Historyk wyjaśnia, że szef banku centralnego „wskazuje ścieżkę pozyskiwania pieniędzy z ustawową gwarancją przeznaczenia ich na zbrojenia”.
- „Te pieniądze i tak będą generowane - zatem nie są to jakieś nowe pieniądze, których bez SAFE 0 by nie było. Byłyby, ale trafiałyby do dyspozycji rządu, który mógłby przeznaczać je na dowolne działania budżetowe. Tymczasem proponowana ustawa zmusza do przekazania ich na zbrojenia. To właśnie jest sednem sporu. Nie ma tu nic o drukowaniu pustych pieniędzy - co sugeruje propaganda rządowa. Trudno też przyjąć, że nie ma tu w ogóle żadnych pieniędzy, bo jeśli tak, to skąd tak ostry sprzeciw rządzących. Jest kwestia ich dysponowania”
- pisze.
Zwraca uwagę, że w przeciwieństwie do unijnego programu, propozycja prezydenta daje rządowi możliwość inwestowania w zbrojenia bez żadnych zewnętrznych ograniczeń i nie oznacza gigantycznego zadłużenia Polski, które spłacać musiałyby kolejne pokolenia.
- „Unika się mechanizmu warunkowości, który pozwalałby na odmowę kolejnych transzy kredytu pod dowolnymi pretekstami. Doświadczenie z KPO przekonuje, że jest to jak najbardziej realne zagrożenie”
- zauważa.
Autor wskazuje też na konieczność złożenia do maja zamówień w ramach unijnego programu.
- „Ludzie znający się na kwestiach produkcji uzbrojenia twierdzą, że nie ma mowy o wykorzystaniu w tak krótkim czasie oferowanych przez UE funduszy na rozbudowę polskich projektów produkcji uzbrojenia, bo sam proces ich planowania może realnie sięgać najwcześniej 2030 r. Konieczność uwzględniania warunku, że 80% komponentów zamawianego sprzętu musi być produkcji europejskiej wyklucza zakupy nowoczesnego sprzętu pozaeuropejskiego (amerykańskiego, czy koreańskiego bo przecież czołgi czy samoloty tejże produkcji nie spełniają tych kryteriów). Przemysł europejski zaś jest póki co niezdolny do wyprodukowania w krótkim czasie tego co potrzebujemy teraz a nie w połowie lat 30-tych”
- podkreśla.
Prof. Żurawski vel Grajewski zaznacza, że „europejski SAFE nakłada na Polskę poważne ciężary finansowe na dziesięciolecia, ogranicza swobodę decyzji co do zakupów i partnerów, uniemożliwia nabywanie najnowocześniejszego sprzętu w rozsądnych terminach i daje KE narzędzie dyscyplinowania kolejnych rządów RP, gdyby te sprzeciwiały się jej linii politycznej w dowolnych kwestiach”. Wskazuje, że takie warunki „proponowano państwom półkolonialnym w XIX w.”.
- „Nie wolno ich przyjmować”
- stwierdza.
Od tych wszystkich zagrożeń Polskę uwalnia zaproponowany przez prezydenta „Polski SAFE 0 proc.”, choć jak zauważa autor, on również ma pewne wady.
- „(…) ustawowo redukuje wpływy do budżetu, które można by wydawać na inne potrzeby niż zbrojenia. Rząd będzie miał zatem mniej pieniędzy do dysponowania niż mógłby mieć - i na które liczył - i stąd ten krzyk”
- wyjaśnia.
- „Zachowanie suwerenności decyzji ma wszakże swoją cenę. Przedmiotem sporu nie jest tu bowiem, czy będą fundusze na konieczne zbrojenia czy ich nie będzie i wobec tego bezpieczeństwo kraju zostanie narażone. To fałszywa narracja. Oba rozwiązania fundusze na zbrojenia gwarantują. Rozwiązanie prezydenckie znajduje je w środkach własnych, rozwiązanie popierane przez rząd w kredytach zewnętrznych. Rozwiązanie prezydenckie zmusza rząd do redukcji wydatków w innych dziedzinach uniezależniając jednocześnie decyzje o zakupach broni od czynników zewnętrznych, rozwiązanie rządowe przeciwnie - krępuje swobodę decyzji w tej kwestii uzależniając ten i kolejne rządy w bardzo poważnym stopniu od czynników zewnętrznych, ale obiecuje, ze będą one miały więcej pieniędzy w budżecie na inne - pozawojskowe wydatki, niz przy przyjęciu rozwiązania prezydenckiego. To jest przedmiotem decyzji”
- dodaje.
