"Czyńcie z codziennego życia świadectwo wiary"… O ewangelizacji w pracy i nie tylko

Drukuj kategoria: Kościół

mojej Kochanej Małżonce…

Liczne rzeczywistości materialne, techniczne, gospodarcze, społeczne, polityczne, kulturalne — pozostawione sobie same albo oddane w ręce ludzi, którym brakuje światła naszej wiary — zmieniają się w straszliwe przeszkody dla życia nadprzyrodzonego. Stają się jakby terenem zamkniętym i wrogim wobec Kościoła. Ty jako chrześcijanin — badacz, pisarz, naukowiec, polityk, robotnik… — masz obowiązek uświęcania tych rzeczywistości. Pamiętaj, że cały wszechświat — pisze Apostoł — jęczy w bólach rodzenia, oczekując objawienia się dzieci Bożych. (Bruzda, 311)

 

Chyba czas na kolejny wpis. Zaczynam pisać a jest 8 minut przed pierwszą w nocy, sobota a raczej niedziela 7.02.2010. Hiobie chyba zaraziłeś mnie nocnym pisaniem;-) ale jak to mówią nie odmawia się Duchowi Świętemu;-). W pierwszym swoim wpisie w październiku u.r. napisałem w jednym z komentarzy, że na swoim blogu ,,… Będę pisał o tym, co Bóg robi w moim życiu… Świadectwo jest najlepszą formą ewangelizacji… Cóż więcej można dać drugiemu jak pokazać na konkretnych przykładach ze swojego życia, że Bóg jest i działa, i przede wszystkim kocha nas?…”. Dodam jeszcze: Cóż cenniejszego nadto jak zanieść Chrystusa drugiemu? Zatem staram się utrzymać tematykę. W kolejnym więc wpisie również chciałbym opisać co Jezus zrobił w moim życiu w ostatnim czasie. I jak Bóg nie wyrywa nas z naszych środowisk (tutaj).

 

Każdy z nas żyje właśnie w swoim środowisku osób, w zależności od wieku, pochodzenia, wykształcenia. Żyjemy w większości w rodzinach, najczęściej pracujemy, chodzimy do szkoły, na uczelnie. Każdy ma jakby ,,swój świat”. W tych wszystkich miejscach spotkamy innych ludzi. Innych to znaczy inaczej myślących, zachowujących się, mających inne charaktery, w końcu wartości moralne czy religijne.

 

Nasz Pan po swoim zmartwychwstaniu przyszedł do apostołów i powiedział: ,,W końcu ukazał się samym Jedenastu, gdy siedzieli za stołem, i wyrzucał im brak wiary i upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego. I rzekł do nich: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” Mr 16:14-15. Jasne i konkretne polecenie. Nieco więcej szczegółów, co do tego jak mamy je wypełniać możemy znaleźć w pismach św. Josemaríi Escrivá’y de Balaguer’a (1902-1975), założyciela Opus Dei. Na stronie Prałatury www.opusdei.pl możemy znaleźć teksty na każdy dzień (oraz zamówić je, aby zostały przysyłane na nasze konto e-mail’owe). Św. Josemaria zaprasza nas do bycia światłem w miejscu, w którym mieszkamy, pracujemy lub uczymy się. W tych wszystkich miejscach możemy dawać przykład chrześcijańskiego życia. W naszych środowiskach możemy być apostołami Jezusa. Wykonując swoje zadania, nawet te najmniejsze, możemy stać się współpracownikami Boga. Mamy "Przynosić Boga do wszystkich środowisk" jak pisze św. Escriva:

 

„Aby ten świat szedł nurtem chrześcijańskim – jedynym, którym iść warto – winniśmy żyć w lojalnej przyjaźni z ludźmi, która wyrasta z uprzedniej lojalnej przyjaźni z Bogiem. (Kuźnia, 943) Często mam ochotę krzyczeć do ucha wielu ludziom, mężczyznom i kobietom, którzy w biurach, w działalności handlowej, w redakcjach gazet i na trybunach, w szkołach, w sklepach, w kopalniach i w polu, umocnieni życiem wewnętrznym i świętych obcowaniem, mają przynosić Boga do wszystkich środowisk, według nauczania Apostoła: „Chwalcie Boga waszym życiem i noście Go zawsze ze sobą”. (Kuźnia, 945) My, którzy posiadamy prawdę Chrystusa we własnym sercu winniśmy wnosić tę prawdę w serca, umysły i życia innych. Inne postępowanie byłoby wygodnictwem i fałszywą taktyką. Przemyśl jeszcze raz: Czy Chrystus poprosił cię o zgodę zanim wszedł do twojej duszy? – Pozostawił ci wolność co do pójścia za Nim, ale to On cię szukał, bo tak zechciał. (Kuźnia, 946)”

