DrukujMyślałeś o tym, żeby uczyć swoje dzieci w domu?

  • Kategoria: Polska
  • sobota, 25 kwietnia 2009 10:42
Edukacja w domu to często najlepsza szkoła życia.

Edukacja w domu to często najlepsza szkoła życia.

- Nie ma lepszych fachowców od nauczania dziecka niż rodzice - mówi portalowi Fronda.pl Mateusz Matyszkowicz, planujący nauczanie córki w domu.

 

Dlaczego ktoś miałby podjąć decyzję o rozpoczęciu edukacji domowej? - To znakomite rozwiązanie dla dzieci, które mają duży potencjał samorozwoju i ciekawości – mówi nam Mateusz Matyszkowicz, ojciec trójki dzieci, przystępujący właśnie do nauczania córki w domu. - Szkoła nie jest jedynym miejscem rozwoju dziecka. Mitem jest też przekonanie, że socjalizacja dziecka wymaga przebywania w grupie rówieśniczej. Grupa rówieśnicza to sztucznie wykreowana wspólnota – mówi Matyszkowicz, który uważa, że edukacja domowa jest dobra także dla rodziców, pragnących zwrócić szczególną uwagę na dziecko i zapewnić mu integralną ścieżkę rozwoju. Rodzice mogą potraktować edukację w domu zarówno jako inicjację wiedzy, inicjację kulturową, jak i religijną. To wszystko może się znakomicie odbywać w rodzinie. Szkoła tego nie zapewni, nawet religijna – zapewnia młody tata.

Edukacja domowa w polskim prawie określana jako "spełnianie obowiązku szkolnego poza szkołą" jest legalna na podstawie art. 16 ust. 7a. i 8. ustawy z dnia 7 września 1991 r. o systemie oświaty. Ten przepis mówi, że: "7a. Na wniosek rodziców dyrektor szkoły, o której mowa w art. 14b ust. 2, może zezwolić na spełnianie przez dziecko obowiązku, o którym mowa w art. 14 ust. 3, poza przedszkolem albo oddziałem przedszkolnym oraz określić warunki jego spełniania, uwzględniając konieczność uzyskania przez dziecko przed rozpoczęciem spełniania obowiązku szkolnego opinii publicznej poradni psychologiczno-pedagogicznej. 8. Na wniosek rodziców dyrektor publicznej szkoły podstawowej lub gimnazjum, w obwodzie których dziecko mieszka, lub dyrektor szkoły ponadgimnazjalnej, do której dziecko uczęszcza, może zezwolić na spełnianie przez dziecko odpowiednio obowiązku szkolnego lub obowiązku nauki poza szkołą oraz określa warunki jego spełniania. Dziecko spełniając odpowiednio obowiązek szkolny lub obowiązek nauki w tej formie może otrzymać świadectwo ukończenia poszczególnych klas danej szkoły lub ukończenia tej szkoły na podstawie egzaminów klasyfikacyjnych przeprowadzonych przez szkołę, której dyrektor zezwolił na taką formę spełniania obowiązku szkolnego lub nauki." Od 1 kwietnia nie trzeba już kierowć prośby o edukację domową do szkoły w rejonie. Rodzic może wybrac dowolną szkołę - publiczną lub niepubliczną.

Czy szkoła to na pewno dobry pomysł na rozwój Twojego dziecka?Czy szkoła to na pewno dobry pomysł na rozwój Twojego dziecka?

Według badań, wyniki dzieci edukowanych w domu są bardzo dobre. Edukacja domowa w krajach anglosaskich przynosi znakomite efekty. Amerykańskie uczelnie mają specjalne programy, które mają pozyskiwać przyszłych studentów spośród edukowanych w domu, bo mają z nimi bardzo dobre doświadczenia. Decyzja o rozpoczęciu domowego nauczania nie wynika z niezrozumiałej niechęci do szkoły. - Szkoła sama w sobie jest dobra. Problemem jest system, jaki wokół niej stworzono. W pewnym momencie historii szkoła stała się narzędziem oświeconego państwa, które postanowiło przejąć od rodziców ich role wychowawcze. Ale pamiętajmy, że obowiązek szkolny wprowadził na początku XIX wieku w Prusach Fryderyk Wilhelm po to, by stworzyć karną armię żołdaków, którzy będą potrafili owszem czytać i pisać, ale przede wszystkim którzy będą karnie wykonywać polecenia. Szkoła publiczna w jakimś sensie właśnie jest formą musztrowania obywateli – mówi Mateusz Matyszkowicz, zapisujący właśnie swą najstarszą córkę do szkoły w formie edukacji domowej.

