Po długim spacerze udałem się do Muzeum Wojskowego w Mołdawii – miejsca, w którym można prześledzić dzieje kolejnych epok i potęg militarnych: od Daków i legionistów rzymskich, przez chrześcijańskich rycerzy, Osmanów, Rosjan, Rumunów, Niemców i Sowietów, aż po czasy współczesne. Ekspozycja obejmuje m.in. wojnę w Afganistanie, w której zginęło 301 obywateli Mołdawskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, katastrofę w Czarnobylu oraz konflikt z lat 1990–1992, toczony po rozpadzie Związku Radzieckiego z separatystycznymi siłami Naddniestrza wspieranymi przez Kreml. W jego wyniku powstała tzw. „Republika Mołdawska Naddniestrza” – quasi-państwo uznawane praktycznie wyłącznie przez Rosję. Największa część muzeum poświęcona jest jednak okresowi okupacji radzieckiej, zapoczątkowanej aneksją Besarabii (odpowiadającej w dużej mierze terytorium dzisiejszej Mołdawii) oraz północnej Bukowiny (obecnie należącej do Ukrainy). Wydarzenia te były konsekwencją paktu Ribbentrop–Mołotow, na mocy którego III Rzesza i Związek Sowiecki dokonały podziału Polski i wyznaczyły swoje strefy wpływów w Europie Wschodniej.

Bolszewicy zaanektowali Besarabię między 28 czerwca a 3 lipca 1940 roku, po tym jak rząd rumuński przyjął ultimatum wystosowane przez Związek Radziecki 26 czerwca, grożące użyciem siły w razie odmowy przekazania terytorium. Jak we wszystkich regionach zajętych przez ZSRR, represje przeprowadzone przez NKWD były wyjątkowo brutalne: masowe egzekucje, aresztowania i deportacje, a także niszczenie świątyń lub przekształcanie ich w restauracje bądź stajnie. Po II wojnie światowej Mołdawia doświadczyła kolejnej fali represji, tragicznego głodu w latach 1946–1947 oraz dwóch nowych deportacji – w 1949 i 1951 roku. Mimo terroru istniały jednak grupy, które stawiały opór władzy komunistycznej. Ich działalność przedstawiają liczne panele w muzeum, a jedna z nich – „Grupa Majadahonda” – szczególnie przykuła moją uwagę.

Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy, była taka, że nazwa tej grupy musi nawiązywać do śmierci Iona Moty i Vasile Marína, którzy polegli 13 stycznia 1937 roku w Majadahonda, na ówczesnym froncie madryckim podczas hiszpańskiej wojny domowej. Mota i Marín należeli do niewielkiej, siedmioosobowej delegacji Legionu Archanioła Michała, która przybyła do Hiszpanii, by walczyć po stronie sił narodowych generała Franco. Na muzealnej tablicy nie było żadnych informacji dotyczących pochodzenia nazwy tej grupy studentów z miasta Orhei, więc postanowiłem poszukać czegoś więcej w Internecie. Natrafiłem na artykuł dziennikarki Iulii Modigi z 2014 roku, w którym opisała ona historię tej organizacji, przedstawioną szczegółowo w książce „Osândiți la nemurire: Mișcarea de rezistență «Majadahonda» din Orhei 1940–1941. Povestire documentară” (Skazani na nieśmiertelność: ruch oporu «Majadahonda» w Orhei 1940–1941. Historia dokumentalna) autorstwa profesora Petru Bunacalei i dziennikarza Andreia Calcei.

Grupa wzięła swoją nazwę od siedmiu rumuńskich legionistów, którzy wyruszyli walczyć w hiszpańskiej wojnie domowej. Jej początki sięgają uczniów liceum „Vasile Lupu”, którego były dyrektor, Vasile Mahu, pełnił funkcję burmistrza miasta Orhei w czasie sowieckiej inwazji. Świadomy, że Besarabia zostanie przekazana Związkowi Radzieckiemu, Mahu postanowił ogłosić to publicznie podczas przemówienia kończącego rok szkolny w swojej dawnej szkole, w obecności nauczycieli i uczniów. Powiedział wówczas: „Stoimy u progu okupacji Besarabii przez Sowietów... Dlatego proszę was tylko o jedno: cokolwiek się stanie i jak długo potrwa okupacja, nie zapominajcie, że jesteście krwią z krwi Stefana Wielkiego. Pochodzimy ze starej rumuńskiej winnicy. Bądźcie godni tego, że byliście nauczycielami i uczniami męskiego liceum Vasile Lupu w Orhei.”

