W dyskusji po dzisiejszym wystąpieniu programowym szefa resortu dyplomacji głos zabrał szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz. Współpracownik głowy państwa zwrócił uwagę na „marginalizowanie współpracy ze Stanami Zjednoczonymi, osłabianie współpracy w regionie i prowadzenie systemowej dewastacji polskiej służby zagranicznej”. Stwierdził, że wicepremier Sikorski „nie dostrzega rosnącej roli Polski i większych oczekiwań i bardziej ambitnych celów niż tylko udział od czasu do czasu w posiedzeniach Trójkąta Weimarskiego”.

- „Panie ministrze, nie żyjemy w roku 1996. Mamy rok 2026, Polska jest względnie zamożnym krajem z nowoczesną gospodarką. Na imienne zaproszenie prezydenta Stanów Zjednoczonych weźmiemy udział w szczycie G20 w Miami, nasi obywatele chcą ambitnej, odważnej i przede wszystkim skutecznej polityki zagranicznej. Zamiast tego w praktyce często dostajemy emocjonalne wyskoki, selfie, zaczepki i pouczanie na platformie X”

- zauważył.

W przekonaniu szefa BPM, Radosław Sikorski „zamienił aktywnych, sprawnych i doświadczonych urzędników na towarzystwo wzajemnej adoracji i na kolegów”. Odnosząc się natomiast do samego exposé ocenił, że było w nim wiele ogólników, ale pominięto istotne dla polskiej polityki zagranicznej kwestie, m.in. Inicjatywę Trójmorza.

- „Panie ministrze, więcej odwagi, podmiotowości i sprawczości. Mniej słów, a więcej myślenia”

- zaapelował.

Zwrócił uwagę na porażkę rządzących w kwestii umowy z krajami Mercosur czy unijnego paktu migracyjnego. Odniósł się też do sposobu, w jaki rząd Donalda Tuska układa relacje polsko-niemieckie.

- „Odnoszę smutne wrażenie, że w polityce wobec Niemiec minister Sikorski wciąż kieruje się zaczerpniętą z Małego Księcia doktryną oswojonego zwierzątka, ogłoszoną przez byłego ministra (sprawiedliwości) Adama Bodnara”

- stwierdził minister Przydacz.