejścia. „Jakby co, dzwoń o każdej porze” krzyknął za nim szef.

Adam biegł przez korytarz, z daleka pomachała mu ręką teściowa. „Ewa jest nieprzytomna, trzeba natychmiast robić cesarkę, lekarz już na ciebie czeka.” Adam wpadł do gabinetu. „Proszę się uspokoić, żona miała gwałtowny skok ciśnienia, na szczęście ktoś od razu wezwał pogotowie (Adam pomyślał z wdzięcznością o babci i Marcie). Sytuacja, już jest opanowana, pani Ewa jest przytomna, ale tętno dziecka słabnie. Musimy operować. To zespół Downa?… Podziwiam państwa…”. Lekarz wyszedł a pielęgniarka zaprowadziła Adama do sali, gdzie leżała Ewa. Przy jej łóżku siedział anestezjolog i położnik. „Z pewnych względów zastosujemy znieczulenie ogólne. Czy ma pani jakieś pytania?” Ewa popatrzyła na Adama i zapytała: ”czy dziecko przeżyje?” „Nie mogę dać państwu żadnej gwarancji. To koniec ósmego miesiąca, jest już dobrze rozwinięte ale przy trisomii istnieje duże ryzyko wady serca. Nie chcę państwa łudzić, w pani przypadku tak jest prawie na pewno, wyniki nie są jednoznaczne ale z mojego i kolegów doświadczenia wynika, że raczej należy się liczyć z problemami z zastawkami. Jeżeli zajdzie taka potrzeba dziecko zostanie natychmiast zoperowane.” Ewa gwałtownie powiedziała: "Panie doktorze, mam prośbę, gdyby było coś nie tak, proszę go natychmiast ochrzcić”. „Oczywiście, pielęgniarka się tym zajmie” powiedział lekarz a potem uśmiechnął się: ” Czy wybrali państwo imię dla synka?”. Zaprzeczyli. Przez cały ten czas w ogóle o tym nie pomyśleli. „Jak panowie mają na imię?” zapytała Ewa. „Paweł”- odpowiedział anestezjolog. „Adam, jak pani mąż” powiedział położnik. „Damy mu na imię Paweł Adam” powiedział Adam. „Będę tu cały czas” dodał przytulając Ewę.

 

_____

 

Adam z wahaniem wybrał numer matki. „Chciałem ci powiedzieć, że masz wnuka, nazywa się Paweł Adam. Na razie jest w inkubatorze…” zaczął i w  tym momencie usłyszał syk matki: „TO COŚ nie jest moim wnukiem! Przecież to nie twoje dziecko. Oprzytomniej nareszcie”- krzyknęła „To nie może być twoje dziecko!” Adam rozłączył się i zacisnął zęby.

U Ewy siedziały mama i babcia. „Ewuniu,  kiedy będzie można go zobaczyć?” zapytała babcia. „Za kilka dni, na razie jest w inkubatorze. Na szczęście operacja nie jest konieczna, wada serca jest niewielka. Biedactwo nie umie ssać i nie będę mogła go karmić piersią, muszę ściągać pokarm, na razie karmią Pawełka sondą ale pielęgniarka mówi, że odruch ssania może się jeszcze pojawić.” Powiedziała Ewa a potem dodała: „Mamusiu, jak my sobie damy radę… Tak się boję… Och, babciu…” rozpłakała się. „Ewuniu, kochanie" szepnęła babcia a mama pogłaskała ją po ręce. "Zobaczysz, poradzimy sobie. Teraz pomyśl o sobie, jak Pawełka przyniosą z inkubatora będziesz mało spała” uśmiechnęła się mama.

Do sali weszła Marta prowadząc obcą kobietę. „Przyprowadziłam ci gościa” powiedziała do siostry.  „Mam na imię Maria” powiedziała obca pani. „Jestem wolontariuszką ze Stowarzyszenia Rodziców Dzieci z zespołem Downa. Twoja siostra powiedziała, że będę potrzebna. Moja córka Paulinka ma zespół Downa, ma już siedem lat i chodzi do pierwszej klasy… Przepraszam, że ja tak bezceremonialnie ale w stowarzyszeniu wszyscy mówimy sobie po imieniu..” „A czy babcie i prababcie też należą do Stowarzyszenia?” zapytała babcia Janina. „Oczywiście” odpowiedziała Maria. „Moja mama też należy. I tata. Razem wychowujemy Paulinkę i Marcinka. Marcin to mój starszy syn.” „A twój mąż?” Zapytał Adam. „Mój mąż ma nową rodzinę” powiedziała Maria, „Po urodzeniu Paulinki odszedł. Nigdy mi nie wybaczył, że nie zgodziłam się na aborcję. Ale nie przyszłam tutaj mówić o sobie. Ewo, jak dojdziesz do siebie zadzwoń, potem z mężem przyjdziesz na nasze spotkanie. Porozmawiamy o rehabilitacji Pawełka, umówię cię z lekarzem, który z nami współpracuje, powoli wszystkiego się nauczycie”. Maria uśmiechnęła się i miło pożegnała tłumacząc, że nie chce męczyć Ewy.

