Chodzi o Warszawę i Kraków. Synody archidiecezjalne ogłosili abp Adrian Galbas i kard. Grzegorz Ryś. W przypadku Warszawy teoretycznie nie chodzi o nic sensacyjnego. W tej archidiecezji synody odbywały się wcześniej już czterokrotnie. Arcybiskup Galbas zaprosił wiernych do udziału w najnowszym synodzie, ale nie przedstawił żadnych „rewolucyjnych” celów. W liście, który odczytano w warszawskich kościołach w ostatnią niedzielę, pisał o procesie rozmowy o Kościele lokalnym.
Inaczej w Krakowie. Tam synod archidiecezjalny odbywał się wcześniej krótko po II Soborze Watykańskim, za Karola Wojtyły. Chodziło o wdrożenie w życie zmian soborowych. Kardynał Ryś chciałby teraz wdrożyć inne zmiany – to, co zaproponował Kościołowi papież Franciszek podczas swojego Synodu o Synodalności. W Krakowie spotkania synodalne nie mają być poświęcone zwykłej rozmowie o Kościele, tak jak w Warszawie. Kardynał chce, żeby krakowski Kościół dokonał implementacji słynnego „Dokumentu Końcowego” Franciszkowego synodu. To tekst, który zawiera wiele dziwnych wątków: mówi o konieczności przebudowy liturgii tak, by silniej włączyć w nią świeckich, w tym kobiety; domaga się zmiany sposobu podejmowania decyzji w Kościele w kierunku bardziej demokratycznym; mówi o zwiększeniu roli episkopatu kosztem biskupa miejsca…
Co więcej, kardynał Ryś postanowił w specyficzny sposób przeszkolić krakowskich księży. Pod koniec lutego do jego archidiecezji przyjedzie arcybiskup Luksemburga, kard. Jean-Claude Hollerich. To wieloletni współpracownik Franciszka, z woli byłego papieża był jednym z głównych organizatorów Synodu o Synodalności. Hollerich ma w wielu kwestiach poglądy charakterystyczne dla chrześcijaństwa germańskiego. Jest otwarty na dyskusję o kapłaństwie kobiet. Chciałby umożliwić posługę żonatych księży. Nauczanie Kościoła na temat LGBT uważa za przestarzałe. W pewnym sensie Hollerich jest eksponentem idei niemieckiej Drogi Synodalnej, nawet jeżeli nie popierał jej nigdy w całej rozciągłości. Dlaczego akurat ten człowiek ma odpowiadać za synodalną formację kapłanów w Krakowie, pozostaje tajemnicą kardynała Rysia.
Autor jest publicystą portalu PCh24.pl
To warszawsko-krakowskie wzmożenie synodalne – wyraźnie bardziej „rewolucyjne” w Krakowie – nie jest przypadkiem. Choć papież Franciszek nie żyje, projekt synodalizacji Kościoła trwa dalej. Na kilka tygodni przed śmiercią Jorge Mario Bergoglio podpisał dokumenty przedłużające Synod o Synodalności aż do roku 2028. W ostatnich miesiącach niewiele było o tym słychać, ale zakulisowe prace trwały. Za dwa lata ma odbyć się bezprecedensowe Zgromadzenie Kościelne – w Rzymie zbiorą się biskupi i świeccy, żeby wspólnie obradować o Kościele. Synody w różnych częściach świata, takie jak w Warszawie czy Krakowie, zgodnie z wolą Watykanu są elementem przygotowania do tego Zgromadzenia Kościelnego. W lipcu 2025 roku papież Leon XIV zaaprobował taki modus operandi, wyraźnie deklarując, że chce trwania synodalności. Z tym właśnie mamy teraz do czynienia.
Wciąż trudno przewidzieć, jaki charakter będzie mieć ten proces w ciągu najbliższych dwóch lat. Leon XIV nie wykazuje tak dużych sympatii do agendy rewolucyjnej, jak papież Franciszek. Z drugiej strony widać wyraźnie, że przejął dziedzictwo swojego poprzednika dość bezkrytycznie. Wygląda na to, że synodalizacja Kościoła będzie mieć bardzo różny kształt, zależnie od konkretnego miejsca. Tam, gdzie rządzi biskup o bardziej tradycyjnej wrażliwości, nie należy spodziewać się szczególnie głębokich zmian. Tam, gdzie władza spoczywa w rękach hierarchy o nastawieniu progresywnym, synodalność może stać się wytrychem do przebudowy kościelnych struktur. Już wkrótce zobaczymy, jak w praktyce będzie to wyglądać w Polsce. Różnice między Warszawą a Krakowem mogą być naprawdę duże.
