Mariusz Paszko, Fronda.pl: Jakie będą losy obecnej koalicji rządzącej i rola w niej Polski 2050 oraz samego Szymona Hołowni? Czy w Pana opinii rząd Donalda Tuska przetrwa do końca kadencji, czy raczej czekają nas wcześniejsze wybory?
Janusz Kowalski, poseł Prawa i Sprawiedliwości: W mojej ocenie wszystko wskazuje na to, że wybory odbędą się w konstytucyjnym terminie, czyli w październiku 2027 roku. Ta koalicja, którą ja określam mianem koalicji 13 grudnia, to jest koalicja stołków. To jest koalicja ludzi, którzy jeżdżą w rządowych limuzynach i w mojej ocenie kompletnie nic nie robią dobrego dla Polski.
Niestety Polska 2050 – podobnie jak Polskie Stronnictwo Ludowe, które tworzyły wspólnie tak zwaną trzecią drogę – są dziś symbolami beznadziejności personalnej w rządzie, jeżeli chodzi o jakość ministrów. To są środowiska, które w mojej ocenie zawiodły swoich wyborców.
Tacy ludzie jak Miłosz Maksymilian Motyka czy Paulina Hennig-Kloska są symbolami dramatu tego rządu, w tym sensie, że to są osoby, które – w mojej ocenie – kompletnie nie nadają się do funkcji, które sprawują. Jednocześnie widać, że zarówno Paulina Hennig-Kloska, jak i pozostała część Polski 2050, za wszelką cenę chcą utrzymać się na stanowiskach i liczą na to, że znajdą się na listach wyborczych Koalicji Obywatelskiej Donalda Tuska.
Dlatego wszystko wskazuje na to, że ta koalicja będzie trwać, bo zabrakło w Polsce 2050 tej refleksji propaństwowej, żeby po prostu – dla dobra Polski – opuścić koalicję Tuska.
Przejdźmy do spraw lokalnych. W Krakowie trwa inicjatywa referendalna dotycząca odwołania prezydenta miasta i Rady Miasta. Czy to – Pana zdaniem – dobry sygnał zmian?
Absolutnie tak. I w pełni popieram również pomysł Pana prezydenta Karola Nawrockiego dotyczący obniżenia progów frekwencyjnych w referendach lokalnych.
Dzisiaj problemem polskiego samorządu są tak zwani baronowie. Jeżeli popatrzymy na tych baronów Platformy Obywatelskiej, to oczywiście w Krakowie mamy młodego prezydenta, niedawno wybranego, ale takie ośrodki jak Poznań, Gdańsk, Lublin, Białystok, Szczecin czy Wrocław – który jest dziś wręcz stolicą polskich afer samorządowych – pokazują, że musi istnieć instrument skutecznego nacisku społecznego.
W sytuacji, kiedy władza na poziomie lokalnym zawodzi, kiedy tworzą się swoiste księstwa ludzi, którzy zamiast zarządzać dobrze miastem czy gminą, realizują politykę – w mojej ocenie – skrajnie niekorzystną dla mieszkańców, obywatele muszą mieć realną możliwość reakcji.
W tym sensie referendum w Krakowie, które może doprowadzić do odwołania człowieka Tuska, jest dobrym sygnałem. Ja już zapowiadałem w 2025 roku, że takie referenda powinny być w takich miastach, jak Warszawa, Lublin, Białystok, Gdańsk czy Wrocław.
Jak Pan ocenia wpływ dwóch lat rządów Donalda Tuska na stabilność Polski – zarówno wewnętrzną, jak i międzynarodową?
Dwa lata rządów Tuska to jest degradacja Polski na każdym poziomie – i krajowym, i międzynarodowym.
Jeżeli chodzi o politykę zagraniczną, Polska kompletnie się nie liczy. Straciliśmy rolę lidera w zakresie koordynacji działań wobec Ukrainy czy w ramach Unii Europejskiej.
Dzisiaj o Ukrainie nie rozmawia się w Warszawie, tylko w Berlinie, Londynie albo w Paryżu. To jest – w mojej ocenie – efekt dramatycznej bezradności Tuska i Sikorskiego, którzy, realizując własne ambicje międzynarodowe, całkowicie zrezygnowali z budowy podmiotowości Polski.
Jeżeli natomiast chodzi o gospodarkę, to mamy zatrzymanie programu atomowego, wycofywanie się z projektu Centralnego Portu Komunikacyjnego – to, co dziś jest realizowane, to jest jakaś proteza – jak dla przykładu repolonizacja, która jest fikcją, bo kupuje się niemieckie pociągi czy wagony.
Program zakupów uzbrojenia jest planowany w taki sposób, żeby zasilać budżety spółek niemieckich czy francuskich, zamiast realnie wzmacniać polskie zdolności.
Efekty widzimy: wysokie ceny energii i ciepła, zwolnienia grupowe, likwidację polskiego przemysłu.
Wróćmy jeszcze do Szymona Hołowni. Niedawno w starciu z Tomaszem Lsem pojawił się jego publiczny wpis o „grzechu” w kontekście politycznym. Jak Pan to odbiera?
Powiem szczerze – trudno to komentować w sposób poważny. Ja osobiście bardzo bym chciał, żeby polska polityka była polityką zasad, wartości i odpowiedzialności. Żeby politycy patrząc w lustro widzieli ludzi, którzy 24 godziny na dobę walczą o Polskę, a nie o stołki, apanaże, funkcje i limuzyny.
Szymon Hołownia obiecywał służyć Polsce, a nie Donaldowi Tuskowi. A dziś – w mojej ocenie – Polska 2050 staje się polityczną przystawką przystawki Tuska.
Hołownia powinien sobie zadać pytanie, czy tak właśnie miała wyglądać trzecia droga.
Przedsiębiorcy coraz częściej zgłaszają obawy dotyczące Krajowego Systemu e-Faktur. Co Pan słyszy w terenie w tej sprawie?
Dwa lata zmarnowano na przygotowanie KSeF-u. Brak komunikacji, ogromne problemy techniczne, problemy z logowaniem, certyfikatami – kompletny chaos.
Nikt nie wie, o co chodzi. Nawet spółki Skarbu Państwa, takie jak Orlen, nie są w stanie na czas spełnić wszystkich warunków.
Do tego dochodzą pytania o bezpieczeństwo danych – czy są dobrze zabezpieczone, czy zagraniczne firmy nie mają dostępu do informacji o polskich podatnikach. Mówi się, że mogą być przechowywane w Indiach albo USA.
Wysłałem w tej sprawie kilkanaście interpelacji. Czekam na odpowiedzi. Dla mnie jedynym akceptowalnym rozwiązaniem jest sytuacja, w której wszystkie dane są przechowywane w Polsce i pod pełną kontrolą państwa.
Na koniec – sprawa ataku na działaczy Ruchu Obrony Granic i kontrowersji wokół kwalifikacji zdarzenia przez policję. Jak Pan Poseł na to patrzy?
Jeżeli chodzi o Jerzego Owsiaka, policja bywa nadgorliwa. Natomiast gdy mamy realne zagrożenie życia i zdrowia ludzi, słyszymy o kwalifikowaniu zdarzenia jako zniszczenia mienia.
To budzi bardzo poważne pytania o standardy działania służb.
Uprzejmie dziękuję Panie Pośle za rozmowę.