 

_____

 

Piątego dnia Ewie przyniesiono Pawełka. Miał skośne oczka i krótkie paluszki. Zaraz przyszedł położnik i pediatra. „Proszę uważać na przychodzących z wizytą. Dzieci z zespołem Downa mają obniżoną odporność. Z Pawełkiem na razie wszystko jest w porządku, jest w bardzo dobrej kondycji. Proszę porozmawiać z położną o karmieniu, spróbujemy nauczyć go ssania, przyczyną kłopotów jest drobna nieprawidłowość w budowie podniebienia, skorygujemy ją a na razie…” pani  pediatra szczegółowo zaczęła wyjaśniać Ewie co należy robić, by pomóc maleństwu w jedzeniu.

Po południu Pawełka zabrano na kolejne badania. Ewa leżała i starała się zdrzemnąć gdy drzwi powoli się otworzyły. Zobaczyła teścia i przestraszona usiadła. „Dzień dobry Ewo” rozejrzał się niepewnie. „Jeżeli pozwolisz… chciałbym zobaczyć mojego wnuka. Mama nie wie, że tu jestem. Ona… nie najlepiej to wszystko znosi… Czy pozwolisz mi zobaczyć Pawełka?” zapytał teść. „Och tato…” szepnęła Ewa…

 

 

*****

 

To moja pierwsza próba literacka, więc proszę o wyrozumiałość. Opowiadanie składa się z wątków zaczerpniętych z kilku prawdziwych historii.

 

Od 2006 roku dzień 21 marca  (21. para chromosomów i trisomia 21. 03!) poświęcony jest osobom z zespołem Downa

Komentarze: 37

Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.

  1. Zobacz profil Moni Moni napisał/a:

    piątek, 26 lutego 2010, 12:05

    Jorgen

    +++

  2. Zobacz profil Klarcia55 Klarcia55 napisał/a:

    piątek, 26 lutego 2010, 12:21

    Monitako, przeczytałam jednym tchem i jestem pod wrażeniem. Tak działać może tylko talent!

    Gratulacje.

    Ważne treści w pięknej formie.

  3. Zobacz profil midnightwalker midnightwalker napisał/a:

    piątek, 26 lutego 2010, 12:28

    Moja mama pracuje z dziećmi upośledzonymi i twierdzi, ze często są bardziej ludzcy w kontaktach niż ,,normalni" ludzie. Co wiecej abortowanie dzieci ze względu na niedorozwój jest zazwyczaj motywowane trosą o własne dobre samopoczucie i strach przed cieżarem, a nie troską o te dzieci, w rzeczywistosci są często duzo bardziej radosne i pogodne niż ,,normalni" ludzie (to oczywiscie nie jest reguła, ale nap ewno nie jest tak, e każde dziecko np. z zepołem Downa jest nieszczesliwe - to zalezy od otoczenia). w mojej opinii często ludzie nie chcą mieć dziecka niedorozwinietego bo sie go po prostu wstydzą, sam widzałem jak się ludzie patrzą gdy bylismy na wycieczce z jednym z ucznów mamy - co zęsto pełne litosci, ale i odrazy, takiego zdystansowania się i niechęci. Wszak w naszym nowym wspaniałym świecie każdy ma być piękny, zdrowy i nowoczesny.

  4. Zobacz profil Leonka Leonka napisał/a:

    piątek, 26 lutego 2010, 12:35

    Po pierwsze, ja Cię bardzo proszę, żebyś już więcej takich rzeczy nie wrzucała. Cały makijaż mi poszedł.

    Po drugie. Znam taką rodzinę, ich pierwsze dziecko to synek z masą różnych uszkodzeń. Ludzie o złotych sercach, ale podejrzewam, że gdyby ktoś im rzekł, że byłoby LEPIEJ, gdyby ich synek przestał istnieć, byliby gotowi rozszarpać.

