Ambasador USA w Polsce Thomas Rose poinformował, że z uwagi na „oburzające i nieuzasadnione obelgi pod adresem prezydenta Trumpa”, amerykańskie władze zdecydowały o natychmiastowym zerwaniu jakichkolwiek kontaktów z marszałkiem polskiego Sejmu Włodzimierzem Czarzastym.
Do sprawy odniósł się na antenie Polsat News były premier Leszek Miller, który ocenił, że „ambasador Thomas Rose nie mógł inaczej się zachować”. Zwrócił też uwagę, że wbrew narracji obozu władzy, Rose „nie pouczał Polski”.
- „On tylko powiedział, że nie zamierza utrzymywać kontaktów z człowiekiem, który jego zdaniem wyraził się pogardliwie o prezydencie USA”
- zauważył.
- „Musiał zareagować na sytuację, którą marszałek Czarzasty stworzył”
- dodał.
Podkreślił, że to marszałek Czarzasty „wybrał drogę konfrontacji”. Tymczasem „problem nie polega na tym, że USA za wszelką cenę chcą, żeby tu stacjonowały ich odziały”.
- „To Polska stara się od wielu dekad, żeby Amerykanie osiedli tu na stałe”
- przypomniał.
- „Pan Czarzasty, jak rozumiem, nieupoważniony przez nikogo podważa strategiczną linię polskiej polityki i strategii bezpieczeństwa”
- stwierdził.
W przekonaniu byłego premiera, marszałek Sejmu działa na szkodę polskiego bezpieczeństwa.
Podobnie sprawę ocenił obecny w studiu Waldemar Pawlak.
- „Marszałek Sejmu nie zajmuje się polityką zagraniczną. Można było te sprawy przeprowadzić dużo bardziej dyplomatycznie”
- powiedział.
Jan Krzysztof Bielecki z kolei zauważył, że cała sprawa jest dowodem na bałagan w polskiej dyplomacji.
