Parlament Europejski zdecydował w środę o skierowaniu umowy UE–Mercosur do TSUE, aby zbadać jej zgodność z traktatami unijnymi. W praktyce oznacza to opóźnienie ratyfikacji co najmniej o kilka miesięcy. Dla części państw była to długo oczekiwana decyzja, dla innych – poważna przeszkoda w realizacji planów gospodarczych.

Najostrzej zareagował kanclerz Niemiec Friedrich Merz, który uznał decyzję europarlamentu za „godną ubolewania” i „błędnie oceniającą sytuację geopolityczną”. Wezwał przy tym do jak najszybszego, tymczasowego wejścia umowy w życie, przekonując o jej pełnej legalności. Ten ton nie pozostał bez odpowiedzi w Polsce.

„Uderz w stół, a… Niemcy się odezwą! To wiele tłumaczy, dlaczego rząd Tuska odpuścił zablokowanie umowy z krajami Mercosuru” – napisał Jarosław Kaczyński na serwisie X. Prezes PiS stwierdził wprost, że to Berlin jest głównym beneficjentem porozumienia, a słabość działań polskiego rządu nie jest przypadkowa.

Umowa UE–Mercosur została formalnie zawarta w Asunción, po uzyskaniu zgody większości państw członkowskich Unii. Przeciwko porozumieniu opowiedziały się m.in. Polska, Francja, Austria, Irlandia i Węgry. Mimo sprzeciwu, koalicja państw popierających – z Niemcami i Hiszpanią na czele – przeforsowała dalszy proces ratyfikacyjny.

Zgodnie z zapisami umowy rynki państw Mercosuru mają zostać szeroko otwarte na towary przemysłowe z UE, w tym samochody, maszyny i leki. Komisja Europejska, kierowana przez Ursulę von der Leyen, szacuje, że sam sektor motoryzacyjny może zwiększyć eksport nawet o 20 mld euro, co oznacza wzrost rzędu 200 proc. Krytycy wskazują jednak, że największym beneficjentem tych zmian będzie niemiecki przemysł.

W zamian Unia zgadza się na preferencje celne dla produktów rolnych z Ameryki Południowej – w tym wołowiny, drobiu, cukru, etanolu i nabiału. To właśnie ten element porozumienia budzi największy sprzeciw w Polsce i innych krajach europejskich. Organizacje rolnicze alarmują, że napływ taniej żywności, produkowanej według mniej restrykcyjnych norm środowiskowych i sanitarnych, może doprowadzić do trwałego osłabienia europejskiego rolnictwa.

W najnowszych komentarzach politycznych pojawia się również wątek politycznej gry wokół TSUE. Skierowanie umowy do trybunału daje rządom przeciwnym porozumieniu czas, ale – jak zauważają eksperci – nie gwarantuje jego trwałego zablokowania. Tymczasem presja ze strony Berlina rośnie, co według Jarosława Kaczyńskiego pokazuje, że stawką są nie abstrakcyjne „europejskie wartości”, lecz bardzo konkretne interesy gospodarcze.