  5. Zobacz profil Leonka Leonka napisał/a:

    piątek, 26 lutego 2010, 12:36

    PS: zbliża się czas rozliczeń podatkowych.

    www.almaspei.pl

    Opiekują się rodzinami, w których są dzieci niepełnosprawne i przewlekle chore. Dziećmi, ale i resztą rodziny, która wymaga wsparcia.

  6. Zobacz profil Kasa12 Kasa12 napisał/a:

    piątek, 26 lutego 2010, 13:18

    Piekna historia.++

    Czytalam kiedys w polskim czasopismie (chyba byl to Gosc Niedzielny),artykul o dziewczynce z zespolem Downa ,pisany przez jej matke. Dziewczynka miala chyba okolo 7-9 lat. Byla niesamowita. Nie wiem ,czy zostala z tego wydana ksiazka, ale to dziecko, to byl promyk radosci w calej rodzinie ( a mieli oni jeszcze pare "zdrowych" dzieci).

  7. Zobacz profil ZAWODOWA MAMA ZAWODOWA MAMA napisał/a:

    piątek, 26 lutego 2010, 13:27

    Moni, gratulacje za debiut :) Piękna historia. Również znam kilka takich rodzin. Jedna z mam, po urodzeniu synka z Downem, poszła na studia z pedagogiki specjalnej, żeby zajmować się skuteczniej swoim synkiem i innymi takimi dziećmi. Niedawno adoptowali dzidziusia z Downem - odkryli swoje powołanie.

  8. Zobacz profil Moni Moni napisał/a:

    piątek, 26 lutego 2010, 13:44

    Dziękuję wszystkim za miłe słowa:) Ja mam do czynienia z wieloma rodzinami, znam też takie małżeństwa, które mają dziecko z zespołem Downa. Nie twierdzą, że jest miło lekko i przyjemnie ale twierdzą, że to doświadczenie bardzo ich ubogaciło a jednocześnie zmobilizowało do działania- studia, fundacje, wolontariat- to niesamowite, ile energii i dobrej woli wyzwala w ludziach taka sytuacja. Smutne jest jednak, że niektórzy (częściej, niestety, mężczyźni niż kobiety )wolą uciec, tak jak mąż Marii czy mama Adama, bo jej postawa to też ucieczka.

  9. Zobacz profil Ogorek napisał/a:

    piątek, 26 lutego 2010, 13:58

    Dzieki za to, ze to tylko fikcja :)

    ...ale robi ostre wrazenie...

  10. Zobacz profil Kasa12 Kasa12 napisał/a:

    piątek, 26 lutego 2010, 14:04

    Monitako

    Bo w przypadku meza Marii czy mamy Adama milosc wlasna ( tzw. egoizm) przewyzsza milosc do drugiej osoby. Milosc wlasna skupia sie na sobie, na tym w czym mi jest dobrze. Na tym jak mnie widza, odbieraja, uwielbiaja, sluchaja.

    Patrzy z gory i nie zamierza pochylic sie nad czlowiekim. Zwlaszcza tym najbardziej potrzebujacym.

  11. Zobacz profil Moni Moni napisał/a:

    piątek, 26 lutego 2010, 14:05

    Ogorek, opowiadanie jest fikcyjne ale nie wymyśliłam ani jednego faktu, to wszystko zdarzyło się naprawdę różnym osobom- przeczytałam o tym w artykułach i na blogach.

  12. Zobacz profil Moni Moni napisał/a:

    piątek, 26 lutego 2010, 14:09

    Kaso, masz rację, reakcja ucieczkowa najczęściej wynika z egoizmu- lepiej uciec niż zrezygnować ze swoich ambicji czy wygody. To też niedojrzałość emocjonalna i społeczna, brak umiejętności wzięcia odpowiedzialności za drugiego człowieka.

  13. Zobacz profil Geoffrey Geoffrey napisał/a:

    piątek, 26 lutego 2010, 14:27

    Monitako, piękne. Bardzo prawdziwie to brzmi. Gratulacje.

    Moja koleżanka z klasy ma córkę z zespołem Downa. Dziewczynka ma już 9 lat i 5-letnią, zdrową siostrę.