W jaki sposób szkoła, pod opieką której są dzieci edukowane domowo, sprawdza ich postępy w nauce? Najczęściej dyrektor szkoły określa, że dzieci zobowiązane są do zdawania raz lub dwa razy w roku egzaminów sprawdzających ich postępy w nauce. Zakres i forma egzaminów zależy od dyrektora szkoły. Domowa edukacja nie tylko rzadko miewa dobrą prasę, ale najczęściej mało kto o niej słyszał. - Większość nauczycieli z którymi rozmawiam prywatnie, często pierwszy raz słyszy o edukacji domowej i wydaje się im to czymś niewiarygodnym – jak to może być, że dziecko może się rozwijać pod niefachowym okiem? - pytają. Pokutuje tu mit pedagogiki jako dziedziny fachowej, która jest niezbędna do rozwoju dziecka - mówi Matyszkowicz. - Moim zdaniem nie ma lepszych fachowców od dziecka niż rodzice i nie ma lepszej sytuacji wychowawczej, niż życie codzienne. A edukacja domowa to nie jest robienie lekcji szkolnych w domu, tylko integrowanie wymagań programowych z życiem codziennym.

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat ruchu domowej edukacji w Polsce, 24-26 kwietnia 2009 odbywa się kolejny zjazd rodzin edukujących domowo, planujących taką formę edukacji lub z nią sympatyzujących. Organizuje go Stowarzyszenie Edukacji w Rodzinie.

 

Jakub Lubelski

  • digg.com
  • wykop.pl
  • Zapisz do del.icio.us
  • Ciekawe
  • Odsłon: 2375

Komentarze: 28

Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.

  1. Zobacz profil greenn22 greenn22 napisał/a:

    sobota, 25 kwietnia 2009, 11:12

    Co do rozwoju kultury, religii i wiedzy, to zgadzam się, domowa edukacja może być lepsza, oczywiście pod warunkiem że rodzice są kulturalni, religijni i wyedukowani. Natomiast szkoła pełni jeszcze jedną ważną funkcję - rozwój społeczny. Widocznie pan Matyszkowicz miał niezbyt dobre relacje z kolegami i koleżankami w szkole, skoro tego nie docenia. A ja w chwili obecnej ze szkół już niewiele pamiętam jeśli chodzi o wiedzę, ale nadal utrzymuję kontakty z kolegami i koleżankami! Tak więc, z perspektywy czasu, zdecydowanie popieram rozwój w szkole, no chyba że ktoś jest konfliktowy lub byłby tzw. "ofiarą klasową". I cóż to za argument że amerykańskie uczelnie mają specjalne programy dla edukowanych w domu? Wiadomo, jak ktoś ma być maszynką do robienia pieniędzy, to koledzy mu tylko przeszkadzają, bo albo stanowią konkurencję, albo zabierają czas niezbędny na robienie kasy. Może jak się ma 15-25 lat to nie jest takie istotne, ale po 35-tym roku życia zaczyna się już doceniać te wartości.

  2. Zobacz profil Balabski Balabski napisał/a:

    sobota, 25 kwietnia 2009, 11:48

    W opowieściach o. Kozackiego OP ze Stanów pojawiła się instytucja domowej edukacji... w szkole parafialnej. Można sobie wyobrazić, że część zajęć odbywa się w grupie, rodzice dzielą się wg wiedzy i umiejętności dyżurami. Nie ma przypadkowych nauczycieli, administarcji, formalności, kosztów szkoły społecznej czy prywatnej, a jest w grupie i pod dużą kontrolą. Bardzo mnie to zainspirowało.

