DrukujLublin: Zabronią uczyć dzieci w domu?

  • Kategoria: Polska
  • piątek, 5 czerwca 2009 14:37

Z urzędnikami nie ma żartów – państwo Kopciowie z Lublina będą prawdopodobnie musieli przestać uczyć swoje dzieci w domu, ponieważ pedagogom nie podobają się ich metody wychowawcze.

 

Anna Kopeć.Anna Kopeć.

Radosław i Anna Kopciowie od dwóch lat uczą swojego syna Korneliusza w domu. Teraz chcą objąć homeschoolingiem także sześcioletnią córkę. Aby było to możliwe, muszą przedstawić w szkole wyniki badań przeprowadzonych w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej. Rodzina udała się więc w tym celu do PPP nr 4 przy ul. I Armii Wojska Polskiego w Lublinie. Opinia psychologa dr Antoniny Gutowskiej i pedagoga mgr Doroty Wieczorek, którą rodzice otrzymali w środę, okazała się dla nich prawdziwym zaskoczeniem.

- W wyniku przeprowadzonych badań psychologiczno-pedagogicznych stwierdza się, że korzystniejszą formą edukacji dla Kornela jest nauczanie w szkole niż nauczanie domowe – można przeczytać w dokumencie dotyczącym syna. To samo z resztą orzeczono w przypadku córki. To dziwny wniosek z badania, które dowiodło, iż „ogólny rozwój intelektualny dziecka kształtuje się na poziomie wysokim i jest harmonijny. (...) Kornel ma szeroki zasób wiadomości, bogate słownictwo oraz dobrą umiejętność definiowania słów”. Podobnie psycholog i pedagog piszą o Lidii.

Dlaczego więc rodzice nie mogą uczyć swoich dzieci, skoro „poziom intelektualny Lidii oraz opanowane przez nią umiejętności kształtują się na poziomie wyższym od przeciętnego, co świadczy o skutecznym sposobie przekazywania wiedzy przez rodziców”? Odpowiedź jest prosta: rodzice stosują nieodpowiednie metody wychowawcze, czyli kary fizyczne. Rodzicom zaproponowano nawet „udział w warsztatach edukacyjnych dotyczących wychowywania dzieci metodą bez przemocy”. Ponadto pojawia się argument o braku socjalizacji dziecka. Kornel ma bowiem dwie siostry i żadnego kolegi w swoim wieku.

- To się zgadza – mówi w rozmowie z portalem Fronda.pl Anna Kopeć, matka dzieci. – Mój syn koleguje się z dziećmi w nie swoim wieku. Jego największy przyjaciel jest młodszy od niego o rok. Tak się złożyło, że w kręgu naszych znajomych nie ma rodzin z dziećmi, które byłyby rówieśnikami Korneliusza. Ale przecież nie zamykamy go w domu i ma także kolegów na podwórku. Ponadto chodzi dwa razy w tygodniu na skałki do szkoły i tam ma kontakt z rówieśnikami – mówi ucząca w domu matka.

A kary cielesne? – Jeśli karzemy fizycznie, to, w sensie biblijnym: za otwarty bunt przeciwko rodzicowi – mówi Anna Kopeć portalowi Fronda.pl. – Moje dziecko było przed testem regularnie przesłuchiwane – skarży się. – Pytano je o to, czy kocha matkę, nawet o to, ile razy wychodzimy z nim na spacer. Teraz mój syn czuje się źle z tą sytuacją. A my czuliśmy się głęboko upokorzeni tak brutalnym wkraczaniem w intymność naszej rodziny – dodaje Kopeć.

Zdaniem matki Korneliusza i Lidii, decyzja pedagoga i psychologa była czysto ideologiczna i zasadzała się na negatywnym stereotypie nauczania domowego. – To wyraz ogólnej tendencji wtrącania się urzędników do życia rodziny, które w konsekwencji ją niszczy – uważa Anna Kopeć. – Po badaniu naszych dzieci usłyszeliśmy od pani Gutowskiej zdanie „macie Państwo bardzo zdolne dzieci, szkoda byłoby je zmarnować”. Odczytaliśmy to jako groźbę – dodaje kobieta.

