Kto śledzi życie Kościoła ten wie, że od ponad 50 lat to właśnie sprawa liturgii jest jedną z najbardziej dzielących katolików. Wszystko za sprawą gwałtownych reform, które przeprowadził papież Paweł VI. Powoływał się na wolę II Soboru Watykańskiego, którą wyrażono w konstytucji „Sacrosanctum concilium”. Jednak wiele szczegółów jego reformy liturgicznej nie było ściśle zaczerpniętych z tej konstytucji – stanowiło raczej „kreację własną” grupy bardzo progresywnych ekspertów, których Paweł VI zaprosił do opracowania nowego rytu Mszy świętej. Eksperci mieli na widoku cel ekumeniczny, dlatego starali się tak ukształtować liturgię, by ta była bardziej akceptowalna z perspektywy protestanckiej. Gdy dodać do tego rozpowszechnioną po II Soborze Watykańskim swobodę w podejściu do prawa kościelnego, efektem stał się spory bałagan. Nic dziwnego, że wielu przeciwko temu protestowało, domagając się „zresetowania” sytuacji poprzez powrót do Mszy trydenckiej, odprawianej w Kościele bez większych zmian przez setki lat, aż do soboru.

Sytuację próbował uzdrowić Benedykt XVI wprowadzając pełną swobodę sprawowania Mszy świętej w nowym i starym rycie, jak kto woli. Jego propozycja nie przetrwała długo. W 2021 roku Franciszek ogłosił dokument „Traditionis custodes”, w którym nałożył poważne ograniczenia na sprawowanie Mszy trydenckiej. Co więcej, wyraźnie zadekretował tam „śmierć” dawnej liturgii: stwierdził, że tylko i wyłącznie zreformowana Msza święta jest właściwa i docelowo musi być wyłączna. Efektem było i wciąż jest likwidowanie kolejnych miejsc celebracji dawnej liturgii na całym świecie, także w Polsce.

 

Wielu katolików miało nadzieję, że tę sytuację zmieni papież Leon XIV. Początek roku 2026 przyniósł tu jednak bardzo poważny znak zapytania. W dniach 7-8 stycznia Ojciec Święty zebrał w Rzymie kardynałów z całego świata. Chciał się z nimi naradzić nad najważniejszymi sprawami dla Kościoła. Zaproponował cztery tematy rozmowy: synodalność, ewangelizację, reformę Kurii Rzymskiej, liturgię. Kardynałowie wybrali dwa pierwsze – o liturgii rozmawiać nie chcieli. Jak mówiło później wielu z nich, uznano ten temat za drugorzędny.

Inaczej sprawę oceniła jednak sama Kuria Rzymska. Do działania przeszedł prefekt najważniejszego urzędu liturgicznego Kościoła katolickiego – kardynał Arthur Roche z Dykasterii ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. To właśnie ten purpurat po roku 2021 wdrażał w życie zapisy „Traditionis custodes”, podejmując decyzję o zamykaniu kolejnych miejsc celebracji Mszy trydenckiej. Na konsystorzu Arthur Roche postanowił rozdać wszystkim kardynałom dwustronicową notkę złożoną z 11 punktów. Została opublikowana w sieci przez włoskie i angielskie media, w obu językach.

Kardynał Roche zdecydowanie skrytykował Mszę trydencką. Napisał, że w Kościele rzymskim jest miejsce tylko na jeden ryt Mszy świętej – i jest to Novus Ordo Missae, czyli Msza zreformowana. Powołał się na najwyższe autorytety. Przywołał Ojca Świętego Franciszka, II Sobór Watykański i wreszcie samego Ducha Świętego. Kto jest za Mszą trydencką, ten sprzeciwia się woli ich wszystkich, sugerował wyraźnie.

Co więcej, purpurat odwołał się też do… świętego papieża Piusa V – tego samego, który w roku 1570 ogłosił bullę „Quo primum” towarzyszącą wydaniu Mszału Rzymskiego. W bulli św. Pius V nakazywał sprawowanie Mszy świętej zgodnie z ustalonym, jednolitym obrzędem – to właśnie Msza trydencka. Z niewielkimi tylko zmianami przetrwała do soboru. Odwołanie do Piusa V po to, by uzasadnić odrzucenie Mszy trydenckiej jest zatem dość kuriozalne. Tym więcej, że święty papież zdecydował się wówczas ujednolicić ryt mszalny, by dać odpór protestanckim błędom – tymczasem zreformowana przez Pawła VI Msza święta ma właśnie wyraziście „ekumeniczny” czyli „wychodzący” do protestantów charakter. Papier przyjmie wszystko; przyjął też argumentację kardynała Roche’a.

Pytanie, które stawiają sobie dziś wszyscy zainteresowani sprawą katolicy, brzmi: czy notka prefekta Dykasterii ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów ma poparcie samego Ojca Świętego? Nie mam wątpliwości – kardynał nie mógł rozdać takiego dokumentu wszystkim kardynałom obecnym na pierwszym konsystorzu Leona XIV bez uzyskania uprzedniej zgody papieża. W tym sensie jest oczywiste, że zgoda była. Wcześniej Ojciec Święty dość wyraźnie komunikował, że choć chce rozwiązać problem i spory wokół Mszy trydenckiej, to zarazem… nie rozumie szczegółów tego problemu i się nim po prostu nie interesuje.

Jeżeli odda sprawę w ręce kardynała Roche’a, ufając, że linia przyjęta przez Franciszka była właściwą, oznacza to tylko jedno: dalsze napięcia w Kościele i w krajach zachodnich – w tym w Polsce – dalszy znaczący rozrost tych środowisk tradycjonalistycznych, które nieszczególnie przejmują się papieskimi decyzjami, jak Bractwo Kapłańskie św. Piusa X.

Zamiast liturgicznego pokoju może nas czekać kolejna odsłona trwającej już ponad pół wieku wojny.