 

W innym fragmencie wyjaśnia sposób w jaki powinniśmy wykonywać naszą pracę. Takie oto słowa możemy przeczytać:

 

„To jest to, czego zawsze, od czterdziestu lat nauczałem, że każda uczciwa ludzka praca – intelektualna, bądź fizyczna – winna być wykonywana przez chrześcijanina z możliwie największą doskonałością: z doskonałością ludzką (kompetencja zawodowa) oraz z doskonałością chrześcijańską (z umiłowaniem Woli Bożej i w służbie ludziom). Wykonana bowiem w ten sposób ludzka praca, nawet jeśli zadanie wyda się nie wiem jak skromne czy nieznaczące, przyczynia się do uporządkowania po chrześcijańsku rzeczywistości doczesnej – ukazania jej Bożego wymiaru i jest przyjęta i włączona do cudownego dzieła Stworzenia i Odkupienia świata. W ten sposób praca zostaje wyniesiona do rangi łaski, uświęca się i przekształca się w dzieło Boga, operatio Dei, opus Dei.”

 

Od jakiegoś czasu czytam te i inne komentarze. Kiedy pierwszy raz wziąłem do rąk rozważania duchowe ,,Rozmowy z Bogiem” dotarło do mnie jak wiele jeszcze jest we mnie słabości i grzeszności i jak mało współpracuje z Bogiem w swoim życiu. Gorąco polecam te rozważania (np.: tutaj ). Chciałbym tak doskonale, jak pisze to Założyciel O.D., wypełniać swoje obowiązki męża i ojca w domu czy na swoim stanowisku w pracy. Widzę jednak jak często zawodzę, jak jestem słaby. Dziękuję mojej Żonie za wiele cierpliwości i wyrozumiałości w naszym życiu rodzinnym. Mam również nadzieje, że mój syn wybaczy mi moje nerwy i brak cierpliwości szczególnie podczas wstawania do niego w nocy. Za psalmistą wołam: ,,Zmiłuj się nade mną, Panie, bom słaby;…” Ps 6,3.

 

Pracowitości i sumienności z domu niestety nie wyniosłem. Cały czas uczę się jednak. Zadanie samowychowania jest aktualne w każdym wieku i nie mogę się z tego zadania wymigać. Bardzo w tym temacie, szczególnie po skreśleniu z listy studentów, pomógł mi wykład dr Jacka Pulikowskiego na temat ,,Ojcostwo zagrożone” (który jest tutaj, tekst i mp3, jak kto potrzebuje). Wówczas pierwszy raz usłyszałem o samowychowaniu. Zrozumiałem, że nawet jeśli mój ,,ziemski” ojciec zawiódł, to jednak nie jestem na przegranej pozycji i jest dla mnie nadzieja, ponieważ ,,dla dorastającego chłopaka ważny strategicznie, to jest podjęcie trudu samowychowania…”. Dostałem wielką dawkę sił i nadziei, jak to mówi Pan Jacek, na dorozwinięcie.

 

Tak to już jest,  że Pan pomimo naszych słabości potrafi zrobić wspaniałe dzieło, nawet ewangelizacyjne. Pisałem jednego razu o moim spotkaniu z Pudzianem, które miało miejsce podczas targów BUDMA w Poznaniu. W mojej pracy postanowiłem zdać krótką relację kolegom z wizyty na MTP. W tym samym czasie napisałem wpis o Królu. Dostałem natchnienie, aby wysłać jeszcze zaproszenie na mojego bloga a w szczególności na wpis o Siłaczu. Było ok. dwóch tygodni temu. Nieco później jednak zacząłem się obwiniać. Po co w ogóle w pracy innym wysyłam takie rzeczy. W sercu czułem wątpliwości. Pan przyszedł z odpowiedzią na rodzące się pytania. W poniedziałek przeczytałem takie słowa w Jutrzni (jedna z antyfon):

 

,,Wystarczy ci mojej łaski, Pawle, / moc bowiem w słabości się doskonali.”

 

Jeszcze chyba nigdy w życiu nie odebrałem Słowa Bożego tak wprost do mnie:-) Tego dnia było święto nawrócenia św. Pawła. Te słowa niesamowicie „pasowały” do mojej sytuacji w pracy. Dostałem też wskazówki do dalszego wysyłania maili przez przykład św. Salezego. Była to metafora moich przyszłych działań i zachęta do dalszego pisania i rozsyłania. Mianowicie w informacji na Frondzie: ,,O kulturalnym szaleństwie św. Franciszka Salezego” przeczytałem:

,,Czy dałoby się tego dokonać, gdyby nie osobiste zawierzenie? Właściwie tylko ono daje siłę do rzeczy tak szalonych. Franciszek nie używał miecza. Po prostu co tydzień pisał broszurę, drukował i kazał roznosić pod drzwi okolicznych mieszkańców. Szalone, ale wystarczyło.”

