Dla mojego pokolenia Papież był dowodem że w historii nie ma żadnego determinizmu. Gdy wchodził na Tron Piotrowy nie tylko w krajach zachodu ale i w Polsce ludzi o wolnych sercach trapił lęk, że komunizm jest o wiele sprytniejszy i bezwzględniejszy niż świat zachodu. Że potrafi swoją agresją wręcz paraliżować Amerykę a jego propagandziści wbijali USA w kompleks winy po wojnie wietnamskiej. I dopiero na tym tle Jan Paweł II pokazał się jako ktoś, kto był żywą personifikacją hasła „nie lękajcie się”. Pamiętam jakie wrażenie zrobiła na mnie okładka amerykańskiego magazyny „Time” z 1978 roku. Papież patrzył mądrym wzrokiem ale nie wyglądał na naiwniaka. Jakiż to był kontrast ze zmęczonym wzrokiem Papieża Pawła VI i z „wiecznie uśmiechniętym” Papieżem Janem Pawłem I. Pamiętam jak w latach pontyfikatu Jana Pawła II trafiłem kiedyś do włoskiej księgarni. Przeglądając stare pocztówki z wizerunkiem Placu Św. Piotra w Rzymie z początku lat siedemdziesiątych jedna z nich przykuła mój wzrok. Na początku nie bardzo rozumiałem dlaczego zwróciła ona moją uwagę. Na widokówce widać było zdjęcie najważniejszego placu katolików, całego zastawionego turystycznymi autokarami. I dopiero po chwili zrozumiałem na czym polega dysonans. Należałem do pokolenia, dla którego było czymś oczywistym że Plac Świętego Piotra wypełniony jest we dnie i nawet w nocy ogromnym tłumem ludzi przybyłych aby zobaczyć Papieża Polaka. Tamten plac wypełniony autokarami był pamiątką po epoce Pawła VI w której Watykan stawał się powoli jedynie turystyczną atrakcją. A epoka Jana Pawła II to był czas, kiedy katolicyzm pokazał swoją ponowną ogromną witalność. Papieża witały tłumy na całym świecie, których wcześniej nie widziano. Publicyści przypominali wtedy złośliwe powiedzenie Stalina: „A ile dywizji ma papież?” i pokazywali morze ludzkich głów z odpowiedzią: „Tylu ma”. Dla nas oczywiście najważniejsze były wizyty papieskie. I chłonięcie mądrej i pięknej polszczyzny którą niegdysiejszy Karol Wojtyła zwracał się do nas. Języka, który dotkliwie negliżował komunistyczną nowomowę w której kolejni pierwsi sekretarze komunistycznej partii zwracali się do Polaków. Papieska prostota sposobu bycia która tak nas ujmowała dzięki Niemu wydała się nam czymś oczywistym. I niestety w ciągu tych dwóch dekad które minęły od jego śmierci moje pokolenie odkrywa jak bardzo niewielu polskich biskupów nauczyło się od Papieża Polaka tej bezpośredniości i komunikatywności. Te dwie dekady od odejścia Jana Pawła II „do Domu Ojca” to też gorzka lekcja odkrywania jak bardzo polski Episkopat zdemobilizował się w trakcie lat, w których grzał się przy cieple papieskiego autorytetu. I wreszcie jak wielu niegodziwców w sutannach wykorzystywało prestiż Kościoła jaki budowany był dzięki Papieżowi Polakowi do zamiatania pod dywan przypadków molestowania seksualnego tych którzy zaufali drapieżnikom w sutannach. Ale też dzisiejszy dzień dwudziestej rocznicy śmierci Jana Pawła II to moment w którym widać, że próby zdezawuowania autorytetu Papieża Polaka poprzez obwinianie go o tolerowanie lub wręcz akceptowanie zmowy milczenia wobec przypadków nadużyć – nie przyniosły efektu. Dziś tylko wzruszyć można ramionami gdy pamięta się apel polityka Platformy Stefana Niesiołowskiego, który wzywał wtedy do burzenia pomników papieskich na terenie całej Polski. Jak każda akcja propagandowa – ówczesna wrzawa z czasem ucichła. Sondaż który opublikował z okazji rocznicy śmierci Papieża dziennik „Rzeczpospolita” pokazuje, że dziś dla aż 72,3 procent Polaków Jan Paweł II jest ważną postacią i autorytetem. Co szczególnie ważne znacząca przewaga osób uznających autorytet Jana Pawła II nad osobami które to negują rozkłada się równomiernie między wszystkie kategorie wiekowe. I tak np. w grupie wiekowej 18-29 stosunek ten wynosi 66 za do 30 procent przeciw. Dla porównania w grupie 40 – 49 wynik jest niemal taki sam, 66 procent za, 31 przeciw. Tylko w dwóch najstarszych grupach wiekowych – od 60 do 69 lat wynosi on 85 procent do 9-u, a w grupie wiekowej 70+ aż 81 do 19.
Jan Paweł II, który zaprzeczył w latach swego pontyfikatu determinizmowi rzekomo nie dających się powstrzymać zmian obyczajowych dziś jest dla nas takim samym znakiem nadziei. Jego postać przypomina nam że w najtrudniejszych momentach opatrzność zsyła osobowości które swoim życiem stanowią znak nadziei. I być może dziś wśród młodych księży jest też ktoś, kto za dziesięć czy piętnaście lat zaskoczy świeżością kazań i inteligencją w odczytywaniu znaków czasu. Jeśli doczekam się takiego duchowego następcy Karola Wojtyły to będę mógł tylko pokiwać głową i powiedzieć: już raz coś podobnego przeżyłem. Wtedy gdy z telewizora w dusznej epoce PRL-u usłyszałem zmieszany głos komunistycznego spikera: „Kardynał Karol Wojtyła został wybrany na nowego papieża”. Czy dane mi jeszcze będzie oglądać taki cud?
Piotr Semka