Rada Pokoju została formalnie powołana 22 stycznia 2026 r. na marginesie światowego forum w Davos, kiedy to prezydent Trump podpisał dokument założycielski tej inicjatywy w obecności kilkunastu światowych przywódców. Gremium ma – przynajmniej w zamyśle – pełnić rolę ciała do rozwiązywania globalnych konfliktów i promowania stabilizacji, wykraczając poza pierwotny jej mandat związany z konfliktem w Strefie Gazy.
Trump intensywnie zachęca państwa do udziału. Wśród chętnych znalazły się m.in. Arabia Saudyjska, Turcja, Egipt, Jordania, Indonezja, Pakistan, Katar i Zjednoczone Emiraty Arabskie, które potwierdziły akcesję w ostatnich dniach. Część rządów podkreśla przy tym, że udział nie oznacza automatycznych zobowiązań finansowych lub politycznych wobec USA.
Jednak inicjatywa spotkała się też z krytyką. Niektóre kraje, w tym Norwegia i Słowenia, odrzuciły zaproszenia, wskazując na ryzyko naruszenia status quo międzynarodowego porządku oraz osłabienia roli istniejących instytucji, takich jak Organizacja Narodów Zjednoczonych.
W rozmowie z Onetem były prezydent podkreślił, że Polska nie powinna z góry odrzucać propozycji Trumpa tylko dlatego, że w Radzie Pokoju mieliby (zgodnie z zaproszeniami) uczestniczyć także kontrowersyjni liderzy, jak prezydent Władimir Putin czy Aleksander Łukaszenko. Duda zauważył, że „nikomu jakoś nie przeszkadza, że w Radzie Bezpieczeństwa ONZ zasiada się przy jednym stole z Rosją”, wskazując na precedensy, gdzie współpraca z politycznymi adwersarzami bywa konieczna w imię wyższych celów.
„Odrzucenie, i to z góry, propozycji Donalda Trumpa nie byłoby racjonalne”, stwierdził były prezydent, argumentując, że uczestnictwo Polski w gremium o realnym potencjale decyzyjnym mogłoby być „dużym osiągnięciem polskiej dyplomacji”. Duda dodał, że decyzje powinny opierać się na „żywotnych i racjonalnych interesach Rzeczpospolitej”, a nie na emocjach politycznych czy sympatii wobec konkretnych przywódców.
W jego opinii rozmowy nawet w „trudnym gronie” są nieuniknione, jeśli rzeczywistym celem ma być pokój i stabilizacja globalna – stwierdził, że bojkotowanie takich forów doprowadziłoby jedynie do politycznego impasu.
