Szef węgierskiej dyplomacji w opublikowanym nagraniu w mediach społecznościowych określił Sikorskiego jako „fanatycznego, prowojennego agenta Sorosa”. Wypowiedź ta natychmiast odbiła się szerokim echem nie tylko na Węgrzech, ale i w Polsce, stając się symbolem pogłębiającego się kryzysu w relacjach bilateralnych.
Konflikt ma jednak swoje tło. W rozmowie z portalem 444 Radosław Sikorski zarzucił władzom w Budapeszcie, że „pozycjonują się w połowie drogi między NATO a Rosją”. Wskazywał również na blokowanie przez Węgry środków unijnych z Europejskiego Instrumentu na rzecz Pokoju oraz – jak mówił – łamanie solidarności w ramach Unii Europejskiej i Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Szczególnie drażliwym tematem okazała się kwestia azylu politycznego przyznanego Zbigniewowi Ziobrze. Szef polskiego MSZ nazwał decyzję władz w Budapeszcie „niedopuszczalną”, sugerując, że podważa ona wzajemne zaufanie między państwami członkowskimi UE. Węgierska strona odebrała te słowa jako bezpośrednią ingerencję w swoje sprawy wewnętrzne.
Péter Szijjártó poszedł jednak znacznie dalej, wiążąc wypowiedzi Sikorskiego z działalnością George Sorosa i jego środowiska. W narracji węgierskiego rządu Fundacje Otwartego Społeczeństwa od lat przedstawiane są jako aktor polityczny ingerujący w suwerenność państw regionu, co sprawia, że podobne oskarżenia mają w Budapeszcie wydźwięk polityczny szczególnie silny.
Węgierski minister zasugerował również, że krytyka płynąca z Warszawy z rządu Donalda Tuska ma związek z kampanią wyborczą na Węgrzech. Jego zdaniem Sikorski „zaczyna już tłumaczyć przyszłą porażkę” opozycyjnej partii TISZA, która według sondaży realnie zagraża rządzącemu obozowi Viktor Orbána.