  3. Zobacz profil AdamK AdamK napisał/a:

    sobota, 25 kwietnia 2009, 12:18

    ta idea powinna być bardziej rozpropagowana, b.mi się to podoba przynajmniej jeżeli chodzi o okres szkoły podstawowej/gimnazjum, najlepiej stworzyć modę na tego typu ruch tj. mówić o nim

  4. Zobacz profil Ja Ja napisał/a:

    sobota, 25 kwietnia 2009, 13:06

    Byłem uczony w domu ze względu na białaczkę, na którą zachorowałem w wieku 6 lat i choruję nadal. Tego typu nauczanie ma wielkie plusy, ale też wielkie minusy. Plusem jest to, że w domu dziecko nauczy się o wiele więcej niż w szkole, nauka dostosowana jest tylko do niego, a nie do całej klasy i można ją prowadzić w sposób, który jest dla dziecka interesujący. Natomiast ogromnym minusem jest to, że rozwój społeczny dziecka jest wtedy zaburzony i ma ono później trudności z funkcjonowaniem w społeczności. Ja miałem wielkie i wiele się nacierpiałem zanim nadrobiłem braki w rozwoju społecznym. Radzę wszystkim planującym nauczanie dziecka w domu wzięcie tego pod uwagę

  5. Zobacz profil Ka3or Ka3or napisał/a:

    sobota, 25 kwietnia 2009, 13:53

    A może połączyć nauczanie domowe i socjalizację w ramach innej stałej grupy rówieśniczej (np. drużyna harcerska)? Wtedy można mieć nadzieję na maksymalne wyzyskanie plusów i ograniczenie minusów tegoż.

  6. Zobacz profil Ka3or Ka3or napisał/a:

    sobota, 25 kwietnia 2009, 14:19

    A, no i jeszcze...Jeśli chodzi o porównanie niewyobrażalnego stopnia fiutozy jaki reprezentuje państwowe szkolnictwo z jakąkolwiek inną formą nauczania, to nietrudno wyprowadzać jakieś miażdżące porównania. Natomiast całkiem inna może być sytuacja, gdy porównamy z nauczaniem domowym szkołę publiczną (w sensie : prowadzoną przez jakiś podmiot prywatny, Kościół, czy kogokolwiek innego), gdzie klasy z reguły są małe i światopogląd szkoły i rodziców pokrywają się. A drużyna harcerska jako forma uzupełniająca i tak dobrze robi (ale nie chodzi o komuchowe harcerstwo, tylko stary dobry skauting mocno tępiony po wojnie - system małych grup, wychowanie poprzez przygodę, wartości chrześcijańskie, samodzielność, odpowiedzialność, integracja itp. jak w przedwojennym ZHP...)

  7. Zobacz profil Mały Inkwizytor Mały Inkwizytor napisał/a:

    sobota, 25 kwietnia 2009, 15:05

    W Poznaniu jest tak - idiota PO-wski prezydent polikwidował mnóstwo przedszkoli, pojawił się więc teraz problem sześciolatków, których nie ma gdzie upchać. Ponieważ okazało się, że rodzice nie chcą oddawać dzieci do kurników odgrodzonych w szkołach publicznych na "zerówki" zdecydował, że skoro nie chcą po dobroci, to po prostu zmusi by sześciolatki poszły do przyszkolnych zerówek. Żadnych "okresów przejściowych" itp. Po prostu zwykły, PO-wski, komunistyczny przymus. W takiej sytuacji edukacja domowa jest jedynym rozwiązaniem. Co z tego, skoro i tak większość potulnych poznaniaków owszem kręci nosem, ale i tak - po raz kolejny zagłosuje na PO-wską klikę, a dzieci do przechowalni pośle, by nie podskakiwać.

  8. Zobacz profil MrFragles MrFragles napisał/a:

    sobota, 25 kwietnia 2009, 15:39

    Co tu robi reklama IGEI ??? To jakaś prowokacja !

