Alarm podniósł Bartosz Kownacki, który ujawnił odpowiedź na interpelację poselską. „Polska Amunicja ma koncesję jedynie na obrót bronią i amunicją, a nie na ich wytwarzanie ani przechowywanie. Oznacza to, że może pełnić wyłącznie rolę pośrednika” – wskazał. W tym kontekście szczególne emocje budzi fakt, że to właśnie ta spółka miała otrzymać z SAFE środki rzędu 10 miliardów złotych.

Sprawa uderza w fundamenty polityki bezpieczeństwa państwa. W sytuacji rosnących zagrożeń geopolitycznych naturalnym kierunkiem powinno być wzmacnianie krajowych zdolności produkcyjnych – szczególnie w zakresie amunicji i uzbrojenia. Tymczasem – jak podnoszą eksperci i komentatorzy – decyzje obecnego rządu mogą prowadzić do uzależnienia Polski od zagranicznych dostawców i pośredników.

Program SAFE, który miał być odpowiedzią na wyzwania związane z bezpieczeństwem, budzi coraz więcej wątpliwości. W publikacjach i analizach pojawiających się m.in. na Fronda.pl wskazywano już wcześniej, że mechanizmy jego realizacji mogą sprzyjać transferowi środków poza realną produkcję w kraju. Zamiast inwestycji w fabryki, technologie i miejsca pracy, pieniądze mogą trafiać do podmiotów pełniących jedynie funkcje pośredniczące i bez transferu technologii do naszego kraju.

Krytycy mówią wprost o strategicznym błędzie. Przekazywanie miliardów złotych spółce bez zdolności produkcyjnych rodzi pytania o racjonalność i przejrzystość decyzji. W tle pojawia się także problem utraconej szansy – polski przemysł zbrojeniowy od lat sygnalizuje gotowość do zwiększenia produkcji, o ile otrzyma odpowiednie wsparcie.

W praktyce oznacza to, że zamiast budować suwerenność obronną, rządzący mogą ją osłabiać. W czasie, gdy inne kraje Europy inwestują w rozwój własnych zdolności militarnych, Polska zaczyna ryzykować pozostanie jedynie rynkiem zbytu i ogniwem w łańcuchu dostaw.

Sprawa spółki Polska Amunicja i programu SAFE staje się więc czymś więcej niż tylko sporem politycznym. To pytanie o kierunek rozwoju państwa: czy środki publiczne będą wzmacniać krajowy potencjał, czy też zasilać gospodarki innych krajów, jak Niemcy czy Francja.