Zdaniem Anny Kopeć nie bez znaczenia dla sprawy może być jej zaangażowanie społeczno-polityczne. Organizowała ona bowiem w Lublinie protesty przeciwko obniżeniu wieku szkolnego. Teraz kandyduje do Parlamentu Europejskiego z listy Unii Polityki Realnej w województwie lubelskim.

Państwo Kopciowie nie składają jednak broni. – Będziemy odwoływać się od tej opinii, nie mamy w końcu wyboru – stwierdza Anna Kopeć.

Stefan Sękowski

 

Ważne lektury:

  • digg.com
  • wykop.pl
  • Zapisz do del.icio.us
  • Ciekawe
  • Odsłon: 2742

Komentarze: 29

Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.

  1. Zobacz profil Marek, Marek, napisał/a:

    piątek, 5 czerwca 2009, 14:55

    Widać diabeł nie chce za żadną cenę utracić już zdobytego wpływu na młode pokolenie. Dręczy więc panią Kopeć swymi sługami którzy pomimo oczywistych faktów o intelektualnym rozwoju węszą co by tu wywlec nikorzystnego dla pani Kopeć. Przecież to dyktatura.

  2. Zobacz profil Ja Ja napisał/a:

    piątek, 5 czerwca 2009, 14:58

    Z nauką dziecka w domu trzeba uważać. Sam byłem wychowywany w domu i nie chodziłem do szkoły. Miałem lepsze wyniki w testach niż inne dzieci, ale za to z socjalizacją było fatalnie. Gdy trafiłem do grupy rówieśniczej nie umiałem w niej funkcjonować i musiało minąć kilka lat, zanim w "pocie i łzach" w końcu się zsocjalizowałem. Jeżeli dziecko nie ma kolegów, to jest to bardzo niepokojący sygnał i koniecznie trzeba pomyśleć o jakieś formie socjalizacji. Może to być np harcerstwo, albo wspólnota oazowa, ale koniecznie jakaś socjalizacja musi być.

  3. Zobacz profil Romeo Romeo napisał/a:

    piątek, 5 czerwca 2009, 15:04

    Wszechwładza europejskich urzędników dotarła do Polski, a jestem pewien, że będzie ona jeszcze większa niż w europarlamencie, bo taka jest nasza polska specyfika. Urzędasy trzymają się razem i dlatego nie poprą wyłomu w nauczaniu jaki chcą robić dzielni rodzice biorący na siebie trud " homeschooling-u", bo przecież dzielni nauczyciele szkolni zostaną bezrobotni, bo oni tylko mają pracę w szkole, a niczego nie uczą...

  4. Zobacz profil Maurycy Teo Maurycy Teo napisał/a:

    piątek, 5 czerwca 2009, 15:26

    Sądzę, że nie można usprawiedliwiać karania fizycznego "sensem biblijnym". Ludzie karcący swe dzieci fizycznie zawsze znajdą jakieś usprawiedliwienie, a to że ich też tata bił, a to że św. Paweł pisał... Pamiętajmy, że Nowy Testament pisany był 2000 lat temu i jeśli rzeczywiście jest w nim mowa o karach cielesnych, to było to podyktowane w jakimś sensie uwarunkowaniami kulturowymi. Tak jak to, że mamy jeść wszystko oprócz krwi (a jednak zajadamy kaszankę - przynajmniej ja zajadam).

    Człowiek, który karci fizycznie, a potem (lub przedtem) to usprawiedliwia różnymi względami, to niestety totalny mięczak. Jego postępowanie oznacza, że nie był w stanie znaleźć argumentów wobec człowieka młodszego od niego o x lat. Wyobraźmy sobie dorosłego faceta bijącego małe dziecko. Czy to nie wygląda komicznie? Zadajmy sobie pytanie: kto tu tak naprawdę dostał, kto tu tak naprawdę jest słabszy?