  9. Zobacz profil Katian Katian napisał/a:

    sobota, 25 kwietnia 2009, 18:00

    edukacja domowa jako forma alternatywna dla szkoły jest bdb bo jednak każde dziecko ma inne potrzeby, wcześniej lub później dojrzewa do nawet odseparowania od rodziny...Doskonale pamiętam jak ciężko znosiła zerówkę moja młodsza siostra...Jakaś nieprzyjemna nauczycielka, brak mamy i...to był dla niej solidny stres, potrzebowała jeszcze trochę dorosnąć do pewnego rodzaju samodzielności (szkoła podstawowa nie była już problemem), gdyby moi rodzice zdecydowali się/wiedzieli wówczas o tego typu formie nauczania z pewnością zaoszczędziliby jej pewnej dozy nieprzyjemnych wrażeń, jakby nie patrzeć, związanych z nauką, co zawsze może w jakiś sposób rzutować na jej stosunek do niej, tak więc danie rodzicom dowolności w wyborze sposobu nauczania własnego dziecka jest dużo zdrowsze...Jeśli zaś chodzi o asymilację z społeczeństwem to takie rozwiązanie jakie podał ka3or już eliminuje ją jako problem, obserwując rozwój dziecka w mądry sposób pozwalamy rozwijać jego zainteresowania, zdolności i jednocześnie na nawiązywanie kontaktów z rówieśnikami. Czy popieram domową edukację? Tak!

  10. Zobacz profil Pokręć Pokręć napisał/a:

    sobota, 25 kwietnia 2009, 21:02

    Umowmy sie: najlepszym rozwiazaniem sytuacji w edukacji jest zniesienie obowiazku szkolnego, tak, zeby jak ktos mial ochote "wtloczyc" swoje dzieci w motloch - mogl to zrobic i zaprowadzil je do szkoly - za wlasne pieniadze, oczywiscie, kto woli dzieci uczyc w domu - niech je uczy w domu i nikomu nic do tego, czy jakies dziecko sie uczy, czy nie. W ten sposob dzieci lumpow nawet czytac i pisac nie beda umialy, co im w spoleczenstwie SKUTECZNIE zablokuje jakakolwiek mozliwosc przetrwania, dzieci zdolne beda orlami i poleca ponad chmury bez sciagania ich w dol praniem mozgu przez szkolnoobowiazkowa urawnilowke. Ja szkole wspominam dosc podle. Jestem typem antyspolecznym i bardzo mnie denerwowalo, ze w szkole zamiast sie uczyc, robi sie "obowiazkowo" jeszcze mnostwo innych glupich rzeczy, jak akademie, przedstawienia, prace spoleczne, jakies g...ne konkursy, w ktorych trzeba bylo startowac, no i ta cholerna banda wokol mnie, z ktora nie dalo sie na zaden sensowny temat pogadac, bo wolala mi bezinteresownie uprzykrzac zycie. I jakos mi szkola nie zaszkodzila - nadal mam w tylku autorytety, jestem aspoleczny i gleboko powazam dobro spoleczenstwa, natomiast dbam glownie o dobro swoje. Po prostu nie mam tego cholernego, stadnego instynktu. Kompletnie.

  11. Zobacz profil greenn22 greenn22 napisał/a:

    niedziela, 26 kwietnia 2009, 08:17

    @Pokrec: mam tylko jedno zastrzeżenie. Piszesz: "W ten sposob dzieci lumpow nawet czytac i pisac nie beda umialy, co im w spoleczenstwie SKUTECZNIE zablokuje jakakolwiek mozliwosc przetrwania". Jako chrześcijanin, nie mogę się z Tobą zgodzić, by odbierać części ludzi prawa do godnego życia TYLKO DLATEGO, że ich rodzice są lumpami. W obecnym systemie niektóre dzieci lumpów jednak wyrastają na dobrych obywateli. Dlatego obowiązek szkolny jest niezbędny - albo edukacja szkolna, albo domowa, ale nie może być tak, że dopuści się w ogóle brak edukacji!

