„Zdradą stanu” była już deklaracja Karola Nawrockiego, jeszcze kandydata na prezydenta, że „Polska nigdy nie zgodzi się na Ukrainę w NATO”. „Takiej zdrady interesów narodowych nikt wam nigdy nie wybaczy, jeśli rzeczywiście będziecie atakowali te polskie interesy w sposób tak cyniczny i szeroki.” „To już nie jest opozycja, to są wrogowie polskiej niepodległości”.

Tusk cierpi publicznie na osobliwą niepamięć, wypiera to, czego wyprzeć się nie sposób...

„Bycie premierem polskiego rządu to dla mnie rzecz stukrotnie ważniejsza niż te potencjalne europejskie awanse” - poinformował w telewizyjnym spektaklu na żywo.

Czy Tusk siebie słysząc, sobie dowierzał?

Konstytucyjną misję ochrony suwerenności Polski chce prowadzić polityk, który z niej dobrowolnie zrezygnował na rzecz pracy w skartelizowanej instytucji europejskiej. „STUKROTNIE” ważniejsze w 2014 roku okazały się nietransparentne udziały  we władzy aparatu unijnego niż realizacja mandatu, który wynikał z woli polskich obywateli.

Zakpił sobie z instytucji wyborów polityk, który swoją decyzją jej fundamentalne dla demokracji znaczenie unieważnił. 

Gwoli przypomnienia...

Składając we wrześniu 2014 roku dymisję ze stanowiska „STUKROTNIE ważniejszego” niż garderobiany Junckera, b. lider KLD i PO pokazał siłę swoich publicznych przyrzeczeń składanych „na żywo”.

„Zdrada płynie z ust”...

Mandat poselski D. Tuska wygasł z jego osobistej woli 31 października 2014 roku. Głosy 370 tysięcy Polaków mniej okazały się ważne niż namowy i decyzje liderów Unii Europejskiej, w tym Angeli Merkel, budującej wówczas z Putinem podkład gazowy pod nowy ład polityczny w Europie. Typując Tuska jako przewodniczącego Rady Europejskiej kierowano się nie suwerennym rozstrzygnięciem polskich obywateli, a interesem korporacyjnym Unii Europejskiej.

Wiosną 2017 roku, po upływie pierwszej części kadencji na stanowisku w Radzie Europejskiej, Donald Tusk po raz drugi uczestniczył w przydziale tej funkcji. Tyle, że polskimi sprawami nie zarządzali już liberałowie z ludowcami, tylko Zjednoczona Prawica. Tak bowiem chcieli obywatele. Z ich mandatu polska premier Beata Szydło zgłosiła kandydaturę Jacka Saryusz-Wolskiego.

W przeddzień marcowego posiedzenia w Brukseli kanclerz Merkel poinformowała posłów Bundestagu, że za kilkadziesiąt godzin będzie instalować Donalda Tuska na drugą część 5. letniej kadencji. Formalny wniosek w tej sprawie złożył radzie nadzorczej Europy premier Joseph Muscat z Malty. Mając przeciw sobie wolę obywateli, którzy w 2015 odsunęli jego ekipę od władzy, Donald Tusk rekomendację kartelu przyjął, a wolę demokratyczną Polaków zdradził.

Od tego czasu wszystko, co mówi o demokracji, nie ma żadnego znaczenia. Wystąpił przeciw jej werdyktowi z powodów, które w służbie publicznej nie powinny być akceptowane.

Jeden głos polskiej premier miał wtedy wagę 6 milionów głosów Polaków, którzy przeprowadzili demokratyczną zmianę władzy w Polsce. To jeden z tych przypadków, gdy pojedynczy głos mówi więcej niż 26 głosów uczestników kartelu grzebiącego w Brukseli. 

Czy można się dziwić, że tak skalibrowany polityk nie wie, „z jakiej paki należą się panu odszkodowania, panie” i składa kanclerzom Niemiec, Scholzowi i Merzowi, wbrew dwóm uchwałom Sejmu RP, z których jedną poparł swoim głosem,a kt zdrady wobec polskiego doświadczenia historii.

Nadto zapewnia, że za niemieckie zbrodnie sam zapłaci. Z programu SAFE dla niemieckiego przemysłu zbrojeniowego?

Mam wątpliwości czy Tusk jest „wdzięczny naszym przodkom za ich pracę, za walkę o niepodległość okupioną ogromnymi ofiarami”. Wołając „zdrada” przy każdej niemal okazji politycznej, zdradza Tusk zbyt wiele.

Obywatelom poddawanym opresji intrygantów z Brukseli, których Tusk był uczniem, dla otrzeźwienia umysłu przypomnieć wypada uwagę ministra spraw zagranicznych Francji, wicehrabiego Alexisa de Tocqueville, że niebezpieczne jest „zgodzenie się na to, by jeden naród rozstrzygał o losach innego”.