Zgłoszenie trafiło do odpowiednich służb, a reakcja – jak twierdzą świadkowie – była natychmiastowa. W ciągu kilkunastu minut na miejscu pojawili się funkcjonariusze, którzy zdecydowali o odstrzale zwierząt. „Było ich siedem, w tym sześć małych. Wszystko działo się na oczach mieszkańców, także dzieci” – relacjonuje jedna z osób mieszkających w pobliżu.
Największe kontrowersje wzbudził nie tylko sam fakt odstrzału, ale jego forma i miejsce. Jak podkreślają świadkowie, działania przeprowadzono w przestrzeni osiedla, bez wyraźnego odgrodzenia terenu. Po zakończeniu interwencji martwe zwierzęta miały zostać usunięte w sposób, który również wywołał oburzenie, a mianowicie zostały wrzucone do pojemników ze śmieciami. „Te obrazki zostaną z nami na długo” – dodaje jeden z mieszkańców.
Eksperci od lat zwracają uwagę, że dziki coraz częściej pojawiają się w zurbanizowanych przestrzeniach, przyciągane łatwym dostępem do pożywienia. Jak wskazuje Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, kluczowe znaczenie ma właściwe zarządzanie odpadami oraz edukacja mieszkańców, by nie dokarmiać dzikich zwierząt.
Jednocześnie obowiązujące przepisy dopuszczają redukcję populacji dzików w sytuacjach zagrożenia dla ludzi lub mienia. Decyzje takie podejmowane są zwykle przez lokalne władze we współpracy z myśliwymi i służbami miejskimi. Jednak – jak podkreślają organizacje społeczne, m.in. Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami w Polsce – sposób przeprowadzania takich działań powinien minimalizować cierpienie zwierząt i ograniczać traumę świadków.
W kontekście warszawskiego zdarzenia pojawiają się pytania o proporcjonalność reakcji oraz standardy jej przeprowadzenia. Część mieszkańców nie kryje rozgoryczenia i oburzenia, wskazując, że szybkość działania służb kontrastuje z opóźnieniami w innych sprawach lokalnych. „Trudno mówić o sukcesie interwencji, kiedy pozostawia po sobie taki ślad” – komentują.
Ratusz nie odniósł się jeszcze szczegółowo do przebiegu zdarzenia.