    Oczywiście zabranie dzieci przez państwo do szkoły nie jest w stanie zapobiec karceniu fizycznemu PO (nie chodzi mi o Platformę) szkole. Za to wspomoże socjalizację.

  5. Zobacz profil Es Em Es Em napisał/a:

    piątek, 5 czerwca 2009, 15:38

    Nie tyle z "nauką dziecka w domu trzeba uważać" Rafale, co z kandydowanie do Europarlamentu z listy UPR, gdy się uczy dzieci samemu w domu.

    A z "socjalizowaniem" to przesada. Dziecko pojedzie na pierwsze kolonie, biwak czy podobne, zrobią mu rówieśniki kocówę i od razu się zsocjalizuje.

    Te wszyskie "psycholożki" to typowe wykształciuchy, więc nie ma się czemu dziwić i oburzać.

  6. piątek, 5 czerwca 2009, 15:39

    @ Maurycy Sugerujesz, że drzewiej dzieci się nie socjalizowały, bo nie było powszechnej, państwowej edukacji?

  7. Zobacz profil Es Em Es Em napisał/a:

    piątek, 5 czerwca 2009, 15:48

    Chrysotemisie, nie mogły się socjalizować, gdyż nie było socjalizmu. Powstrzymaj się proszę od zadawania takich niemądrych pytań.

  8. Zobacz profil Jana Jana napisał/a:

    piątek, 5 czerwca 2009, 15:53

    ...no dobra - poddaję się ;-)

  9. Zobacz profil dr House dr House napisał/a:

    piątek, 5 czerwca 2009, 15:56

    Musze poszukać w internecie o 16 latku który uczony jest w domu (4 dni w tygodniu a 5 dnia pracuje w grupie rówieśniczej). Chłopak niezwykle uzdolniony. Przez wakacje napisał 85 stronicową pracę co to jest konserwatyzm (choć nikt tego odniego nie wymagał). 3 minutową wypowiedz w kongrsie(?) przyjęto brawami. (o tym słyszałem w radiu)

    Dlaczego nie połączyć obu systemów? Praca w domu i w gronie rówieśników?

  10. Zobacz profil Ja Ja napisał/a:

    piątek, 5 czerwca 2009, 17:33

    @Es Em:

    "A z "socjalizowaniem" to przesada. Dziecko pojedzie na pierwsze kolonie, biwak czy podobne, zrobią mu rówieśniki kocówę i od razu się zsocjalizuje."

    Mówisz tak, bo nie miałeś nigdy do czynienia z trafieniem do grupy rówieśniczej po uprzedniej nauce wyłącznie w domu. To nie jest tak, że zrobią raz kocówę i się zsocjalizuje, tylko będzie taka +/- pięcioletnia kocówa i dziecko będzie miało myśli samobójcze i rżnęło się żyletką

  11. piątek, 5 czerwca 2009, 17:51

    @ Rafał Bardzo mi przykro, ale znam ludzi, którzy nie byli home-edukowani, tylko w szkole, a też mieli depresje, myśli samobójcze, ćpali i cięli się żyletką.

  12. Zobacz profil Franko Franko napisał/a:

    piątek, 5 czerwca 2009, 18:02

    "Oczywiście zabranie dzieci przez państwo do szkoły nie jest w stanie zapobiec karceniu fizycznemu PO (nie chodzi mi o Platformę) szkole. Za to wspomoże socjalizację."

    A co to znaczy, że wspomoże socjalizację? Co to jest według Ciebie ta socjalizacja? Czy dziecko, które w wyniku znęcania się na nim jego rówieśników chce popełnić samowójstwo, możemy uznać za zsocjalizowane? A może to to, które nauczy się dostosowywać przekonania do silniejszego? Czy to, które nauczy się rzucać mięsem na prawo i lewo, dochodzić do swego i siłą, bezczelnością, nie szanować starszych (w tym wypadku nauczycieli) możemy uznać za zsocjalizowane? Tego właśnie w szkole mogą nauczyć się nasze dzieci.

