Tomasz Wandas, Fronda.pl: Jak ocenia Pan wystąpienie Donalda Trampa w Davos?
Romuald Szeremietiew: Było to bardzo ważne wystąpienie i chyba takie, które wywróciło cały koncept tego spotkania, które mieli organizatorzy.
Na co szczególnie warto Pana zdaniem zwrócić uwagę? Dlaczego?
Prezydent Trump mówił bardzo długo i powiedziałbym tak, pojawiły się głosy że było to bełkotliwe wystąpienie „od Sasa do lasa” itd., tymczasem to rzeczywiście długie wystąpienie było bardzo dobrze skonstruowane i opowiadane w stylu trumpowskim. Zawierało ono moim zdaniem najważniejsze przesłanie, które wynika z tego co w tej chwili dzieje się w Stanach Zjednoczonych i co USA chcą zrobić na świecie. Mianowicie jest to wyraźne powiedzenie, że głównym elementem w relacjach Stanów Zjednoczonych będzie też ocena ewentualnych partnerów pod względem spójności cywilizacyjnej w tym co chce osiągnąć przywództwo Stanów Zjednoczonych. W końcowej części swojego wystąpienia prezydent Trump powiedział, że można mówić o pieniądzach, gospodarce itd., ale jeśli nie będzie odpowiednich wartości cywilizacyjnych realizowanych w państwie, to do niczego się nie dojdzie. Wskazał on Europę Zachodnią, która odeszła od wartości cywilizacyjnych o których mówią między innymi przywódcy USA. Tutaj jest rzecz moim zdaniem najważniejsza i jest to szansa dla Europy Środkowej, w szczególności dla Polski, która jawi się Trumpowi od dłuższego czasu jako kraj, który wartościom ciągle jest wierny.
Co sądzi Pan o pomyśle powołania Rady Pokoju?
Jest to bardzo interesujący pomysł. Sądzę, że nasz prezydent, Karol Nawrocki, powinien uczestniczyć w tej Radzie dlatego, że Trump chce zbudować taki element – powiedziałbym – współpracy, w której będzie reagować w sytuacjach w których będą pojawiać się konflikty. W tej chwili mówi o Bliskim Wschodzie, ale zdaje się to spojrzenie na konflikty mają charakter szerszy, światowy. Sugeruje to fakt do jakich krajów prezydent USA zwrócił się aby uczestniczyły w tej Radzie. Uważam, że Polska powinna przyjąć to zaproszenie jakkolwiek obawiam się, że rząd, premier będą temu przeciwni, a ponieważ taka zgoda ma przejść przez Sejm, a w Sejmie większość mają ugrupowania, które stanowią zaplecze obecnie rządzącej koalicji, to może być utrudnione.
Jakie będzie rodziło to konsekwencje?
Nie oznacza to, że Stany Zjednoczone porzucą Polskę, czy przestaną się Polską interesować dlatego, że prezydenta Nawrockiego w tej Radzie nie będzie. Jednak ciąży na nas, na Polakach obowiązek by ten rząd zmienić tak, aby prezydent miał wsparcie w rządzie, a nie przeszkodę, jeśli chodzi o to co zamierza i powinien realizować w polityce światowej.
Co z faktem, że do rady zostali zaproszeni m.in. Putin czy Łukaszenka?
Trudno żeby nie zapraszać przywódców państw, które mają spory wpływ na politykę międzynarodową. To jest pytanie: czy lepiej jest walczyć czy rozmawiać i osiągnąć jakieś pokojowe rozwiązanie? Polska w swojej historii doświadczyła wielu wojen i krótkich, a teraz na szczęście – dużego okresu pokoju. I Polska zresztą tak jak każdy kraj, który jest w kręgu cywilizacji łacińskiej, rozwija się wtedy, kiedy jest pokój. Tymczasem kraje takie jak Rosja uważają, że warunkiem rozwoju jest to, że będą prowadziły wojny. Tutaj jest kłopot, który ma między innymi Donald Trump, który jest człowiekiem, który wyraźnie dąży do tego, żeby budować sytuacje pokojowe.
O czym świadczy fakt, że odmówili min. zaproszenia Francuzi, Niemcy, Norwegowie czy Szwedzi?
Czują oni, że pojawia się instytucja, która może realizować zadania i cele, które należą do cywilizacji łacińskiej, a oni już do tej cywilizacji nie przynależą.
Na co zwrócił Pan uwagę patrząc na prezydenta Nawrockiego w Davos?
Wybijał się bardzo prezydent Nawrocki, jeżeli chodzi o to zgromadzenie. Widać było, że jest też tak traktowany. Oglądaliśmy go w jednym panelu w którym uczestniczył i niewątpliwie tam dominował. Odwoływał się do niego uczestniczący tam sekretarz generalny NATO i prezydent Finlandii. Widać było, że prezydent Nawrocki mówi swoim głosem, wie o czym mówi, prezentował swoje poglądy bardzo stanowczo, wyraźnie. Nawrocki jest typem lidera przywódcy, który odgrywa taką rolę wiodącą w każdym zgromadzeniu, w którym uczestniczy. Jest to bardzo ciekawa i ważna cecha tego prezydenta, cieszę się, że go wybraliśmy. Szczerze powiem, że popieram prezydenta Karola Nawrockiego i cieszę się, że tak potoczyły się losy, że udało się wybrać człowieka, który ma charyzmę przywódcy i moim zdaniem może poprowadzić Polskę w kierunku o którym zresztą on mówi, siły, która będzie w Europie Środkowo-Wschodniej organizować przestrzeń bezpieczeństwa.
Czy można mówić o sukcesie prezydenta Nawrockiego w Davos, jeśli tak to na czym on polega?
Można mówić o sukcesie i polega on na tym, że zaprezentował się on szerszej publiczności międzynarodowej jako przywódca, który może odgrywać rolę prowadzącego. Jest to bardzo ważny sygnał dla polityków państw Europy Środkowo-Wschodniej. Zobaczymy wkrótce spotkanie prezydenta Nawrockiego z prezydentem Litwy i Ukrainy w Wilnie w związku z rocznicą wybuchu Powstania Styczniowego, jest to to ostatnie powstanie, w którym brała udział Rzeczpospolita, bo była i Polska i Litwa i Ruś, jakby powiedzieli po staropolsku. Jest to bardzo ważny sygnał pokazujący narodom w tej części Europy, że mamy tradycję współdziałania a nie walki ze sobą.
Dziękuję za rozmowę.
