Uszkodzenia miały być skutkiem sobotnich uderzeń rakietowych, które – jak podkreślają ukraińscy komentatorzy – stanowiły odpowiedź na wcześniejsze rosyjskie ataki na elektrownie w zachodniej i centralnej części Ukrainy. W rosyjskich komunikatach przyznano, że celem była jedna z elektrociepłowni w mieście, a trafienia doprowadziły do awarii systemów grzewczych w wielu dzielnicach.
Skalę problemu potwierdził gubernator obwodu białogrodzkiego Wiaczesław Gładkow, informując, że brak ogrzewania dotyczy setek bloków mieszkalnych, a także szkół, przedszkoli, uczelni i placówek medycznych. – „Bez podjętych działań szkody i krzywdy byłyby niemal katastrofalne w skutkach dla każdego mieszkańca tej części miasta” – ostrzegł w jednym z komunikatów cytowanych przez rosyjskie media.
Władze regionu zapowiedziały ewakuację dzieci w wieku szkolnym, rodzin wielodzietnych, osób z niepełnosprawnościami i seniorów mieszkających samotnie do innych części kraju. Decyzja zapadła w obliczu prognoz zapowiadających spadek temperatur do około minus 17 stopni Celsjusza, co przy unieruchomionych systemach grzewczych stwarza realne zagrożenie dla zdrowia i życia.
Rosyjscy komentatorzy wojskowi spekulują z kolei, że do części uderzeń mogły zostać użyte systemy artylerii rakietowej HIMARS dostarczone Ukrainie przez państwa zachodnie, choć oficjalnych potwierdzeń w tej sprawie brak. Zarówno Moskwa, jak i Kijów ograniczają się do lakonicznych komunikatów, nie podając pełnych danych o skali zniszczeń.
