Były to tzw. „pociągi śmierci” – transporty organizowane przez niemiecką administrację okupacyjną na przełomie 1942 i 1943 roku. Dzieci siłą odebrane rodzinom, często po selekcji rodziców, przewożono w nieludzkich warunkach w głąb Generalnego Gubernatorstwa lub do obozów. W wielu przypadkach celem była śmierć przez wycieńczenie. Te transporty były elementem planowej akcji depopulacyjnej prowadzonej przez hitlerowskie Niemcy wobec polskiej ludności cywilnej.

W Warszawie wydarzyło się jednak coś, co do dziś pozostaje jednym z najbardziej poruszających przykładów solidarności i odwagi. Wszystkie dzieci, które przeżyły transport, zostały natychmiast zabrane przez mieszkańców miasta. Warszawiacy – zwykli ludzie, narażając własne życie – otworzyli swoje domy, szpitale i ochronki. Ratowano je bez rozgłosu, wbrew okupacyjnemu prawu, wiedząc, że za pomoc Polakom groziła kara śmierci. Dzięki tej spontanicznej akcji ocalono tysiące istnień.

Los dzieci Zamojszczyzny nie był jednak wyjątkiem, lecz częścią szerszego systemu zbrodni. Niemcy prowadzili wobec polskich dzieci politykę terroru i biologicznego wyniszczenia. Tysiące najmłodszych trafiło do obozów koncentracyjnych, w tym do KL Auschwitz-Birkenau, gdzie były mordowane, wykorzystywane do pseudomedycznych eksperymentów lub ginęły z głodu i chorób. Inne dzieci kierowano do obozów przeznaczonych wyłącznie dla nieletnich, jak obóz przy ul. Przemysłowej w Łodzi, gdzie panowały warunki obliczone na fizyczne i psychiczne złamanie.

Osobną zbrodnią była germanizacja. Dzieci uznane przez niemieckich lekarzy i urzędników za „rasowo wartościowe” porywano rodzinom i wywożono do Rzeszy, by zatrzeć ich polską tożsamość. Zmieniano im imiona i nazwiska, zakazywano mówienia po polsku, wychowywano w przekonaniu, że są Niemcami. Tysiące z nich nigdy nie wróciło do ojczyzny, a wiele do końca życia nie poznało prawdy o swoim pochodzeniu.

W tle tych zbrodni istniała jednak inna rzeczywistość – heroiczna postawa polskiego społeczeństwa. Sieci pomocy, zakonspirowane sierocińce, lekarze i kolejarze, którzy „przypadkiem” opóźniali transporty, kobiety przyjmujące obce dzieci jak własne. To była cicha, masowa akcja ratunkowa prowadzona bez kamer i bez oczekiwania na nagrodę.

Pamięć o dzieciach Zamojszczyzny i innych małych ofiarach niemieckiego terroru jest dziś obowiązkiem, nie tylko historycznym, ale moralnym. Przypomina, że okupacja niemiecka w Polsce była projektem planowej eksterminacji, a jednocześnie świadectwem tego, jak wielką cenę gotowi byli płacić zwykli ludzie, by ratować najsłabszych. To historia bólu, ale i odwagi, której nie wolno relatywizować ani przemilczać.