  12. Zobacz profil Katian Katian napisał/a:

    niedziela, 26 kwietnia 2009, 10:13

    Kolega Pokrec chyba chce wrócić do stanu zacofania Polski z czasów dajmy na to z średniowiecza...Każdy powinien mieć równy start w społeczeństwie /a "dzieci lumpów" i tak mają go zdecydowanie utrudniony/. Nie pasują mi takie komentarze do tego portalu...!

  13. Zobacz profil marshor marshor napisał/a:

    niedziela, 26 kwietnia 2009, 14:43

    "Mitem jest też przekonanie, że socjalizacja dziecka wymaga przebywania w grupie rówieśniczej." A gdzie lepiej, niż w grupie rówieśniczej, dziecko może nauczyć się kontaktu z otoczeniem? Inne relacje panują w rodzinie, a inne poza nią. Jak zostało powiedziane wcześniej - jeżali kształtowanie samego siebie w latach dziecka ma opierać się tylko na tym, by zdobywały wiedzę, aby w przyszłości mogły poprawić gospodarkę naszego kraju - można zabrać dziecion kontakt z rówieśnikami. Ale chyba mamy na uwadze inne wartości... Zgadzam sie, że alternatywnym rozwiązaniem może być zaangażowanie w inną grupę społeczną, np. w młodzieżowe wspólnoty katolickie. Ale zastanówmy się, jak niewielki procent rodziców nauczająych swoje dzieci w domu zdecyduje się do tych wspólnot wysłać swoje dzieci.

  14. Zobacz profil Pokręć Pokręć napisał/a:

    niedziela, 26 kwietnia 2009, 16:36

    Rozumiem, ze wierzacy czlowiek MUSI byc socjalista, najlepiej komunizujacym i cieszacym sie, ze obowiazek milosci blizniego przejelo na siebie panstwo... A ja nie jestem socjalista. I spoleczna nauke Kosciola toleruje tylko w zakresie, ktory kaze ja wprowadzac w czyn prywatnie, za prywatne pieniadze. Nie mozna zmuszac wszystkich w czambul, zeby oddawali swoje pieniadze panstwu, ktore w naszym imieniu zaopiekuje sie lumpami. To sa moje pieniadze i to ja bede decydowal, komu je dam i komu zaplace czesne w szkole. Gdyby nie zdzierano ze mnie 80% podatkow, to mam wokol siebie pare dzieci z ubozszych rodzin, po ktorych widze, ze chetnie sie ucza. Gdyby szkoly byly platne a ja nie bylbym rabowany z moich pieniedzy przez panstwo - te dzieci chodzilyby do szkoly i mialy najlepszych nauczycieli, ktorych bym kontrolowal - za moje pieniadze nikt nie uczylby ich zakladac kondoma na banana. A ja mialbym gromadke malych przyjaciol.

  15. Zobacz profil Pokręć Pokręć napisał/a:

    niedziela, 26 kwietnia 2009, 16:40

    @marshor: ja przechodzilem od 4-tego roku zycia caly system edukacyjny, az do doktoratu. I nie pomoglo mi to w kontaktach spolecznych. Nic sie nie nauczylem. Nadal jestem indywidualista i samotnikiem. Nadal kazdego traktuje "osobno" a interes grupowy mi zwisa. Ja tylko uwazam, zeby nikomu krzywdy nie zrobic. Albo ktos sie rodzi towarzyski z instynktem stadnym (a instynkt to rzecz wrodzona, nie wyuczona), albo nie. Czy koniecznie trzeba chodzic do szkoly, zeby sie nauczyc, ze kradziez jest zla, oszukiwanie - zle i klamstwo - zle? ja bym powiedzial, ze na odwrot. Szkola dzis uczy glownie cwaniactwa.

