Nowe przepisy nie zmieniają formalnych celów klimatycznych, ale wprowadzają większą elastyczność w ich realizacji. Zgodnie z dotychczasowymi założeniami emisje nowych ciężarówek mają spaść o 15 proc. do 2025 roku, 45 proc. do 2030 i aż 90 proc. do 2040 roku. Jednak producenci zyskają możliwość „rozłożenia” wysiłku w czasie poprzez system kredytów emisji.

Mechanizm ten pozwoli firmom, które wcześniej osiągną lepsze wyniki redukcyjne, „zmagazynować” nadwyżki i wykorzystać je w kolejnych latach. W praktyce oznacza to odsunięcie części presji regulacyjnej na przyszłość – bez formalnej zmiany ambitnych celów.

Zmiana ta jest efektem silnego nacisku największych graczy rynku, takich jak Volvo Trucks, Daimler Truck, Scania, MAN, Iveco oraz Ford. Już jesienią ubiegłego roku apelowali oni o większą elastyczność, wskazując na rosnące koszty transformacji i ograniczenia technologiczne.

Nowe regulacje obejmą ciężarówki powyżej 16 ton oraz część autobusów o masie powyżej 7,5 tony. Wyłączone pozostaną autobusy miejskie, których elektryfikacja – jak podkreślają unijne instytucje – jest już na zaawansowanym etapie.

W oficjalnym komunikacie przypomniano, że choć pojazdy ciężkie stanowią zaledwie niewielki odsetek wszystkich pojazdów na drogach UE, odpowiadają za ponad jedną czwartą emisji gazów cieplarnianych w transporcie drogowym.