  14. Zobacz profil Tryd Tryd napisał/a:

    piątek, 26 lutego 2010, 14:35

    1. Ja rozmawiałem kiedyś z moją klientką, która przy kolejnej ciąży (miała już dwoje dzieci) "musiała" zrobić badania wzw z osiągnięciem wieku wykluczającego z ZSMP. "No bo gdyby dziecku coś było, bo to przecież ciąża podwyższonego ryzyka, to jak my byśmy sobie z mężem poradzili? przecież już dwójkę mamy..."etc.etc. Kierunek wywodów spowodował ciarki na moim grzbiecie oraz jeżenie włosów na głowie. Brr!

    *

    2. Rozczulają mnie z kolei córki kilku znajomych małżeństw, dziewczynki z zesp. Downa. Żywe iskierki, głośne, jak im pozwolić, to na głowę wejdą (a przynajmniej na stole siedząc posiłek chciałyby zjeść). Ich rodzice wiele wysiłku wkładają, by dopomóc ich rozwojowi: ćwiczenia, zabawy, basen.

  15. Zobacz profil Waldzin Waldzin napisał/a:

    piątek, 26 lutego 2010, 17:03

    Dziękuję, Monitako.

  16. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    piątek, 26 lutego 2010, 17:26

    Łał!!!!

  17. Zobacz profil J.G. J.G. napisał/a:

    piątek, 26 lutego 2010, 17:32

    Rusza to, rusza.

    Wątek teściowej bardzo do mnie przemawia... Brrr... Aż nazbyt realny.

    Pozdrawiam, modlę się za Ciebie.

    I dziękuję za informację o 21.03, bo przyznam szczerze - nie miałem o tym pojęcia.

  18. Zobacz profil Moni Moni napisał/a:

    piątek, 26 lutego 2010, 17:41

    Jakubie, ja też nie wiedziałam, odkryłam to dzisiaj, kończąc zbieranie materiałów do opowiadania. 21 marca, zamiast nikomu nie potrzebnych wygłupów, w szkole zrobię dzień osób z zespołem Downa, żeby przekazać młodzieży trochę wiedzy, tym bardziej, że moja szkoła współpracuje ze szkołą specjalną do której uczęszczają między innymi dzieci z zespołem Downa. Przynajmniej będzie coś pożytecznego zamiast instytucjonalnych wagarów.

  19. Zobacz profil Moni Moni napisał/a:

    piątek, 26 lutego 2010, 17:45

    Ten wątek teściowej ma wydźwięk trochę autobiograficzny. Moja babcia jakoś mało cieszyła się z mojego pojawienia się, ponoć usilnie namawiała na aborcję, bo moja mama miała 38 lat i poważne problemy ze zdrowiem.

  20. Zobacz profil Waldzin Waldzin napisał/a:

    piątek, 26 lutego 2010, 18:47

    Tak, tak matki często nie widzą wad u swoich dzieci (albo je pomniejszają) więc mają wysokie wymagania wobec życiowych partnerów dla tychże dzieci, kiedy dorosną i zakładają rodziny.

    Stąd tez tyle kawałów o teściowych. Teściowie są inni :)

  21. Zobacz profil Moni Moni napisał/a:

    piątek, 26 lutego 2010, 18:58

    MOJA teściowa jest super kobietą, bardzo się kochamy i doskonale rozumiemy.

  22. Zobacz profil Leonka Leonka napisał/a:

    piątek, 26 lutego 2010, 18:59

    Jedna uwaga techniczna.

    "Trzeci tydzień"

    Jak dotąd, zawsze spotykałam się z liczeniem tygodni ciąży nie od daty poczęcia (ta nie może być dokładna), ale od daty ostatniej miesiączki. Nie spotkałam lekarza, który liczyłby inaczej.Nie do końca logiczne, ale tak jest. Jeżeli więc takie słowa mówi lekarz, ma na myśli trzeci tydzień od ostatniej miesiączki.Czyli, statystycznie, około tygodnia od owulacji, kiedy ciążę trudno jest wykryć, albo jeszcze nie da się tego zrobić.

    Test ciążowy robi się wiarygodny w przewidywanym terminie następnej miesiączki, czyli- statystycznie- w piątym mniej więcej tyg. ciąży.

    Oczywiście, to drobiazg, ale poprawiający wiarygodność.

    :))

  23. Zobacz profil Moni Moni napisał/a:

    piątek, 26 lutego 2010, 19:00

    -Moja teściowa to anioł.

    -A moja niestety jeszcze żyje...

  24. Zobacz profil Moni Moni napisał/a:

    piątek, 26 lutego 2010, 19:09

    Dzięki Leonko,właśnie też się zorientowałam, ja myślałam o USG bo u mnie w ten sposób to się odbyło, wtedy trzei tydzień pasuje. Zaraz poprawię tk, żeby było sensownie.