    Może jeszcze jak palić zioło ale się nie zaciagać i gdzie szukać dowodu babci, by nie mogła wziąć udziału w wyborach...

  13. Zobacz profil Franko Franko napisał/a:

    piątek, 5 czerwca 2009, 18:05

    Uprzedziłaś mnie ;-)

    Rafał nie pisał o myslach samobójczych, śpaniu i ciąciu się żyletką ale o "zsocjalizowaniu". Problem w tym, że nikt tak na prawdę nie wie co kryję się pod tym pojęciem...

  14. Zobacz profil Franko Franko napisał/a:

    piątek, 5 czerwca 2009, 18:15

    A faktycznie, pisał...

    Nie trzeba uczyć się w domu, by zostać odrzuconym przez pewną grupę. Wystarczy być niezależnym myślowo, a jednocześnie niezrozumiałym dla reszty i już sie przeszkadza. To samo dotyczy dzieci, które uczą się w szkołach. Ucząc się w domu, nie muszą wogóle tych upokorzeń doznawać, które w szkole są codziennością i wcale nie przynoszą żadnych korzyści.

    Dzieci, które są uczone w domu powinno uczyć się rywalizacji. Tego w domu nie zosatną nauczene, a do osiągnięcia sukcesu w życiu jest to konieczne, szczególnie mężczyznom. Tego najlepiej można się nauczyć w skautingu. Tam nie ma żadnych koców. Jest rózwój indywidualny, uszanowanie jednostki, a jednoczesnie zdrowa rywalizacja. Walka oparta o jasne reguły.

  15. Zobacz profil Ja Ja napisał/a:

    piątek, 5 czerwca 2009, 21:27

    Żeby nie było, nie ciąłem się żyletką, ale w czasie, gdy pierwszy raz trafiłem do grupy rówieśniczej miałem myśli samobójcze i musiało minąć kilka lat, zanim się zsocjalizowałem, a gdybym miał kontakt z rówieśnikami od początku, pewnie ominęłoby mnie wiele niepotrzebnych cierpień

  16. Zobacz profil greenn22 greenn22 napisał/a:

    piątek, 5 czerwca 2009, 21:37

    Powinni posłać dziecko do szkoły. I konsekwentnie, bezwzględnie wymagać swoich praw. Pisać skargi do kuratorium, że lekcje się nie odbywają, że program nie jest realizowany, oczywiście nie płacić na żadne komitety rodzicielskie, itd. Składać doniesienia do prokuratury, że dyrekcja szkoły nie reaguje na znęcanie się rówieśników nad dzieckiem. W końcu umęczona dyrekcja sama wystąpi do kuratorium z wnioskiem o objęcie tego dziecka edukacją domową :)

  17. Zobacz profil Matiasz Matiasz napisał/a:

    piątek, 5 czerwca 2009, 22:46

    Proponowałbym urzędasom wprowadzenie w Polsce homo-schoolingu

    @Rafal

    Maiłem styczność z takim problemem jak twój uwierz ze można chodzić do szkoły i mieć problemy z socjalizacją. Twoje problemu równie dobrze mogły pojawić się przy pójściu do 1 klasy lub do liceum, i nie mieć żadnego związku z homochoolingiem tylko z twoją psychiką, takie sytuacje są bardzo indywidualne.

  18. Zobacz profil Robert_Ostry Robert_Ostry napisał/a:

    piątek, 5 czerwca 2009, 23:16

    problem z socjalizacją polega na tym że rodzinna jest zamknięta na kontakty z innymi ludzmi. A to że dziecko uczy sie w domu czy szkole nie ma znaczenie na socjalizacja. Według mnie są to brednie lewicowych nieuków.

