W sieci można znaleźć wiele nagrań z wystąpieniami Kralki. Były ksiądz głosił dość typową dla charyzmatyzmu wizję świata, zwłaszcza w kontekście uzdrowień. Ot, jakaś kobieta miała odsłuchiwać charyzmatycznej konferencji w sieci, nagle poczuła, że jakieś słowo jest skierowane właśnie do niej i została cudownie uzdrowiona z bezpłodności. To tylko jeden przykład, ale typowy dla magicznego sposobu myślenia duchowości charyzmatycznej.
Narracja tego rodzaju powinna wzbudzić natychmiastową czujność przełożonych. Nie wzbudziła, bo charyzmatyzm stał się na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat istotnym składnikiem polskiego katolicyzmu.
Abstrahuję teraz od Krzysztofa Kralki i jego posługi, bo chcę zwrócić uwagę na całość problemu. Magiczne postrzeganie uzdrowień, kładzenie nacisku na rozwój osobisty, łączenie wiary z osiąganiem sukcesu życiowego, normalizacja cudów jako nieledwie zwykłego elementu życia chrześcijańskiego - to wszystko jest nicią przewodnią głoszenia bardzo wielu charyzmatycznych duchownych i liderów. Do tego dochodzą jeszcze różnego rodzaju nader wątpliwe praktyki: tak zwany spoczynek w Duchu Świętym, chrzest w Duchu Świętym, rzekome mówienie językami i tak dalej. Ks. prof. Andrzej Kobyliński, jeden z nielicznych polskich duchownych, który profesjonalnie zajmuje się tymi zjawiskami, mówi wprost o przeniknięciu do Kościoła katolickiego w Polsce duchowości zielonoświątkowej. Zabobonne praktyki zaczerpnięte z szamanizmu, który zyskał popularność w ruchach protestanckich w USA, Ameryce Południowej czy Afryce, stały się akceptowalne również w Polsce - choć nie mają nic wspólnego z katolicką Tradycją. Duchowny mówił o tym szeroko w znakomitym wywiadzie dla portalu Fronda z 2024 roku, do którego odsyłam Czytelnika. „Wszystko wskazuje na to, że także w Polsce we wspólnotach charyzmatycznych mamy tysiące ofiar nadużyć duchowych, które w najbliższych latach uświadomią sobie swoją krzywdę i będą się domagać od władz Kościoła katolickiego gigantycznych odszkodowań finansowych” – wskazywał wtedy ks. Andrzej Kobyliński. Trudno się z tym nie zgodzić, obserwując coraz liczniejsze, niepokojące wydarzenia w życiu kościelnym w Polsce.
Nie wiem, jakie były motywacje jego decyzji o odejściu ze zgromadzenia pallotynów. Nie mam wystarczającej wiedzy, by go oceniać, ale jedno można stwierdzić jednoznacznie, myśląc o całości zjawiska charyzmatyzmu. Duchowość charyzmatyczna, zwłaszcza w kontekście rozumienia kapłaństwa, nie jest do pogodzenia z duchowością katolicką. Charyzmatyzm zasadza się na budowaniu niezwykle emocjonalnej więzi religijnej, opartej na emocjach, gwałtownych przeżyciach, intensywnych wydarzeniach. Nie ma to nic wspólnego z ujęciem katolickim, które, choć nie neguje roli emocji, na pierwszy plan wysuwa rozum. Człowiek wierzący, oświecony łaską, w świadomy i racjonalny sposób przyjmuje Chrystusa za swojego Pana i Zbawiciela.
Nie zakłada to ekstatycznego padania na ziemię, emocjonalnego śpiewu w tłumie pod przewodnictwem charyzmatycznego lidera, oczekiwania na cudowne natychmiastowe uzdrowienia ani wreszcie mówienia „językami”, czyli bezładnego paplania, które miałoby otwierać na działanie Ducha Świętego. W ujęciu charyzmatycznym kapłaństwo staje się wątpliwe. Jako posługa urzędowa, ujęta w konkretne ramy i zasadzająca się na sakramentach, zaczyna przeszkadzać, niejako blokować „swobodę” emocjonalnego kontaktu z boskością, która stanowi istotę charyzmatyzmu. Dlatego nie dziwi mnie, że księża prowadzący posługę w tym nurcie, nie wytrzymują i odchodzą. To, co reprezentują, po prostu nie jest zgodne z katolicką nauką i wypracowanym na przestrzeni wieków rozumnym systemem kapłaństwa.
Zainteresowanego tym problemem czytelnika raz jeszcze odsyłam do publikacji ks. prof. Andrzeja Kobylińskiego. Całą ich listę można znaleźć w innym artykule na portalu Fronda.pl. Dobrze, by zapoznali się z nimi zwłaszcza duchowni, w tym biskupi. Tego, co już wydarzyło się w Polsce, nie da się wprawdzie łatwo odwrócić – charyzmatyzm zapuścił zbyt silne korzenie. Dzięki świadomej pracy można jednak podjąć starania dla ograniczenia szkód. Zarówno takich, jak odejścia z kapłaństwa, jak i takich, które siłą rzeczy musi generować ułomna duchowość oparta na emocjach.
