Mariusz Paszko, Fronda.pl: W debacie nad nowelizacją ustawy pojawia się zarzut, że utrzymanie centralnej roli BIK to ograniczanie konkurencji na rynku informacji. Czy jednak w przypadku tak wrażliwych danych jak historia kredytowa milionów Polaków, klasyczny model wolnorynkowy nie niesie ze sobą zbyt dużego ryzyka dla bezpieczeństwa danych i systemu finansowego?

Dr Mariusz Cholewa: W gospodarce wolnorynkowej konkurencja jest zazwyczaj pożądana, ale istnieją obszary o znaczeniu strategicznym, gdzie fundamentem musi być zaufanie i bezpieczeństwo, a nie tylko walka o rynkowe udziały. Dane finansowe Polaków to nie są zwykłe informacje statystyczne – to wrażliwe zapisy naszych życiowych decyzji, a czasem i momentów słabości. Rozproszenie tych danych pomiędzy wiele prywatnych podmiotów, motywowanych czasami krótkoterminowym zyskiem, tworzy „więcej drzwi” do świata naszej prywatności, co w dobie zagrożeń hybrydowych i cyberwojny jest skrajnie ryzykowne.

Rynek informacji kredytowej to infrastruktura zaufania publicznego, oparta o tajemnicę bankową. Centralizacja w ramach stabilnego, nadzorowanego podmiotu gwarantuje, że dane są chronione solidnymi zamkami, a nie podlegają rozproszeniu, które zawsze prowadzi do chaosu informacyjnego i wyższych kosztów dla samego konsumenta.

Często słyszymy, że dane są bezpieczne, bo system jest nadzorowany. Dlaczego BIK kładzie tak duży nacisk na to, kto jest właścicielem instytucji przetwarzającej dane i jakie realne zagrożenia widzi Pan w przypadku podmiotów należących do osób prywatnych?

Struktura właścicielska to nie jest techniczny detal, lecz fundament odpowiedzialności. BIK jest kontrolowany przez banki, w tym podmioty państwowe, działające w najbardziej rygorystycznie nadzorowanym sektorze gospodarki. To daje gwarancję stabilności i odporności na nagłe zmiany właścicielskie.

Zupełnie inaczej wygląda to w przypadku biur informacji gospodarczej w większości skoncentrowanych wokół osób prywatnych. Tam decyzja o sprzedaży udziałów przypadkowemu, nawet zagranicznemu inwestorowi, może zapaść szybko i bez analizy jego intencji czy systemowych gwarancji bezpieczeństwa. W obecnej sytuacji geopolitycznej, gdy dane finansowe stały się elementem infrastruktury krytycznej państwa, nie możemy sobie pozwolić na ryzyko, by baza danych o milionach Polaków stała się przedmiotem łatwego handlu.

Skoro BIK pełni rolę zaufanego gospodarza danych kredytowych, to czy planuje Pan dalszy rozwój rozwiązań, które – obok najwyższych standardów bezpieczeństwa – pomagają wykorzystywać dane w sposób proporcjonalny i odpowiedzialny, tak aby wspierały rzetelną ocenę sytuacji konsumenta, a nie prowadziły do jego stygmatyzacji, czy wykluczenia?

Naszą misją jest wspieranie rzetelności, a nie stygmatyzacja. W BIK wychodzimy z założenia, że technologia ma służyć człowiekowi, a informacje przekazywane do BIK mają być przede wszystkim narzędziem budowania wiarygodności. Chcemy, aby system był sprawiedliwy i przejrzysty - każdy Polak ma prawo wiedzieć, co wpływa na ocenę jego zdolności kredytowej i mieć pewność, że jest oceniany na podstawie faktów, a nie domysłów czy niepełnych danych.

Z perspektywy BIK kluczowe jest utrzymanie równowagi między ochroną konsumentów a dostępnością bezpiecznych produktów finansowych i konsekwentnie stoimy na stanowisku, że bezpieczeństwo klientów i stabilność rynku zapewnia jak najszerszy, legalny obieg danych o zobowiązaniach - to on umożliwia adekwatną ocenę ryzyka, lepsze warunki dla rzetelnych kredytobiorców, skuteczniejszą ochronę przed nadmiernym zadłużeniem, ale także pomoc kiedy pojawią się problemy. W ramach wdrażania unijnej dyrektywy CCD2, która przewiduje systemowe poradnictwo oddłużeniowe, przygotowujemy się do wspierania tego procesu. BIK będzie bezpłatnie udostępniał dane w celu wspierania procesów oddłużeniowych konsumentów uczestniczących w tym programie. Chcemy, aby osoba w kryzysie finansowym miała dostęp do pełnej wiedzy o swojej sytuacji, co jest pierwszym krokiem do wyjścia na prostą. To wyraz naszej odpowiedzialności społecznej – dane mają pomagać w naprawie domowych budżetów, a nie być barierą nie do przejścia.

Równolegle rozwijamy narzędzia ochronne, jak nasza Platforma Weryfikacji Behawioralnej. Pozwala ona chronić środki obywateli poprzez rozpoznawanie ich unikalnego, niemal podświadomego sposobu korzystania z urządzenia (np. tempa pisania czy sposobu trzymania telefonu), nie poprzez śledzenie tego, co robią. To „cyfrowa tarcza”, która rozpoznaje właściciela konta po jego naturalnych odruchach, chroniąc często dorobek życia przed cyberprzestępcami.

Po sprzedaży długu do firmy windykacyjnej, informacja o kliencie często staje się niepełna lub wręcz znika z systemu. Dlaczego uporządkowanie tego obszaru i wprowadzenie obowiązku raportowania przez firmy windykacyjne jest przedstawiane przez Pana jako korzyść dla konsumenta?

