2. Chodzi bowiem o prawie 44 mld euro i wprawdzie rządzący mówią, że jest ona tania (choć do tej pory nie ma precyzyjnej informacji jak będzie oprocentowana), to jest jak każda pożyczka w walucie obcej niesie ze sobą ryzyko kursowe, które w związku z tym, że okres jej spłaty to aż 45 lat, będzie się wiele razy materializować, ze względu na płynny kurs złotego. O tym co to znaczy ryzyko kursowe i jak może wpłynąć na rzeczywisty koszt pożyczanego pieniądza przekonało się w ostatnich lata ok. 800 tys gospodarstw domowych w Polsce, bo tyle udzielono kredytów frankowych. Gdyby nie rozstrzygnięcia TSUE, które zakwestionowały tzw. klauzule abuzywne w tych umowach kredytowych, mielibyśmy do czynienia z masowymi bankructwami i tragediami tysięcy Polaków.
3. Przypomnijmy, że czołowi politycy Platformy ale także wspierający ich dziennikarze, mówiąc i pisząc o konieczności wejścia Polski do strefy euro, używają jako decydujących, argumentów o charakterze politycznym, takich jak dopełnienie członkostwa w UE czy poprawę bezpieczeństwa naszego kraju, a nie dostrzegają argumentów o charakterze ekonomicznym, które mocno uzasadniają nie przyjmowanie przez nas waluty euro. A przecież dla większości ekonomistów nie ulega wątpliwości, że dla krajów goniących najbardziej rozwinięte kraje Europy (a takim krajem jest ciągle Polska), ogromnym atutem jest własna waluta, ponieważ pozwala z jednej strony „amortyzować” tzw. szoki zewnętrzne, z drugiej pozwala na znacznie szybszy wzrost gospodarczy, niż w krajach posługujących się walutą euro. Wystarczy prześledzić dane makroekonomiczne z ostatnich lat dla Polski i wiodących krajów strefy euro, polska gospodarka znacznie lepiej zniosła konsekwencje pandemii covidu, a także gwałtownego wzrostu cen surowców energetycznych w związku z agresją Rosji na Ukrainę. Przez konsekwencje kryzysu covidowego polska gospodarka przeszła w zasadzie „suchą nogą”, a wzrost PKB był w tych czasie 2-3 razy wyższy niż średnio w strefie euro, co więcej wszystko to działo się przy historycznie najniższym poziomie bezrobocia.
4. Są również raporty poważnych ośrodków badawczych pokazujące głównych beneficjentów funkcjonowania strefy euro i te kraje, które z tego tytułu poniosły największe koszty (straty). lecie wprowadzenia waluty euro Centrum Polityki Europejskiej we Fryburgu (w Niemczech), opublikowało raport, pokazujący między innymi, kto zyskał, a kto stracił na wprowadzeniu waluty euro. Badaniem objęto 8 krajów (Niemcy, Holandię, Grecję, Hiszpanię, Belgię, Portugalię, Francję i Włochy) w latach 1999 – 2017, czyli w okresie od wprowadzenia wspólnej waluty do roku, za który istniały wtedy ostatnie dane statystyczne. Jak łatwo się domyślić, głównym beneficjentem wspólnej waluty były Niemcy, które zyskały blisko 1,9 bln euro, na drugim miejscu uplasowała się Holandia z blisko 350 mld euro zysków, Grecja z symbolicznym zyskiem w wysokości 2 mld euro, (choć ze względu na trwający ponad 8 lat kryzys ten zysk był raczej iluzoryczny), pozostałe 6 badanych krajów poniosły straty. Belgia w tym okresie straciła z tytułu wprowadzenia tej waluty 69 mld euro, Hiszpania - 224 mld euro, Portugalia - 424 mld euro, a druga i trzecia gospodarka europejska, kwoty wręcz niewyobrażalne - Francja 3,6 bln euro, a Włochy ponad 4,3 bln euro. W przeliczeniu na jednego mieszkańca Niemcy zyskały, więc na wprowadzeniu euro, 23,1 tys. euro, Holandia 21 tys. euro, Grecja 190 euro, a pozostałe miały już tylko straty, Hiszpania pond 5 tys. euro, Belgia ponad 6,4 tys. euro, Portugalia - 40,6 tys. euro, Francja blisko 56 tys. euro i Włochy aż 73,6 tys. euro.