  16. Zobacz profil greenn22 greenn22 napisał/a:

    niedziela, 26 kwietnia 2009, 20:13

    Pokrec, nie histeryzuj z tą wiarą w komunizm, bo nie o to mi chodziło. Ale też nie miałem na myśli wierzących w kapitalizm i kochających swoje pieniądze, tylko o wierzących w Chrystusa i kochających swoich bliźnich. I jest różnica między opiekowaniem się lumpami, a opiekowaniem się dziećmi tych lumpów. Uważasz że te dzieci ponoszą winę za czyny swoich rodziców? A gdybyś naprawdę chciał zasponsorować czyjąś naukę, to byś to zrobił mimo tego że państwo zdziera z Ciebie (i ze mnie) podatki. Ja mimo płacenia podatków potrafię się zdobyć na dobrowolne, nie odliczane od podatków sponsoringi charytatywne.

  17. Zobacz profil Sophie Sophie napisał/a:

    niedziela, 26 kwietnia 2009, 20:17

    Szkoła nie jest idealna i nigdy nie będzie. Nauczanie w domu może być dobrym wyjściem, pod warunkiem, że rodzice będą umieli uczyć swoje dziecko. Kwestia rozwoju społecznego jest bardzo ważna, rozwiązaniem może być zapisanie dziecka do jakiejś wspólnoty/organizacji młodzieżowej. Ale szkoła, jaka by ona nie była, uczy radzenia sobie w trudnych sytuacjach, samodzielności. Szkoła zapewnia pewną dawkę stresu, niezbędnego do wykształcenia tych umiejętności. Ponadto w szkole można poznać mnóstwo osób, zarówno nauczycieli jak i kolegów, o odmiennych przekonaniach, wartościach - dziecko musi umieć odnaleźć się wśród różnorodności panującej w społeczeństwie. Szkoła jest pierwszą społecznością dla dziecka, przygotowuje je do dorosłości. Wreszcie, to właśnie w szkole dziecko odnajduje swoich pierwszych mistrzów wśród nauczycieli i pierwszych przyjaciół wśród rówieśników. Moje osobiste doświadczenia szkolne były różne. Nie zawsze, a właściwie często nie było tak, jak powinno być. Ale dzięki dosłownie kilku osobom, które spotkałam w mojej szkole i pewnie nie spotkałabym ich nigdzie indziej, jestem dzisiaj mądrzejsza, dojrzalsza. A dzięki tym, którzy mnie nie lubili (uczniowie) i którzy mi nie pomagali, a wręcz przeszkadzali (nauczyciele) jestem o wiele silniejszą osobą. Podsumowując, w szkole dziecko uczy się życia.

  18. Zobacz profil Preff de Zoo Preff de Zoo napisał/a:

    niedziela, 26 kwietnia 2009, 20:39

    Do totalitarystów: Ale kto mówi, że rozwinięta edukacja domowa to "dziecko uczące się samemu w domu"??? Przecież w Stanach, gdzie ed święci triumfy, zazwyczaj dzieciaki z kilku rodzin uczą się razem w różnych domach wg ustalonego grafiku. Także razem chodzą na basen, inne sporty grupowe etc. Dzięki pełnej edukacji domowej mamy więc: pełną opiekę rodziców, normalne kontakty z rówieśnikami, zdecydowanie lepsze wyniki w nauce i integralność wzorców zachowań społecznych, tzn. dziecko widzi to samo w "szkole" i w domu.

  19. Zobacz profil Mały Inkwizytor Mały Inkwizytor napisał/a:

    niedziela, 26 kwietnia 2009, 21:33

    co do socjalizacji dziecka - jedynak potrzebuje surogatu rodzeństwa, w rodzinach wielodzietnych "socjalizacja" dzieje sie sama.

  20. Zobacz profil szymon szymon napisał/a:

    niedziela, 26 kwietnia 2009, 22:42

    jestem bardzo ciekawy edukacji domowej i chyba byłbym skłonny spróbować. Zawsze miałem jednak 2 zasadnicze wątpliwości: 1. Jak podzielić swój czas między pracę i nauczanie 2. Jak zorganizować zajęcia? Istnieje może jakiś zestaw zagadnień który trzeba zaliczyć z każdego przedmiotu?