  19. Zobacz profil samurai samurai napisał/a:

    piątek, 5 czerwca 2009, 23:50

    LUDZIEE!! Skupiacie się na uschłej gałęzi, a nie widzicie drzewa! Przecież problemem nie jest edukacja taka czy inna, ale zagrożenie państwem policyjnym i totalitaryzmem. Urzędnicy już teraz mogą z głupich powodów odebrać dziecko rodzicom, a co będzie za rok? Za dwa?

    Marek Jurek to porządny człowiek, lubię go, ale on wiele w tej kwestii nie zmieni. Dlatego należy głosować na UPR.

    Co do tych traumatycznych przeżyć o których Rafał tak namiętnie pisze to muszę dopowiedzieć, że chodziłem do szkoły państwowej od początku i mimo wszystko nie było różowo i kolorowo. To nie dlatego, że ja nie potrafiłem się dogadać z ludźmi. Po prostu trafiłem na złe środowisko. Brak tolerancji, szacunku. Jesteś zresztą bardzo zaślepiony w tym momencie. Twoim zdaniem jeżeli dziecko jest uczone w domu, a bawi się z kolegami na podwórku i jeździ na jakieś kolonie to nie uczy się życia w grupie? Jeżeli Ty byłeś "ukrywany" w domu przed innymi dziećmi to się nie dziwię, że zostałeś dzikusem, ale podejrzewam raczej, że trafiłeś do nie właściwego środowiska. To co przeszedłeś przechodzi setki dzieci rocznie, bo nie wszyscy są tak samo sprawni fizycznie i intelektualnie i nie wszyscy tak samo silni psychicznie. A dzieci są okrutne i jeżeli wrażliwiec trafi do grupy to ma przerypane tak czy inaczej. Za to takie dzieci często są mocno uzdolnione, a jak większość z nas wie z doświadczenia, szkołą zabija talenty.

    Ale się rozpisałem:)

  20. Zobacz profil BadaczNetu BadaczNetu napisał/a:

    sobota, 6 czerwca 2009, 00:39

    @Maurycy Teo - ile masz dzieci i w jakim wieku ?

  21. Zobacz profil greenn22 greenn22 napisał/a:

    sobota, 6 czerwca 2009, 09:14

    @samurai

    Piszesz: "Marek Jurek to porządny człowiek, lubię go, ale on wiele w tej kwestii nie zmieni. Dlatego należy głosować na UPR." - a UPR to niby zmieni? Nie bądź naiwny. Obie partie (Prawica RP, UPR) obecnie nie mają szansy NIC zmienić. Więc wolę głosować na partię bardziej bliską Bogu, czyli Prawicę RP. W życiu nie zagłosuję na którąkolwiek z partii miłośników pieniądza, do których należy też UPR.

  22. Zobacz profil KrzysztofNR KrzysztofNR napisał/a:

    sobota, 6 czerwca 2009, 10:55

    Sprawa jest dla mnie ewidentna. System tworzy sobie takie nie do końca uświadomione mechanizmy obronne. Dzieciak, który wyjdzie z homeschoolingu będzie - no właśnie - za mało "zsocjalizowany", czytaj: nie będzie tak skretyniały, jak jego rówieśnicy, będzie umiał krytycznie mysleć i oceniać zjawiska, nie zasili najprawdopodobniej elektoratu PO, PiS, SLD albo PSL i być może - o zgrozo - wyrośnie na jakiegoś "fundamentalistę" z "osobowością autorytarną", czytaj: będzie miał w głowie coś więcej, niż kawałek g***na. Czasami mam ochotę zacząć robić porzadek z tą bolszewicką hołota bardziej zdecydopwanymi metodami i tylko zasady moralne Kościoła mnie przed tym powstrzymują.

  23. Zobacz profil Koge Koge napisał/a:

    sobota, 6 czerwca 2009, 11:24

    Panie Krzysztofie:) Siłą się niczego nie zdziała. Ale do rzeczy...

