Z całego Centralnego Komitetu Wojskowego przy przywódcy pozostało jedynie czterech generałów. Reszta – w tym były minister obrony Wei Fenghe, szef sztabu Liu Zhenli oraz drugi w hierarchii gen. He Weidong – zniknęła z życia publicznego. Ten ostatni nie pojawia się nawet na uroczystościach, które dotąd były obowiązkowe dla partyjnych elit.
Oficjalnym pretekstem czystek jest walka z korupcją. Jednak, jak zauważają obserwatorzy, w rzeczywistości chodzi o coś więcej – o lęk Xi Jinpinga przed możliwością zamachu stanu. Decyzja o pozostaniu na trzecią kadencję, łamiąca nieformalną zasadę sukcesji władzy, stworzyła mu wielu przeciwników zarówno w partii, jak i w armii.
Sinolog Susanne Weigelin-Schwiedrzik zauważa, że „on żyje w permanentnym zagrożeniu. Przeciwnicy otaczają go z każdej strony”. W kuluarach mówi się nie tylko o potencjalnej utracie władzy, ale wręcz o ryzyku fizycznego usunięcia przywódcy. Trudna sytuacja gospodarcza i problemy finansowe dodatkowo wzmacniają napięcie polityczne.
Eksperci porównują obecne wydarzenia do największych przesileń w historii Komunistycznej Partii Chin. Im więcej Xi usuwa swoich współpracowników, tym więcej tworzy sobie wrogów, a rywalizujące frakcje w partii i wojsku nabierają siły. Zdaniem analityków może to prowadzić do politycznego trzęsienia ziemi na niespotykaną od lat skalę.
Obserwatorzy zwracają też uwagę także na osobisty wizerunek Xi. W ostatnich miesiącach miał on wyraźnie posiwieć i wygląda na znużonego, co komentatorzy wiążą z ogromnym stresem oraz poczuciem stałego zagrożenia.
Chińska polityka – tradycyjnie nieprzejrzysta – dziś przypomina słowa Winstona Churchilla o „walce buldogów pod dywanem” – zauważają komentatorzy. Niewiele można zobaczyć gołym okiem, ale wszyscy czują, że wewnątrz systemu toczy się gwałtowne starcie. Kto wyjdzie z niego zwycięsko, pozostaje zagadką. Jedno wydaje się pewne – Xi Jinping znalazł się w najbardziej niebezpiecznym momencie swojego przywództwa od objęcia władzy.