  21. Zobacz profil Pokręć Pokręć napisał/a:

    niedziela, 26 kwietnia 2009, 23:57

    @greenn22 - nie stac mnie. Moja firma jak dotychczas cieniutko przedzie - wlasnie dzieki podatkom. Spokojnie, dzieci lumpow nie sa niczemu winne. Tak, jak my nie jestesmy winni grzechu pierworodnego, a jednak go mamy "na dzien dobry". Jasne, chrzest i zmazanie tego grzechu jest mozliwe, ale to nie zmienia faktu, ze "w pocie czola bedziecie..." Bo nasi rodzice popelnili blad, to teraz my mamy "w plecy" kilkadziesiat lat zycia wsrod klesk, kryzysow, wojen, chorob i takich tam, w pocie czola zdobywajac chleb. Dlatego nie mam ochoty miec dzieci ani sie zenic. Chyba, ze mnie naprawde odmozdzy. Bo z rozsadku, to mozna sie tylko wlasnie nie ozenic. Po co produkowac istoty majace 'w plecy" na dzien dobry? Co do pomagania - pieniedzy nie mam, ale jak ktos mnie poprosi o pomoc - to pomagam. Stac mnie np. na dawanie korepetycji ludziom za darmo, pomaganie sasiadowi w polu i takie tam, nie wszystko polega na dawaniu pieniedzy. Lepiej dac wedke i zobaczyc, czy obdarowany ja wyrzuci, czy zarzuci nad rzeka i bedzie kontemplowal splawik. Jesli to drugie - to warto mu dalej pomagac, Jesli to pierwsze - to znaczy, ze jeszcze jest zbyt syty i nie potrzebuje pomocy - przynajmniej materialnej.

  22. poniedziałek, 27 kwietnia 2009, 01:17

    Edukuję dzieciaki w domu (USA) od lat 6. Na moim homeschoolingowym blogu są zamieszczone linki w tematyce edukacji domowej. http://majorchangeacademy.wordpress.com/

  23. Zobacz profil AdamK AdamK napisał/a:

    poniedziałek, 27 kwietnia 2009, 02:27

    hmm po raz kolejny wychodzi mi na to, że tzw."państwo" jest nam potrzebne tylko po to żeby politycy/urzędnicy mieli za co wyżywić siebie i swoje rodziny jednocześnie utrudniając życie wszystkim owcom, które strzygą. bo tak - edukacja, lepsza w domu lub w opłacanej przeze mnie szkole, podobnie lekarze, autostrady mamy płatne i tyle co kot napłakał, a na godziwą emeryturę z zus-u chyba nikt już nie liczy. co do socjalizacji (tfu!) to też wychodzi na to, że to jest jedno z głównych zadań szkoły "państwowej". a ja, szczególnie jeżeli chodzi o okres podstawówka+dzisiejsze gimnazjum, doskonale się socjalizowałem (tfu!) z dzieciakami z mojej ulicy i bynajmniej nie dlatego, że byłem jakąś ofiarą w szkole, w której też byłem lubiany, ale gdybym ten okres mógł uczyć się w domu oszczędziłoby mi to np. dźwigania ciężkich toreb, pamiętam że ta szkoła była po prostu męcząca fizycznie, czy też niepotrzebnej agresji, bójek z silniejszymi chłopakami. i też nie żebym był jakimś mięczakiem, bo z kumplami z ulicy mieliśmy nawet parę boisk do "zapasów", i nawet jak kogoś coś bardziej zabolało to była kupa zabawy, rywalizacji. poza tym mieliśmy świadomość, może nie wszyscy i nie zawsze jak to dzieciaki, że jak się będzie zbyt agresywnym to rodzice będą interweniować bo się wszyscy znają, co się zresztą zdarzało. ale to była właśnie szkoła! tak czy siak, nauczanie w domu + adaptacja społeczna, tak bym zastąpił słowo na "s", w jego pobliżu szczególnie w początkowym okresie, przed szkołą średnią, widzi mi się bardzo pozytynie

  24. Zobacz profil greenn22 greenn22 napisał/a:

    poniedziałek, 27 kwietnia 2009, 06:30

    @Pokrec: No i chyba się dogadaliśmy :). Ja właśnie w wyjątkowych przypadkach poparłbym przymusową edukację, wspieraną finansowo przez państwo, np. dla dzieci lumpów. Oczywiście nie w formie gotówki czy innej pomocy materialnej przekazywanej bezpośrednio rodzicom tych dzieci, którą ci rodzice mogliby "przemienić w wino". No i tylko do ukończenia np. 12-go roku życia. Jeśli takie dziecko rokuje nadzieję na porządnego obywatela - to finansować dalej, jeśli nie - to koniec dofinansowania.