    Moim zdaniem, szkoła faktycznie w bardzo dużym stopniu zabija myślenie. Nie jest to jednak reguła. Przez 3 lata mojego bytowania w szkole licealnej (ja już jestem ten "zreformowany") napotkałem 3 nauczycieli języka polskiego, ponieważ zmieniali się oni u mnie co roku. Najciekawsze jest to, że za "oryginalne myślenie, wyciąganie z tego wniosków oraz zdolność do osobistej analizy danego tematu" w drugiej klasie L.O. otrzymałem ocenę końcową 5. Paradoksalnie były to te same powody, za które w klasach 1 i 3 otrzymałem kolejno oceny 3 i 2... Problem nie leży jednak tylko w kadrze nauczycielskiej. Osobiście uważam za totalny debilizm nową formę matury. Twórcy twierdzą, że jest "obiektywna" i "ułatwia sprawdzanie". O tyle o ile nie mogę zaprzeczyć że sprawdza się to ciężko (wygoda sprawdzającego przecież w maturze powinna być najważniejsza - ???) to chciałbym się spytać co twórcy twierdzą pod terminem "obiektywna"?? Jak dla mnie w tym kontekście OBIEKTYWNOŚĆ ma polegać na tym, że "jesteś głupi jak cała reszta bo NAUCZYŁEŚ się ROZUMIEĆ daną lekturę".

    No i znów mi wyszło wypracowanie... Trudno:)

  24. Zobacz profil psim swędem psim swędem napisał/a:

    sobota, 6 czerwca 2009, 17:49

    Racja - nowa matura i wszędobylskie testy zabijają jakiekolwiek myślenie i zdolność wypowiedzi. Nie przyniesie to raczej niczego dobrego.

    Myślę, że będzie coraz więcej rodzin zainteresowanych domową edukacją. Urzędnicy to takie skamieniałe cyborgi, które reagują histerycznie na każdą nowość / "dziwną sytuację".

  25. Zobacz profil brosaczony brosaczony napisał/a:

    sobota, 6 czerwca 2009, 19:50

    Ja chcę decydować o edukacji moich dzieci. Ja chcę je zsocjalizować (czyli jak rozumiem uspołecznić). Ja chcę, żeby rodzice, którzy świetnie uczą dzieci mieli do tego prawo. Nie rozumiem dlaczego trzeba uważać z homescoolingiem... strach, że moje dziecko nie będzie uczestniczyło w homoparadach?? Od mojego dziecka, niech się odwalą urzędasy, bo to moje dziecko, a nie państwowe, na kartkę go nie dostałem.

    @Maurycy Teo- Dlaczego żądasz, żebym znęcał się nad moim dzieckiem?? Moja dziecko nie rozumie jeszcze w pełni dobra i zła. Nie mam zamiaru z nim dyskutować na argumenty, bo on ich nie musi rozumieć. Ja jako ojciec mam prawo wymierzyć mu stosowną karę, jako pomoc dla niego. Po tym wracamy do normalności, bez nerwów, argumentów, nienawiści, kłótni. Sprawa załatwiona w pięć minut. Jak już mój synek się uspokoi możemy wtedy sobie poargumentować i on może mi wyrzucić swoje żale. Ale ja jako ojciec mam prawo go wychowywać bez stresowo, czyli bez godzinnych kłótni i argumentacji. Ja szanuje to, że moje dziecko, może nie odróżniać jeszcze dobra i zła. Może mieć zły dzień i instynktownie walczyć o jakieś tam swoje "racje". Ja jako ojciec mam całą rodzinę na głowie i muszę tak poukładać relację, żeby cały dom dobrze żył. Odbij od moich dzieci, jak będziesz miał własne to wychowuj sobie jak chcesz i tylko ostrzegam, że będziesz bardzo zdziwiony, jak twoje dziecko znajdzie lepsze argumenty za eutanazją przeprowadzoną na starym ojcu.

