Leszek Miller postanowił za pośrednictwem mediów społecznościowych odnieść się do wściekłego ataku na Pierwszą Damę po jej wystąpieniu na antenie TVN24. Były premier zauważył, że wywiad ten „wywołał w wielu środowiskach bardziej odruch oburzenia niż spokojną polemikę”.

- „Nie dlatego, że małżonka prezydenta powiedziała coś obraźliwego. Nie dlatego, że kogokolwiek zaatakowała. Wręcz przeciwnie. Powiedziała coś znacznie bardziej kłopotliwego: że kobieta może być spełniona także poza scenariuszem, który współczesna ortodoksja emancypacyjna uznaje za jedynie słuszny. I tu zaczyna się istota problemu”

- stwierdził.

Zwrócił uwagę, że główny nurt współczesnego feminizmu „rości sobie prawo do definiowania, czym jest właściwe wyzwolenie kobiety”.

- „Wolno być kobietą sukcesu, wolno nie mieć dzieci, wolno odrzucać tradycyjne role. Nie wolno natomiast powiedzieć, że rodzina i macierzyństwo mogą być świadomym i najważniejszym wyborem. To bowiem podważa obowiązującą narrację”

- pisze dawny lider Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

W przekonaniu Millera, „w istocie nie chodzi o Martę Nawrocką jako osobę”.

- „Chodzi o coś znacznie poważniejszego. Jej słowa przypomniały rzecz niewygodną: że nie wszystkie kobiety postrzegają tradycję jako zagrożenie i nie wszystkie oczekują, że ktoś będzie je z niej „wyzwalał”. I właśnie ta spokojna pewność własnego wyboru wywołuje największą irytację. Nie bunt. Nie prowokacja. Lecz zwykła niezależność myślenia. Bo największym wyzwaniem dla każdej ideologii nie jest sprzeciw. Jest nim fakt, że rzeczywistość okazuje się bardziej różnorodna niż jej założenia”

- wyjaśnia.

- „A największym wyzwaniem dla współczesnego feminizmu nie są jego przeciwnicy. Są nim kobiety, które przypominają, że wolność nie polega na wyborze wskazanej drogi, lecz na prawie do wyboru własnej”

- dodaje.