  25. Zobacz profil pioszo napisał/a:

    wtorek, 28 kwietnia 2009, 08:18

    @Pokrec "Dlatego nie mam ochoty miec dzieci ani sie zenic." Człowieku, trzymaj się rzeczy pewnych. Każdy umrze a więc aby nasz, ludzki świat nie zginął każdy powinien zostawić po sobie co najmniej dwóch następców. No i porządnie ich wychować.

  26. Zobacz profil Gaspares Gaspares napisał/a:

    wtorek, 28 kwietnia 2009, 14:50

    ehh, wszyscy tu roztrząsają "mit socjalizacji" i wrzeszczą na siebie, że gdzie dziecko ma się nauczyć życia z innymi jak nie w szkole, a a inni, że szkoła może wypaczyć, skrzywić.. Bzdura! Dziecko siedzi w szkole do wczesnego popołudnia, potem obiad lekcje i co dalej? Idzie na dwór się pobawić z innymi dziećmi! Kiedyś ten rzekomy problem rozwiązywał się sam, bo rodziny bywały najczęściej wielodzietne i strasze pociechy opiekowały się małymi szkrabami i tak uczyły się życia w społeczeństwie! Teraz zapamowała może moda na jedynaków ewent. model 2+2, ale nie okłamujmy się, ogrom Polaków mieszka na osiedlach, a tam zawsze znajdzie się ktoś do zabawy itd.. Dziecka nie można tylko trzymać (i izolować) w domu i w szkole!

  27. Zobacz profil Pokręć Pokręć napisał/a:

    wtorek, 28 kwietnia 2009, 20:56

    @Anonim#5733: Poczekaj, a co mnie obchodzi nasz ludzki swiat PO mojej smierci? Ja bede juz dawno w grobie. I bedzie mi zwisac, czy na niego beda sikali ludzie, kosmici, czy bydlo. Czytales 19-ty rozdzial sw. Mateusza? Jak go rozumiec? BO ja czytam i w ktora strone bym nie obrocil Pisma Sw. wychodzi, ze nie warto jest sie zenic. Tak powiedzial Pan Jezus. Wlasciwie, to powiedzial Piotr, ale Pan Nasz te slowa potwierdzil, jakby to byly jego wlasne. Wiec zachowanie rodzaju ludzkiego na ziemi nie lezy wsrod priorytetow Boga. Bo gdyby wszyscy to rozumieli, zamiast "nielicznych" z Ewangelii, to postapiliby wg. rady Pana Jezusa, a rodzaj ludzki by wyginal. I Bog nikogo by za to nie ukaral - bo przeciez sam odradzal malzenstwo (czyli posiadanie dzieci rowniez). Jak widzisz, trzymam sie Ewangelii. No, ale to nie jest rzecz pewna. I z kim mialbym te dzieci miec? Z pierwsza lepsza, ktora sie nawinie? WOLNEGO! Poza tym nie mam ochoty na przygody emocjonalne, poprzednia, sprzed 10-ciu lat omal nie skonczyla sie tragicznie. Chromole, rozmnazanie sie wymaga wysilku i poswiecen a nie daje w efekcie nic. Tylko okazje do oberwania po glowie od Boga za to, co w malzenstwie bylo nie tak (jakies klotnie), czy w wychowaniu dzieci. Nie ma zony / dzieci - nie ma okazji do grzechu. I spokoj.

  28. Zobacz profil pioszo napisał/a:

    środa, 29 kwietnia 2009, 09:00

    @Pokrec: Bądź spokojny i wiedz, że Bóg jest nad tobą

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.