5. Doskonałym materiałem do ustalenia korzyści i strat związanych z wejściem do strefy euro jest porównanie takich krajów jak Słowacja, która weszła do strefy euro w 2009 roku i Polski, która do tej pory posługuje się własną walutą. Okazuje się bowiem, że w momencie wejścia do Unii Europejskiej, a więc w 2004, poziom życia mierzony PKB per capita z uwzględnieniem siły nabywczej, był wyższy na Słowacji niż w Polsce, w tym pierwszym kraju wynosił 58,6 proc. średniej unijnej, w Polsce natomiast tylko 51,5 proc. tej średniej. Kiedy Słowacja wchodziła do strefy euro, różnica pod tym względem z Polską, była jeszcze większa, wskaźnik ten wynosił odpowiednio 72 proc. i 59,9 proc., a więc różnica to ponad 12 punktów procentowych. Jednak od momentu wejścia Słowacji do strefy euro, dystans pod względem poziomu życia, zaczął się nie tylko zmniejszać, ale Polska i to bardzo wyraźnie wyprzedziła Słowację, na koniec 2021 roku, ten wskaźnik dla naszego kraju wyniósł 77,1 proc., a dla Słowacji był nawet niższy niż w 2009 roku i wyniósł tylko 69,4 proc. (na koniec 2022 roku ta różnica na korzyść Polski się znowu zwiększyła).
6. A więc Słowacy na koniec 2021 roku byli biedniejsi niż w 2009 roku, kiedy wchodzili do strefy euro, o czym świadczy niższy o 2,6 punktu procentowego poziom PKB per capita, mierzony siłą nabywczą waluty w stosunku do średniej unijnej. Słowacja ma także teraz wyraźnie gorsze niż Polska inne ważne wskaźniki makroekonomiczne, co więcej ulegały one corocznemu pogorszeniu od momentu wejścia tego kraju do strefy euro. W momencie wejścia tego kraju do strefy euro dług publiczny dla Słowacji i Polski wynosił odpowiednio 28,6 proc. i 46,8 proc., na koniec 2021 roku było już odwrotnie, dług wynosił odpowiednio 62,25 proc. i 53,8 proc. (na koniec 2022 roku ta różnica się jeszcze powiększy, bo dług publiczny Polski mierzony metodą unijną wyniósł 48,1 proc. PKB). Podobnie jest ze wskaźnikiem bezrobocia, na koniec 2008 roku w Słowacji wynosiło 9,1 proc., w Polsce natomiast 9,5 proc., z kolei na koniec 2021 roku, wynosiło ono odpowiednio 6,5 proc. i 2,9 proc. przyjęciu euro, zapewne powtórzy drogę Słowacji, zwłaszcza że ważnych sektorem jej gospodarki, odpowiadającą za blisko 14 proc. PKB tego kraju jest turystyka, a euro wpłynie na wzrost cen usług turystycznych, w ten sposób staną się one mniej atrakcyjne jak do tej pory (takie zjawisko odnotowano w Chorwacji, która weszła do strefy euro z dniem 1 stycznia 2023 r.)
7. A więc twarde dane makroekonomiczne pokazują, że posługiwanie się możliwe jak najdłużej własną walutą dla takiego kraju jak Polska jest zdecydowanie bardziej korzystne, niż przyjęcie waluty euro, o czym dobitnie świadczy przypadek Słowacji. Oczywiście jest ogromna presja wielkich krajów UE, aby Polska weszła do strefy euro, co z jednej strony dawałoby bardzo korzystny efekt psychologiczny (duży kraj wchodzi do strefy euro, a więc informacje o jej „śmierci” są jednak przesadzone), ale także efekt wzmacniający walutę (wchodzi do strefy euro 5-6 szybko rozwijająca się gospodarka UE, a także kraj o ogromnych rezerwach walutowych, których wartość przekracza 265 mld USD, w tym już blisko 30 proc. stanowią rezerwy w złocie). No i teraz może jeszcze dojść jeszcze argument o konieczności zniesienia ryzyka kursowego w związku z pożyczką SAFE, o czym wprost pisze minister Sikorski.
Zbigniew Kuźmiuk