Pięć dni później, 3 lipca, Vasile Mahu został aresztowany jako „wróg ludu, klasy robotniczej i chłopstwa”. Skazano go na pięć lat zesłania do Krasnojarska na Syberii za „działalność kontrrewolucyjną” — w praktyce był to jednak wyrok śmierci. Mahu zmarł w jednym z syberyjskich szpitali. Deportacja dyrektora i burmistrza stała się bez wątpienia impulsem dla części jego byłych uczniów z liceum „Vasile Lupu”, którzy postanowili zorganizować się, by przeciwstawić się radzieckim władzom. Niektórzy z nich, jak Ion Bacalu — syn rumuńskiego parlamentarzysty — doświadczyli represji i deportacji już we własnych rodzinach. Pierwsze spotkanie zwołał Anatol Gumă; uczestniczyli w nim m.in. Victor Gumă, Grigore Mihu, Constantin Sârbu oraz Onisim Cozma. W obliczu terroru wprowadzanego przez komunistów młodzi ludzie zdecydowali się stworzyć organizację, której celem była walka „o sprawiedliwość, wolność i godność”.

W pierwszą niedzielę października około trzydziestu młodych studentów, w tym pięć kobiet, zebrało się w lesie na obrzeżach Orhei. Podczas spotkania ustalono wewnętrzną strukturę organizacji, nadano jej nazwę — „Majadahonda” — oraz rozpoczęto wydawanie gazety Cu Fruntea Sus! („Z podniesioną głową”). Przyjęto też przysięgę, którą każdy nowy członek musiał złożyć, aby zostać przyjęty do grupy:

„Ja, obywatel Rumunii, patriota narodu rumuńskiego w prowincji Besarabia, w tych trudnych dla naszego kraju chwilach przysięgam: przysięgam poświęcić siłę i życie w walce z sowieckimi okupantami; przysięgam walczyć wszelkimi możliwymi środkami o wyzwolenie ojczyzny spod jarzma bolszewików; przysięgam walczyć do ostatniej kropli krwi o wyzwolenie Besarabii i zjednoczenie z Ojczyzną; przysięgam, że w razie wpadnięcia w ręce oprawców nie zdradzę sprawy ani nazwisk towarzyszy broni; jeśli pod wpływem tortur ujawnię tajemnice organizacji lub nazwiska kompanów, niech ich przekleństwo i krew spadną nie tylko na mnie, lecz na cały mój lud; jeśli złamię tę przysięgę, niech kara Boga i moich towarzyszy wymaże mnie z powierzchni ziemi jako nikczemnego zdrajcę, a moje imię niech będzie na zawsze wyśmiewane. Śmierć bolszewickim okupantom i zdrajcom narodu!”

Od listopada 1940 roku do stycznia 1941 roku grupa Majadahonda prowadziła różne akcje dywersyjne, rozprowadzając ulotki z antyradzieckimi hasłami i malując na murach napisy takie jak: „Nie wierzcie bolszewickim okupantom!”, „Wracajcie do domu, barbarzyńcy!” czy „Śmierć stalinowskim okupantom!”. Najważniejsza z ich akcji miała miejsce w nocy 25 grudnia. Wówczas młodzi konspiratorzy zdjęli „czerwoną szmatę” i zawiesili rumuńską trójkolorową flagę na najważniejszych budynkach miasta: siedzibie NKWD, dawnej prefekturze, w której urzędował Komitet Komunistycznej Partii, oraz na dawnym ratuszu. Według relacji Olega Frunză, który miał wówczas zaledwie 17 lat, członkowie grupy wykonali również zdjęcia lotniska Ciocalteni, gdzie stacjonowały radzieckie samoloty wojskowe, a następnie przekazali je armii rumuńskiej.