Pomyślałem, że może wpisy na blogu mogą być jak elektroniczne bileciki;-). Czy wystarczy?:-). My chcielibyśmy wiedzieć od razu. Okaże się pewnie dopiero po tamtej stronie jak mówi Nick Vujicic (przy okazji ZAPRASZAM NA WSPANIAŁE ŚWIADECTWO!!!).

 

W jutrzni było jeszcze czytanie:

 

,,Ukazałem się tobie po to, aby ustanowić cię sługą i świadkiem tego, co zobaczyłeś, i tego, co ci objawię. Obronię cię przed ludem i przed poganami, do których cię posyłam, abyś otworzył im oczy i odwrócił od ciemności do światła, od władzy szatana do Boga. Aby przez wiarę we Mnie otrzymali odpuszczenie grzechów i dziedzictwo ze świętymi.”

 

To jeszcze bardziej przekonało mnie, że mam być świadkiem tego co On zrobił w moim życiu, że wpisy i maile nie były przypadkowe a kolejne są może wskazane. Nie miałem i nie mam pojęcia czy ktoś taki (mowa tu o poganach i pod władzą szatana) w ogóle przeczyta moje wpisy. Jednak to pozostawiam Jezusowi. Nie wiedziałem jednak co Chrystus szykował dalej. To był dopiero wstęp do kolejnych działań. Tak się złożyło, że w niedziele oglądaliśmy bajkę, w oparciu o którą we wtorek napisałem swój kolejny wpis (Powołany do miłości… ). Zaproszenie na ten wpis również wysłałem kolegą i koleżanką z pracy.

 

Przyznać muszę jednak, że największym wyzwaniem było napisanie świadectwa. Jadąc pewnego dnia autobusem do pracy i odmawiając różaniec przyszła myśl: Napisz świadectwo. To było szalone. Chyba nie do końca zdawałem sobie sprawy z tego, co miałem zrobić. Ostatni wpis był właśnie o: ,,Moim z Nim spotkanie… czyli jak poznałem Jezusa” . Poprosiłem o modlitwę bliskich i wspólnotę i wysłałem zaproszenie już nie tylko do kilkunastu osób z firmy, ale również po wspólnocie i liście prywatnego maila. To było, jak to mówią młodzi: szaleństwo na maksa!:-) Najpierw radość i świadomość, że Jezus posługując się Mną, moją historią życia może sprawić, że ktoś zagubiony wróci z ,,dalekiej podróży”… Jednak, aby pycha nie urosła za wysoko Pan dał lekcję pokory. ,,Wyśmieją? Obgadają? Nic to nie da. Trud i farsa, nic z tego nie będzie.” Takie myśli i lęk zagościły w sercu po weekendzie. Również teraz poprosiłem bliskich o modlitwę. Zgodziłem się. Powiedziałem: ,,Panie Twoja Wola, nie moja, kim ja jestem bez Ciebie”. Jezus nie pozostawił mnie w tym poniżeniu. Niesamowite jak szybko odpowiedział. Dostałem informacje zwrotne potwierdzające, że komuś to co napisałem pomogło.

 

Ewangelizacja w pracy? Nigdy nie przypuszczałem, że zrobię coś takiego, że Bóg uzdolni mnie do tego, da siłę, mądrość do napisania i odwagę do wysyłania. Miałem swój pomysł na ewangelizację. Myślałem, że powinienem tylko ,,wykonywać swoją pracę z możliwie największą doskonałością: z doskonałością ludzką (kompetencja zawodowa) oraz z doskonałością chrześcijańską (z umiłowaniem Woli Bożej i w służbie ludziom)”. Jednak Pan miał swój plan. Pozostało mi tylko ,,nie usiłować wymykać się Jego Woli” .

 

