Szef resortu sprawiedliwości wziął udział w programie „Duży w Maluchu” na YouTube, w ramach którego udzielał wywiadu, prowadząc Fiata 126. W pewnym momencie na nagraniu widzimy, jak minister przejeżdża przez przejście dla pieszych w momencie, w którym znalazła się na nim piesza.
- „Proszę uważać!”
- zaalarmował prowadzący program Filip Nowobilski.
- „Coś się stało?”
- zapytał zdziwiony kierowca.
- „Przejechał Pan prawie po tej pani”
- wyjaśnił dziennikarz.
- „Nie no, gdzie, pani była jeszcze daleko od nas. Proszę mi wierzyć, ja naprawdę jeżdżę bardzo bezpiecznie”
- zapewnił minister.
Ostatecznie minister Żurek zrzekł się immunitetu i został ukarany mandatem za wykroczenie.
Dziennikarz się tłumaczy
Kiedy sprawa wywołała burzę w mediach, autor programu „Duży w Maluchu” Filip Nowobilski opublikował nagranie, na którym tłumaczy, że jego intencją nie było zaszkodzenie ministrowi.
- „Zależało mi, żeby tego wywiadu nie ciąć. Żeby opublikować jeden do jednego, aby później być wolnym od wszelkich zarzutów, że starałem się wpłynąć w jakikolwiek sposób na treść i przebieg filmu. To, co istotne, to pan minister, myślę że nie miał żadnych zastrzeżeń co do przebiegu rozmowy”
- powiedział.
Dalej odniósł się do samego zdarzenia na przejściu dla pieszych.
- „Faktycznie, w ostatnim fragmencie wywiadu zareagowałem nieco impulsywnie, zwracając uwagę na to, że pan minister najechał na pasy, gdy już był na nich pieszy, To był taki odruch. Bo ja go mam zawsze, z tego tytułu, że niestety moi goście na co dzień nie mają do czynienia z takim starym samochodem, jakim jest maluch”
- tłumaczył.
- „Maluch nie ma wspomagania, maluch nie ma tych wszystkich systemów bezpieczeństwa”
- wymieniał.
Wreszcie dziennikarz przyznał, że „smutno mu było, gdy pan minister na jednej z konferencji wspomniał o jego teatralnym zachowaniu”.
- „Absolutnie to nie było moją intencją. Intencją było po prostu bezpieczeństwo”
- zapewnił.
Podkreślił, że „w żaden sposób nie chciał grać tym tematem”. Zaapelował też do widzów, by zwrócili uwagę na całą rozmowę, a nie jedynie sytuację na pasach.
- „Nie można, moim zdaniem, oceniać jakiegokolwiek polityka przez pryzmat tej czy innej sytuacji, w obliczu tego, że na jego barkach spoczywa niezwykle duża odpowiedzialność”
- stwierdził.
Youtuber, który nagrał, jak Żurek łamie przepisy, tłumaczy się, że nie chciał eksponować tego fragmentu, poza tym jego impulsywny odruch, który wykonał, to on zawsze tak ma. Jest mu smutno, że Żurek na jednej z konferencji oskarżył go o teatralne zachowanie.
— Waldemar Kowal (@waldemar_kowal) February 1, 2026
Żurek nadal bezkarny pic.twitter.com/4umWYAux2c
Wildstein: To jest aż nie do uwierzenia
Postawę dziennikarza skomentował w mediach społecznościowych Dawid Wildstein.
- „Ten biedny typ właśnie wypuścił nagranie... w którym de facto przeprasza i prosi o wybaczenie. Kogo? Żurka i Uśmiechniętą Władzę. To nie żart. Musicie to zobaczyć. To jest aż nie do uwierzenia”
- pisze publicysta.
Jego zdaniem, „to pokazuje terror środowiskowy, jaki zwolennicy władzy są w wstanie uskutecznić. To, co oni robią tym ludziom, w tych wolnych mediach, w GW, TVNach i innych”.
- „Ale zauważcie, że nie może być inaczej. Bo bycie funkcjonariuszem medialnym Uśmiechniętej Władzy to nie jest bycie prawicowym czy lewicowym. To jest absolutny brak jakichkolwiek poglądów, idei, wartości i absolutna wierność politykom- dlatego najmniejsze nawet odstępstwo traktowane jest jak ostateczny grzech”
- przekonuje.