Dziś po sprzedaży długu do firmy windykacyjnej, historia kredytowa często „urywa się” – znika z pola widzenia instytucji finansowych i BIK. To ogromna niesprawiedliwość wobec konsumenta i problem o ogromnej skali. Brak raportowania po cesji wierzytelności może dotyczyć nawet kilku milionów osób. W ciągu ostatnich sześciu lat do firm windykacyjnych sprzedano ponad 3,3 mln kredytów i pożyczek o wartości blisko 40 mld zł.

Jeśli ktoś potknął się, ale potem rzetelnie spłacił dług u windykatora, a system tego nie widzi, taka osoba może zostać na dłużej wykluczona z rynku finansowego. Obowiązek raportowania przez firmy windykacyjne przywraca ciągłość historii kredytowej. Daje to konsumentowi prawo do bycia ocenianym na podstawie faktów, a nie luk w danych. To realna szansa na powrót do formalnego systemu finansowego dla milionów osób, które wyszły na prostą.

W artykule dla „Rzeczpospolitej” przytacza Pan alarmujące dane o „rolowaniu długu” - średnio 10 pożyczek rocznie na osobę. Skoro BIK widzi te zjawiska niemal w czasie rzeczywistym, to jakie konkretne zmiany w przepisach są potrzebne, aby system mógł realnie chronić Polaków przed wpadnięciem w spiralę długów?

Dane, którymi dysponujemy w BIK, są sygnałem ostrzegawczym dla całego systemu. Zjawisko „rolowania długu” to niebezpieczna pętla: statystyczny klient z tej grupy zaciąga średnio 10 pożyczek krótkoterminowych w ciągu roku, co w praktyce oznacza spłacanie jednych zobowiązań kolejnymi, zazwyczaj coraz droższymi. Nasze analizy pokazują, że aż co czwarty klient banku, który zaczyna korzystać z takich pożyczek, już po roku ma poważne opóźnienia w spłacie, przekraczające 90 dni.

Aby realnie chronić Polaków, potrzebujemy zmian, które wprowadza nowelizacja ustawy o kredycie konsumenckim implementująca unijną dyrektywę CCD2. Kluczowe są trzy filary. Przede wszystkim pełna wiedza o zobowiązaniach. Musimy monitorować nie tylko kredyty, ale i dynamicznie rosnące sektory, jak płatności odroczone, które np. dla młodych ludzi są często pierwszym krokiem do zadłużenia. Ochrona konsumenta nie może kończyć się w momencie podpisania umowy. Potrzebujemy przepisów, które obejmują cały „cykl życia” długu - od badania zdolności kredytowej, przez monitorowanie spłat, aż po ewentualną restrukturyzację. I to jest drugi element.  Ostatni to wsparcie zamiast szarej strefy.  Celem powinno być zbudowanie systemu, który w porę mówi „stop”, chroniąc przed braniem zobowiązań, które narażają stabilność domowych budżetów, ale jednocześnie pozwala rzetelnym osobom korzystać z bezpiecznego finansowania.

Jak wygląda obecnie stan polskiej gospodarki i portfeli Polaków?

Obecny obraz polskiej gospodarki i kondycji finansowej naszych rodaków napawa ostrożnym optymizmem, choć pod powierzchnią pozytywnych wskaźników makroekonomicznych wciąż kryją się wyzwania wymagające systemowej czujności. Można odnieść wrażenie, że po trudnych latach wychodzimy na prostą. Sprzyja nam przede wszystkim wyraźne obniżenie inflacji, spadek stóp procentowych oraz realny wzrost wynagrodzeń.

Jakość spłat kredytów poprawia się w ostatnich latach – udział zaległości w portfelu kredytowym obniża się we wszystkich produktach. Udział wartości zobowiązań opóźnionych w spłacie ponad 90 dni w całym portfelu kredytów i pożyczek prywatnych wyniósł w lutym 2026 r. 5,1% w porównaniu do 5,8% zanotowanych na koniec 2023 r. Co istotne, szkodowość nowych zobowiązań udzielanych w ostatnich kilku latach jest niska i stabilna.

Większa zasobność portfeli sprawia, że Polacy odzyskują oddech i coraz rzetelniej podchodzą do regulowania swoich zobowiązań, co potwierdzają dane z Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor wchodzącego w skład Grupy BIK. Po raz pierwszy od dłuższego czasu obserwujemy zjawisko, w którym jednocześnie maleje liczba dłużników oraz łączna kwota zaległych płatności. Na koniec grudnia 2025 roku było 2,4 mln osób z zaległościami przekraczającymi 81,3 mld zł, jednak warto zauważyć, że tylko w ciągu ostatniego roku z baz ubyło ponad 140 tysięcy niesolidnych płatników, a suma ich długów zmniejszyła się o 3,5 mld zł. Ten trend spadkowy jest znacznie silniejszy niż w poprzednich latach, co może wskazywać na utrwalanie się pozytywnych postaw finansowych w społeczeństwie.

Niestety, ten optymistyczny krajobraz ma też swoje cienie, które z perspektywy stabilności państwa i bezpieczeństwa finansowego rodzin muszą budzić niepokój. Choć ogólna liczba dłużników spada, to u osób, które wciąż mają problem z terminowym regulowaniem swoich zobowiązań, skala problemów narasta. Średnie zaległe zadłużenie wzrosło do poziomu niemal 34 tys. zł. Przy kumulacji różnych długów, od czynszów, nieopłaconych rachunków za prąd czy telefon, po niespłacone pożyczki, staje się barierą niezwykle trudną do pokonania.

Uprzejmie dziękuję Panu za rozmowę.