Po niespełna dwóch tygodniach wojny prowadzonej przez USA i Izrael przeciwko Iranowi, można pokusić się nie tylko o pierwsze podsumowanie, ale również pewne przewidywania na przyszłość.
1. Nie ulega wątpliwości, że uderzenie na Iran doprowadziło do zdruzgotania jego pozycji militarnej. Iran stracił praktycznie w całości swoje siły lotnicze i morskie, systematycznie traci zdolności bojowe swych wojsk lądowych. Dominacja informatyczno - wywiadowcza USA i Izraela powoduje, iż odwet irański ma coraz mniejszy zasięg i skutki. Iran traci zgromadzone zasoby (zwłaszcza rakietowe i dronowe), a wskutek niszczycielskich działań koalicjantów, nie jest i - co najważniejsze - nie będzie wkrótce w stanie kontynuować swoich działań w tym obszarze. 
Innymi słowy, z militarnego punktu widzenia, Iran został sprowadzony do pozycji państwa, które wprawdzie dysponuje stosunkowo liczną armią, ale jej wyposażenie bojowe jest dziś zapewne gorsze niż Iraku ćwierć wieku temu. Armia ta może trwać w partyzantce, o ile ktoś będzie chciał lądowo Iran zaatakować.
2. Iran całkowicie zniszczył swoją pozycję polityczną w regionie. Bezmyślne ataki na sąsiednie państwa, wyczyściły jakiekolwiek poparcie dla reżimu w Teheranie. Terrorystyczni sojusznicy Iranu z Hezbollachem na czele, właśnie są niszczeni w Libanie i w innych miejscach. Rosja nie jest w stanie - podobnie jak w przypadku Syrii, Wenezueli, a za chwilę Kuby - udzielić swoim sojusznikom żadnej pomocy. Tak jak i Chiny.
3. Iran znajduje się na granicy całkowitego upadku gospodarczego. Blokada cieśniny Ormuz, która miała uderzyć w kraje Zatoki i ich odbiorców, a pośrednio w USA, uderza przede wszystkim w sam Iran. Iran nie jest w stanie w takiej sytuacji wywiązywać się wobec swoich odbiorców, a w zasadzie jednego odbiorcy. 80% irańskiego eksportu ropy trafia do Chin. Nie trzeba dodawać, jakie są skutki tej sytuacji dla samego Iranu. W przypadku dalszego bezsensownego oporu, Amerykanie stopniowo wyłączą zdolności produkcyjne Iranu. Gospodarczo Iran nie jest w stanie przetrwać więcej niż dwa miesiące.
4. To oznacza potężne problemy wewnętrzne, bowiem rozkład gospodarczy i dynamicznie rosnące ubóstwo już doprowadziły kilka tygodniu temu do wielkich zamieszek wewnętrznych.
Nie mają racji ci, którzy uważają, że teraz "nic się nie dzieje" i odbierają to jako dowód siły reżimu. Zapominają, iż trwa Ramadan i w tym czasie nic innego nie interesuje muzułmanów. Nawet niedostatki żywnościowe, nie są postrzegane w kategoriach wybuchowych. Po 19 marca wszystko się zmieni i świat zobaczy jaki jest tam poziom napięcia wewnętrznego. Mułłowie, chowający się po piwnicach szpitali, też tego doświadczą bardziej niż obecnie.
5. Dodatkowo i Kurdowie i Azerowie szykują się do poważnej rozprawy z reżimem. Zbiegnie się to z końcem Ramadanu i poznamy wtedy realny poziom oporu wobec reżimu.
Nie pozostaną obojętni również sąsiedzi Iranu. Turcja ma do wyrównania rachunki z ostatnich 600 lat, spaja ją wspólny z Azerami interes w północnym Iranie. Porachunki sprzed półwiecza ma do wyrównania również Irak, którego elity mimo wyznaniowego braterstwa, pałają żądzą rewanżu. Także Pakistan chętnie skorzysta na skrajnym osłabieniu sąsiada i nawet spora część afgańskich klanów pamięta, jak Iran wspierał Sowietów i Rosję w ich rozgrywkach wewnętrznych. Opisana w p. 1 słabość militarna Iranu nie pozostanie z pewnością nie wykorzystana przez jego sąsiadów. Tym bardziej, że kierownictwo irańskie dowiodło w minionych dniach, że wszystkich traktuje jak wrogów, na których można wysyłać swoje rakiety i drony.
6. Dla Izraela dokonał się wymarzony scenariusz. Skrajne osłabienie Iranu, osłabia również wszystkie, najbardziej radykalne środowiska antyżydowskie w tym rejonie. Zlikwidowane zostało już nie tylko zagrożenie nuklearne, ale także możliwość ataków rakietowych na ten kraj z Iranu. Okazana przez Izrael siła i zdecydowanie, skłaniać będą jego sąsiadów do zmiany podejścia do współżycia z tym krajem.
7. Dla USA eliminacja Iranu oznacza nie tylko całkowite wypłukanie wpływów rosyjskich i - po części - chińskich, w tym regionie. To szansa na sui generis dyktat spokoju. Sposób rozprawienia się z reżimami w Syrii, Wenezueli, Iranie i za chwilę na Kubie pokazuje, że lepiej z Ameryką się układać, niż dawać się wtłaczać w nierokujące żadnych sukcesów chińsko - rosyjskie gry o pokonanie Ameryki. Przynajmniej przez następne trzy lata, ale raczej na pewno przez dekadę. 
Niektórzy histerycznie antyamerykańscy wojownicy - zwłaszcza w Europie i w Polsce - pasą się każdą, najgłupszą nawet informacją, o rzekomych niepowodzenia USA w Iranie. Żyją nadzieją, że może Ameryce powinie się noga (i wtedy prym przejmą ich ulubieńcy i sponsorzy z Pekinu i Moskwy). Uwierzą w każdy, najgłupszy komentarz skierowany przeciwko znienawidzonemu Trumpowi i będą skowyczeć ze szczęścia, gdy przez kilka dni spekulanci (na czele z Tuskiem i jego Orlenem), podbiją ceny ropy i gazu. Co tam że zapłacą więcej - byle Trump miał problemy. A że ten ich nie ma, tego już nie widzą, bo dostrzegają tylko to co pragną widzieć, a nie to co jest.
Zadeklarowany przy ajatollachów "długi opór", będzie raczej na pewno odrzucony przez większość Irańczyków. Im nie chce się żyć w nędzy i biedzie. Iranowi grozi oczywiście Afganizacja, ale jest jedna istotna różnica. Ludy Afganistanu znajdujące się w wojnie przez pół wieku, tkwiły pod każdym względem w końcu XIX wieku. Dla nich owo pół wieku nie wnosiło nic istotnego do sposobu i stylu życia trwającego od wieków. Persowie są w zupełnie innej sytuacji. Nawet jeśli ajatollachowie częściowo zdołali ich trzymać w ryzach, to jednak są oni społeczeństwem przynajmniej końca XX wieku. Pozbawieni dotychczasowych narzędzi ajatollachowie, koczujący pod namiotami czy w jaskiniach, nie zdołają utrzymać rządu dusz. Choćby nie wiem jak się starali nam to wmawiać "eksperci" z TVNu czy Wirtualnej Polski.