- „Ogłosiliśmy postępowanie na zakup 20 elektrycznych zespołów trakcyjnych przystosowanych do prędkości 320 km/h, wraz z usługą ich utrzymania oraz zaprojektowaniem i budową zaplecza technicznego. Przewidzieliśmy także możliwość zamówienia dodatkowych 35 pojazdów. Nowe pociągi dużych prędkości wprowadzą nową jakość podróży na trasach krajowych i międzynarodowych oraz pozwolą w pełni wykorzystać potencjał nowej infrastruktury kolejowej”

- pochwaliło się PKP Intercity 30 grudnia ub. roku.

Do sprawy za pośrednictwem Facebooka postanowiła odnieść się ambasada Niemiec w naszym kraju.

- „Bardzo cieszą nas wiadomości od PKP Intercity. Pociąg do podróży, które ogłosiło przetarg na pociągi dużych prędkości osiągających prędkość do 320 km/h”

- czytamy.

Skąd ta radość? Jeszcze w grudniu poseł PiS Michał Moskal alarmował, że przetarg został rozpisany w sposób eliminujący polskich, a faworyzujący niemieckich przedsiębiorców.

- „Dla Polski ze względów geograficznych i z powodu sieci osadniczej optymalna prędkość pociągów to 250 km/h. Wyższa prędkość, czyli 320 km/h, to ukłon w stronę zagranicznych producentów taboru kolejowego takich jak np. niemiecki Siemens. Poza tym to wyższe koszty eksploatacji, droższe bilety kolejowe oraz homeopatyczne skrócenie czasu podróży przy zdecydowanie wyższych kosztach”

- zauważył.

- „Ani bydgoska PESA, ani nowosądecki Newag, ani poznański FPS Cegielski nie będą w stanie wystartować w takim przetargu - kilkanaście miliardów złotych przypadnie zagranicznemu producentowi, np. niemieckiemu Siemensowi”

- dodał.