Tusk jeszcze w kampanii wyborczej w 2023 roku zapewniał, że prezes NBP zostanie odwołany i groził możliwością postawienia go przed Trybunałem Stanu. „Bloomberg” donosi jednak, że od ponad dwóch lat te wysiłki „utknęły w martwym punkcie”, a partia rządząca miała dojść do wniosku, że korzyści polityczne z tego planu, jeśli w ogóle będą, to niezwykle małe.
Jednym z powodów rezygnacji z planów ma być też konieczność sfinansowania rosnącego deficytu budżetowego. Niektórzy mają się obawiać, że przez napięcia z bankiem centralnym może dojść do podważenia zaufania inwestorów obligacyjnych.
Media przypominają, że postawienie prezesa NBP to jeden z elementów „100 konkretów na 100 dni”, jakie KO ogłosiła przed wyborami parlamentarnymi. Nikogo jednak raczej nie zdziwi, że może to być kolejny z punktów, którym koalicja rządząca po prostu się nie zajmie, a wyborcy zdążyli się już do tego przyzwyczaić.