  25. Zobacz profil Shork Shork napisał/a:

    piątek, 26 lutego 2010, 19:45

    śliczne.

  26. Zobacz profil Moni Moni napisał/a:

    piątek, 26 lutego 2010, 20:16

    Dziękuję, Shork.

  27. piątek, 26 lutego 2010, 21:03

    Moni, wspaniałe i bardzo potrzebne. Takie rzeczy dość często się zdarzają. Znajoma miała takiego syna. Był niezmiernie łagodnym i radosnym człowiekiem, bardzo kochał swoją mamę. Kiedy zmarł w 40 roku życia z powodu wady serca, bardzo nam go zabrakło - robił swojej mamie zakupy w kiosku, więc często spotykaliśmy się w kolejce. Zarażał wszystkich pogodą ducha. Nigdy nie widziałam, by się na coś zdenerwował lub był nieuprzejmy.

  28. piątek, 26 lutego 2010, 21:06

    CD. Jego nie można było nie kochać, a uprzejmości wielu zdrowych i wykształconych ludzi mogło by się od niego nauczyć.

  29. piątek, 26 lutego 2010, 22:55

    Piękny tekst w dodatku z happy endem. W autobiografii x.Isakowicza-Zaleskiego najbardziej poruszające są relacje o jego podopiecznych. A przy tym są odpowiedzią na lęki przed takimi dziećmi.

  30. Zobacz profil Justa76 Justa76 napisał/a:

    sobota, 27 lutego 2010, 00:24

    Piękne i wzruszające, dziękuję.

    Dodam, że moja Ś.P. ciocia urodziła w latach 70tych syna, nastąpiło niedotlenienie krwi do mózgu i Tomek, wyglądający normalnie, nigdy normalnie się nie rozwinął. Ciocia rzuciła germanistykę w liceum i poszła na pedagogikę specjalną, a wujek został taksówkarzem, by w miarę potrzeby pomagać. Ciocia pracowała dużo z Tomkiem, w końcu trafił do ośrodka dla dzieci z upośledzeniem umysłowym, ale ona nie wytrzymała ciśnienia - zajęła się New Age i rozpiła. Dopiero pod koniec życia przyszło opamiętanie - mawiała o sobie "niepijąca alkoholiczka" i miała kręte relacje z Panem Bogiem. Mam nadzieję, że "Bóg jej wybaczył czyny sercowe i lody podał jej malinowe".

  31. Zobacz profil Anaja Anaja napisał/a:

    sobota, 27 lutego 2010, 14:47

    Bardzo prawdziwe!

  32. Zobacz profil Moni Moni napisał/a:

    sobota, 27 lutego 2010, 16:01

    Dziękuję wszystkim:) Tak mnie zachęciliście, że chyba napiszę następne opowiadanie:)

  33. Zobacz profil Tryd Tryd napisał/a:

    sobota, 27 lutego 2010, 16:30

    A może najpierw dalszy ciąg perypetii Pawełka, proszę...

  34. Zobacz profil Moni Moni napisał/a:

    sobota, 27 lutego 2010, 16:58

    Akurat mam pomysł na co innego, niech Pawełek najpierw wróci z mamą do domu:)

  35. Zobacz profil Shork Shork napisał/a:

    sobota, 27 lutego 2010, 17:27

    no trzymam za słowo. Mam w zapasie 20 rozdziałów więc tylko od Ciebie zależy.

  36. Zobacz profil Moni Moni napisał/a:

    sobota, 27 lutego 2010, 18:42

    A ja mam w zapasie ze dwa pomysły na opowiadania. Myślę o zbyt wielu rzeczach naraz, żeby pisać coś dłuższego. Zresztą wkrótce wracam do historii a poza tym moje feministki zapewne czują się ignorowane, muszę je dopieścić moją uwagą:)))

  37. Zobacz profil Derajash Derajash napisał/a:

    niedziela, 28 lutego 2010, 06:13

    Bardzo, bardzo, bardzo i wogóle wery gód!!! Ani jednego zbędnego słowa. Sytuacja naświetlona z wielu stron. Dużo postaci, mnóstwo wrażeń i obserwacji.

    Na koniec czytelnik dowiaduje się, że jest to opowiadanie na bazie kilku historii. To wyjaśnia wiele, bo w życiu, zdaża się często, że po wszystkich tych stresach i wyborach rodzi się normalne, zdrowe dziecko.

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.