Po tym wszystkim poczułem się trochę jak ten człowiek z uschłą ręką, którego Jezus woła na środek i mówi pokaż. ,,On zaś rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: Stań tu na środku!" Mk 3:33. Praktycznie nieznajomym ludziom opowiedziałem o sobie. Pokazałem swoje doświadczenia życiowe, ból i cierpienie, którego doświadczyłem, grzech i porażki, które stały się moim udziałem, ale przede wszystkim ujawniłem coś, bez czego to wszystko nie miałoby sensu: to Jego miłosierdzie względem mnie, to jak On do mnie przyszedł i dał mi nowe życie. Może dziś Bóg dokonuje również cudu. Przemienia moją uschłą rękę w coś pożytecznego, coś przez co ujawnia się Chwała Boga. Jak czytamy w ewangelii św. Jana: ,,Jezus odpowiedział: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale /stało się tak/, aby się na nim objawiły sprawy Boże. J 9,3.” Dotyczyło to niewidomego od urodzenia. Chyba wszyscy tacy właśnie jesteśmy, jakby ślepi na sprawy Boże od urodzenia, do czasu jednak jak za sprawą Ducha na nowo się nie narodzimy. Jezus może posłużyć się nami pomimo naszych grzechów i słabości aby docierać do cięgle nowych potrzebujących. Dla Boga bowiem nie ma rzeczy niemożliwych. Czy On w swym wielkim miłosierdziu nie może wyciągnąć czegoś naprawdę dobrego z mojego nieporadnego pisania. Wierzę mocno, że może. On swoim błogosławieństwem jest mocen moje słowa przemienić w jedną kropelką na skamieniałe czyjeś serce. Może Jezus pośle do serca tego człowieka kolejną kropelkę. Małą nieporadną, niby nic nieznaczącą kropelkę. Jezus przecież nie wpycha się, nie wchodzi z buciorami w nasze życie. Delikatnie puka do drzwi naszych serc, po kropelce Ten Pokorny Ogrodnik nawadnia wyschnięte korzenie ludzkiej egzystecnji, abyśmy w końcu ożyli i wydali owoc, jedni trzydziestokro-pelkowy, inni sześciesięciokro-pelkowy a inni stokro-pelkowy :-).

 

Może na koniec ostatnia wskazówka z tekstów Świętego:

"Jak mają cię zrozumieć?"

Grozi ci wielkie niebezpieczeństwo, jeżeli będziesz żył lub podchodził do życia jak "grzeczne dziecko", które mieszka w porządnym domu, bez żadnych problemów i zna jedynie szczęście. Jest to karykatura domu z Nazaretu. Chrystus dlatego, że przynosił szczęście i porządek, opuścił dom, żeby propagować te skarby wśród ludzi wszystkich czasów. (Bruzda, 952)

 

02 lipca 2000

Wydają mi się bardzo logiczne twoje pragnienia, aby cała ludzkość poznała Chrystusa. Ale zacznij od swojej odpowiedzialności za zbawianie duszy tych, którzy żyją obok ciebie, za uświęcanie każdego ze swych kolegów w pracy czy na studiach… – To jest zasadnicza misja, którą Pan ci powierzył. (Bruzda, 953)

 

Zachowuj się tak, jak gdyby od ciebie, wyłącznie od ciebie, zależała atmosfera środowiska, w którym pracujesz: atmosfera pracowitości, radości, obecności Boga i perspektywy nadprzyrodzonej.

 

— Nie rozumiem twojej opieszałości. Jeżeli napotykasz nieco trudną grupę przyjaciół — która może jest trudna z powodu twojego zaniedbania — nie interesujesz się nimi, odwracasz się od nich i myślisz, że są martwym ciężarem, balastem, który opiera się twoim ideałom apostolskim, że nie potrafią ciebie zrozumieć…

 

— Jak mają cię zrozumieć, jeżeli prócz tego, że ich nie kochasz i nie służysz im swoją modlitwą i umartwieniem, nigdy nie starasz się z nimi rozmawiać?

 

— Ileż odkryjesz niespodzianek, kiedy się zdecydujesz porozmawiać z jednym, z drugim i trzecim! Nadto: Jeżeli nie zmienisz swej postawy, słusznie mogą zawołać, wytykując cię palcem: Hominem non habeo! — nie ma nikogo, kto by mi pomógł! (Bruzda, 954)

 

Dla mnie ciągle wydaje się to wręcz nie osiągalne. ,,Jak mają cię zrozumieć, jeżeli prócz tego, że ich nie kochasz i nie służysz im swoją modlitwą i umartwieniem, nigdy nie starasz się z nimi rozmawiać?”. Te słowa tak mocno pokazują mi jak jestem słaby i rzeczywiście nie potrafię rozmawiać. Aż chcę powtórzyć za św. Piotrem z dzisiejszej (tj. niedzielnej) ewangelii : ,,Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny". ,,Lecz Jezus rzekł do Szymona” i mówi do mnie i do Ciebie: "Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił. I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim.” (Łk 5, 1-11).

 

Pójdźmy zatem za Nim…

 

Dobrego tygodnia!

Z Panem Bogiem

Paweł

Komentarze: 2

Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.

  1. Zobacz profil Woj Woj napisał/a:

    poniedziałek, 8 lutego 2010, 19:32

    dziękuję ;-)

  2. Zobacz profil Pawel888 Pawel888 napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 08:09

    Woj

    proszę:-)

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.