Kilka dni temu władze Berlina podały informacje na temat skali przestępstw w tym mieście. Włos jeży się na głowie - zwłaszcza kobiet, które często padają ofiarą imigranckich przestępców.

W 2025 roku odnotowano w stolicy RFN 8652 przestępstwa seksualne. To bardzo duży wzrost względem poprzedniego roku, bo prawie o 16 procent. W blisko 40 proc. przypadkach sprawcami takich napaści byli imigranci. Można założyć, że w praktyce odsetek nie-Niemców był w tej grupie jeszcze wyższy - w ostatnich latach w Berlinie masowo nadaje się imigrantom paszporty, nawet nie sprawdzając rzetelnie, czy znają język niemiecki.

Odnotowano też 165 zabójstw, 1119 przestępstw z użyciem broni palnej, 3599 ataków z nożem... Zwłaszcza w tej ostatniej kategorii imigranci wiodą wyraźny prym - to oni odpowiadają za 56,4 takich przestępstw.

Wzrosła też liczba włamań - i to aż o 24 procent. Spadła tylko liczba kradzieży, choć i tak było ich aż 200 tysięcy...

Kilka dni później analogiczne dane zaprezentowały władze Dolnej Saksonii, jednego z największych landów Niemiec, z takimi miastami jak Hanower, Getynga czy Wolfsburg. Gwałty? 11,3 proc. więcej, niż rok wcześniej - w sumie aż 1717. Napaści seksualne na dzieci? Wzrost o 9,4 proc., łączna liczba to 1841 przypadki. Ogólna liczba przestępstw na tle seksualnym to ponad 14 000 przypadków. Odnotowano spadek względem roku 2024, kiedy było ich prawie 15 000, ale... zanim zaczęła się masowa imigracja Angeli Merkel, takich przestępstw nie było nawet 6000. Herzlich willkommen!..

Tak jak w Berlinie, w Dolnej Saksonii coraz częściej atakuje się nożem (wzrost o 4,3 proc., do 3185 przypadków), nieco spadła tymczasem liczba przypadków niebezpiecznego uszkodzenia ciała (do 14 297!)… Dość już wymieniania tych wszystkich kategorii, można byłoby jeszcze długo. Ogólnie w Dolnej Saksonii za 33,8 proc. przestępstw odpowiadali imigranci (znowu, prawdopodobnie było ich więcej, patrz „szybkie paszporty”).

Podobne dane są publikowane w zasadzie co roku – już od lat. Pomimo tego granice Niemiec i wielu innych państw europejskich pozostają otwarte dla imigrantów. Obywatele krajów afrykańskich i bliskowschodnich cały czas składają wnioski o azyl, sprowadzają swoje rodziny, pobierają świadczenia socjalne…

Jak to możliwe, że społeczeństwo nie reaguje? Owszem, w Niemczech wzrasta popularność Alternatywy dla Niemiec, w innych krajach prawica też notuje pewne sukcesy. Zasadniczo jednak nic się nie zmienia. Większość ludzi może nawet negatywnie oceniać otwartość na imigrację, ale nie na tyle, by podjąć jakieś bardziej zdecydowane decyzje polityczne.

Wydaje się, że to chyba nienawiść do siebie samego. W końcu ci sami ludzie, którzy pozwalają zalewać swoje kraje przestępcami z Afryki i Bliskiego Wschodu, odchodzą też masowo od wiary chrześcijańskiej; nie chcą mieć dzieci, woląc raczej kolejnego psa; gardzą narodową kulturą, konsumując produkty pop globalnego biznesu rozrywkowego… Zgoda na to, by do kraju nieustannie przybywali ludzie, którzy ten kraj dewastują, jest po prostu znamieniem cywilizacyjnego uwiądu.

Nie wiem, czy da się to jeszcze w jakikolwiek sposób przezwyciężyć. Można walczyć z różnymi patologiami społecznymi, ale ze słabością i niechęcią do tego, by dalej istnieć – chyba nie.

Pytanie, czy pójdziemy tą samą drogą? Teoretycznie jesteśmy w lepszej kondycji niż Republika Federalna Niemiec, bo choć przyjmujemy imigrantów, to wciąż tylko zarobkowych. Jednak rzut oka na stan polskiego ducha pokazuje, że sytuacja jest coraz poważniejsza. Przekonanie Polaków do wiary katolickiej z roku na rok maleje, a to oznacza, że tracimy zasadniczy fundament naszej tożsamości. Stąd już tylko krótka droga, by stracić wolę przetrwania jako naród i machnąć bezradnie ręką na widok islamskich nastolatków, którzy z nożem będą terroryzować społeczeństwo. Obyśmy nigdy nie doszli do tego poziomu nienawiści do samych siebie.