  26. Zobacz profil Koge Koge napisał/a:

    sobota, 6 czerwca 2009, 20:47

    Panie Brosaczony, ja jestem człowiekiem młodym, ale który założył już własną rodzinę. Nie stosuję kar cielesnych, ale nie oznacza to, że nie stosuję kar wcale! Przeczytałem kilka książek - wybrałem je bardzo świadomie, diametralnie się od siebie różniły - po czym wybrałem własną odpowiadającą mi ścieżkę wychowywania mojego syna. Jestem tylko człowiekiem - nie wymagajcie ode mnie bym na widok dywanu zalanego płynem do zmiękczania tkanin nie podniósł głosu(ja w tym czasie smażyłem kotlety na obiad - ok 5 min nie zwracałem uwagi na moją pociechę). Ja mam taką taktykę karania - każę mu wziąć taboret z kuchni, postawić go na środku pokoju i usiąść na nim twarzą do ściany. Kara trwa ok 5 min. Później każę mu wytłumaczyć w jakim celu go tam posadziłem i co zrobił źle. Działa.

    Muszę się jednak uderzyć w pierś - zdarzyło mi się "zasadzić mu klapa na pupę". Była to jednak sytuacja taka, że mogła by się dla niego zakończyć bardzo źle. Jeśli dziecku, które nie posiada jeszcze zdolności do analizy sytuacji i przewidywania skutków swoich czynów, takie sytuacje będą kojarzyć się z czymś b. nieprzyjemnym jak "klaps na pupę", to będzie podświadomie ich unikał. Jeśli jednak będziemy nasze dzieci klepać po tyłku 2-3 razy na tydzień, to nie będzie tego zauważał. Karę "klapsa" będzie traktował jako następstwo tego, że zdenerwował rodziców i to z nimi będzie kojarzył karę a nie z tym za co dostał. Reasumując - wydaje mi się, że kary cielesne to nie jest dobra droga, a jeśli je stosować to w faktycznej ostateczności.

  27. Zobacz profil Anna Anna napisał/a:

    sobota, 6 czerwca 2009, 21:41

    Nie rozumiem, co mają wspólnego kary cielesne z kandydowaniem z listy UPR i edukacją państwową.

    Przecież rodzice, którzy biją swoje dzieci, będą bić je nadal, nawet, jeżeli te pójdą do szkół. Owszem, sądzę, że należałoby uczyć ludzi, jak wychowywać dzieci bez przemocy fizycznej (bo przemoc fizyczna to metoda stosowana w tresurze, a w dodatku przestarzała), ale dlaczego ci rodzice nie mieliby uczyć dzieci w domu?

    Gdybym ja miała dzieci, też rozważałabym opcję nieposłania ich do szkoły. Głównie dlatego, że bałabym się, iż ktoś będzie je indoktrynował zgodnie ze swoimi zapatrywaniami na istotę świata.

  28. Zobacz profil KrzysztofNR KrzysztofNR napisał/a:

    sobota, 6 czerwca 2009, 22:19

    @Kage - widze że są w tym nowym systemie szkolnym jeszcze ludzie, co to wbrew systemowi próbuja mysleć. Te nowe matury to rzeczywiście gruba hucpa.

  29. Zobacz profil greenn22 greenn22 napisał/a:

    niedziela, 7 czerwca 2009, 08:58

    @Anna: Wszystko wyjaśnia to Twoje: "Gdybym ja miała dzieci...". Jesteś przeciwko jakiejkolwiek karze fizycznej, bo jesteś czystą teoretyczką. A ja popieram metodę opisaną przez Koge: w większości sytuacji stosuję kary niecielesne, ale w sytuacjach wymagających błyskawicznej reakcji ze względu na dobro dzieci - stosuję kary cielesne. I uwierz, na podstawie rozwoju i zachowania swoich dzieci wiem, że jest to metoda prawidłowa.

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.