Jednocześnie – czytamy - zapowiedział, że Niemcy i Europa muszą wyznaczać kurs na nową epokę, podkreślając jednocześnie rolę Berlina jako kluczowego gracza na kontynencie. Dla wielu komentatorów ta retoryka brzmi jak próba wyznaczenia niemieckiej hegemonii w Europie – kosztem sojuszników i sąsiadów.

„Nowy porządek świata” – ale kto miałby za niego płacić?

Merz ocenił, że globalny system oparty na zasadach, jaki znamy od końca zimnej wojny, „teraz w praktyce nie istnieje”. Jako przyczynę wskazał m.in. działania Rosji oraz rosnący wpływ Chin, które – jego zdaniem – „systematycznie wykorzystują zależności innych państw i redefiniują porządek międzynarodowy na swoją korzyść”. Według Merza Stany Zjednoczone dostrzegły potrzebę nadrabiania zaległości wobec Chin i wyciągają wnioski. W jego opinii Europa (czytaj: Niemcy) dochodzi do innych wniosków niż Waszyngton.

Choć w teorii takie analizy są elementem debaty strategicznej, to w kontekście działań Berlina obserwatorzy podkreślają, że Niemcy coraz częściej próbują przedefiniować role w UE i NATO, nie zawsze z poszanowaniem interesów mniejszych państw. Krytycy zwracają uwagę, że Berlin domagają się jednocześnie większej odpowiedzialności za bezpieczeństwo Europy – często bez dokładnego wyjaśnienia, jaki koszt będą musiały ponieść inne kraje Unii, rzecz jasna bez udziału w tych wydatkach ze strony Niemiec.

Bundeswehra jako „gwarant bezpieczeństwa Europy”?

Merz zadeklarował, że chce uczynić Bundeswehrę najsilniejszą armią Europy i kontynuować rozmowy z Francją na temat europejskiego odstraszania nuklearnego. Choć dla Berlina jest to próba pokazania solidarności i wzmocnienia obronności kontynentu, sceptycy zaznaczają, że takie deklaracje mogą oznaczać utrzymanie dominującej roli Niemiec w kształtowaniu europejskiej polityki militarnej – często przy minimalnym wkładzie finansowym ze strony innych państw.

Od lat Niemcy są krytykowane – również w Polsce i krajach Europy Środkowej – za różnicę między deklaracjami a realnymi wydatkami na obronność i wsparciem dla partnerów. Chociaż Berlin formalnie popiera solidarność w ramach NATO, to jego polityka budżetowa jest często postrzegana jako ostrożna, a – w sytuacjach kryzysowych – jako dominująca w negocjacjach innymi metodami niż tylko sojusznicze zobowiązania.

„Odpowiedzialność” – cytat czy strategia?

Kanclerz Merz przytoczył słowa Radosława Sikorskiego sprzed lat: że mniej bać się należy „niemieckiej siły niż niemieckiej bezczynności”. Sam Merz stwierdził, że odpowiedzialność ta wynika z historii i położenia geograficznego. Dla wielu państw Europy Środkowej takie słowa brzmią jednak jak wybór tego, jaka rola Niemiec ma dominować – czy jako partner równorzędny, czy jako lider, który narzuca własną agendę. Już mieliśmy „przywództwo” Niemiec i wywołane przez Berlin dwie wojny światowe.