W okresie od lutego do marca 1941 roku NKWD aresztowało członków grupy Majadahonda. 31 maja zakończono śledztwo, a sprawę przekazano do prokuratury wojskowej w Odessie, która następnie zdecydowała o przeniesieniu oskarżonych do Kiszyniowa w celu przeprowadzenia procesu. Rozpoczęcie „Operacji Barbarossa” nie powstrzymało jednak władz sowieckich przed wymierzeniem kary. Proces odbył się między południem 23 czerwca a godziną 7 rano 24 czerwca 1941 roku — trzeciego dnia niemieckiej inwazji na Związek Radziecki. O godzinie 10:20 sąd wojskowy odczytał wyrok:

Kara śmierci przez rozstrzelanie dla: Anatola Gumă, Vichentie Eprova, Grigore Mihu, Victora Brodeţchiego, Anatola Cotuna, Dumitru Interesă, Onisima Cozmy i Mihaila Grăjdianu — za organizowanie i popełnienie „przestępstw kontrrewolucyjnych”. 25 lat więzienia, ze względu na niepełnoletność, dla: Arcadie Ţelea, Victora Gumă, Constantina Sârbu, Eugena Braşoveanu, Iona Bacalu, Pavela Boguşa, Gheorghe Martânova i Olega Frunză. 20 lat więzienia dla: Leonida Budeanu, Vichentie Bivola, Dumitru Stici, Vladimira Alexeeva, Dumitru Avramoglo, Simiona Bobeică, Vsevoloda Ciobanu i Nicolae Cuculescu. 10 lat więzienia dla: Marii Majaru, Veaceslava Aşvitza, Gheorghe Croitora, Sergiu Buiuca, Iacoba Blanaru, Mihaila Druguşa, Vlada Dodona, Anatola Duca, Valeriu Dumitrescu i Petru Cudriţchiego.

Zbliżające się przybycie wojsk niemieckich nie powstrzymało NKWD przed dokonaniem zbrodni. Skazani zostali rozstrzelani 27 czerwca 1941 roku. W swojej książce Petru Bunacalea opisuje, jak już po wojnie dowiedział się o tragicznym losie młodych członków grupy Majadahonda: „Właścicielka domu opowiedziała mi o tragedii, która rozegrała się na podwórzu pobliskiego budynku, tuż pod ogrodzeniem. Była jej świadkiem razem ze swoim mężem. Ze łzami w oczach wspominała grób, który przypadkiem odkrył jej pies, oraz zakrwawionego młodego człowieka, pochowanego żywcem, który zdołał wysunąć głowę z dołu i wypowiedzieć kilka słów. Mówiła też o okrucieństwach popełnionych przez rosyjskich okupantów...
Chłopiec wyznał wszystko, wszystko:
„Było ich ośmiu... ośmiu zabitych w dole pod ogrodzeniem... Świat musi wiedzieć, jakie zbrodnie popełnili antychryści... Ich imiona nie mogą zostać zapomniane.” Przysiągłem jej, że zachowam to w tajemnicy. W 1950 roku ponownie przyjechałem do Kiszyniowa, by odnaleźć rodzinę, która opowiedziała mi tę tragiczną historię. Lecz już ich nie było. Sąsiedzi powiedzieli mi, że w 1949 roku zostali deportowani — i że lepiej nie pokazywać się w tej okolicy. Nigdy więcej nie dowiedziałem się niczego o ich losie.”

Podczas procesu przed sądem wojskowym Anatol Gumă, lider grupy Majadahonda, wygłosił mocne i jednoznaczne oświadczenie: „Walczę z przekonania przeciwko reżimowi okupacyjnemu, który odebrał nam wolność. Mój cel jest jasny – zjednoczenie z Ojczyzną poprzez obnażenie i zdyskredytowanie reżimu w Besarabii”. Na zakończenie dodał z pasją: „Jestem młody, kocham życie i wolność. Każdy dziewiętnastolatek kocha życie i gotów jest o nie walczyć”. Słowa Gumy nie były tylko deklaracją – były świadectwem młodzieńczej odwagi i niezłomnej woli walki o własną Ojczyznę.

Alvaro Penas

Publikacja za zgodną Autora.

Tekst źródłowy – ZOBACZ.