Paweł Milcarek, autor recenzji zamieszczonej na Facebooku, nie kryje entuzjazmu: „Nie jest to zwykłe kino historyczne – to film o grze psychologicznej mającej wysoką cenę moralną, w konkretnych okolicznościach historycznych”. Już w tych słowach zawiera się sedno obrazu – historia nie jest tu dekoracją, lecz polem bitwy o ludzką duszę.

Gra o duszę

Akcja filmu rozgrywa się w Kozielsku, wśród polskich oficerów przetrzymywanych przez NKWD. W centrum narracji znajduje się starcie dwóch postaci – funkcjonariusza sowieckiego aparatu represji i polskiego oficera. To pojedynek, w którym nie padają strzały, lecz słowa. A jednak ich siła okazuje się równie niszczycielska.

Irlandzki aktor Aidan Gillen, znany szerokiej publiczności z serialu „Gra o tron”, wciela się w rolę wyrafinowanego enkawudzisty – „arystokraty kuszenia”, jak określa go autor tekstu. „Gillen jest tu świetnym enkawudowskim arystokratą kuszenia” – czytamy. Jego bohater nie krzyczy, nie grozi, nie wymusza. On uwodzi. Manipuluje pasją i ambicją swojego przeciwnika.

Po drugiej stronie stoi postać grana przez Jakuba Gierszała. To on jest „głównym przedmiotem kuszenia, instrumentem, na którym kusiciel usiłuje wygrać swoją melodię”. W tej metaforze zawiera się dramat bohatera: by ocalić siebie, musi wyrzec się części własnych pragnień. Autor recenzji idzie jeszcze dalej: „żeby pozostać sobą musi wyrzec się części siebie (odciąć rękę? wyłupić oko? Te metafory by tu pasowały)”. To sugestywny obraz moralnego okaleczenia, jakie niesie ze sobą kompromis.

Podwójne dobro filmu

Zdaniem recenzenta siła „Pojedynku” jest podwójna. „Dlaczego to jest dobre? Jest dobre podwójnie” – pisze. Pierwszy poziom to czysto filmowa atrakcyjność starcia dwóch silnych osobowości. Widz śledzi napięcie między kusicielem a kuszonym z rosnącym zaangażowaniem.

Drugie dobro ma charakter historyczno-symboliczny. Autor zauważa, że obserwowana w filmie gra to jedynie zapowiedź tego, co nastąpiło po 1944 roku w Polsce. „Śledzona przez nas gra enkawudowska […] jest przecież tylko wprawką, przygrywką. Do tego, co ruszy całą orkiestrą po 1944 roku w Polsce lubelskiej i potem w Polsce Ludowej. Setki i tysiące kuszeń – i tu już nieliche żniwo”. Film staje się więc przypomnieniem mechanizmów, które w kolejnych latach objęły znacznie szersze kręgi społeczeństwa.

Autor dodaje: „To też historia. Ale także historia jako magistra vitae”. W jego interpretacji „Pojedynek” nie jest wyłącznie rekonstrukcją przeszłości, lecz lekcją dla współczesnych.

Elity i paradoks uwodzenia

Jednym z najciekawszych wątków poruszonych w recenzji jest refleksja nad stosunkiem Sowietów do elit. „Sowieci, wkładający sporo wysiłku, także subtelnego, w uwodzenie wiotkich ludzi elit kultury – paradoksalnie i nieświadomie składali hołd temu paradygmatowi kultury, w którym elity są ważne”. W tej obserwacji kryje się gorzka ironia historii: system totalitarny, niszcząc elity, jednocześnie potwierdzał ich znaczenie.

Autor zestawia to z teraźniejszością: „Już od dawna takie wysiłki nie musiałyby być uważane za potrzebne wobec profesorów, pianistów czy innej inteligencji. Jesteśmy obywatelami zupełnie innego świata autorytetów”. To zdanie wybrzmiewa jak diagnoza współczesności – zmiany hierarchii wartości i erozji dawnych autorytetów.

Język jako narzędzie

Ciekawym zabiegiem filmowym jest prowadzenie dialogów między Zarubinem a polskim oficerem w języku angielskim. Recenzent przyznaje, że mogło to wynikać z praktycznych względów, jednak efekt artystyczny ocenia bardzo wysoko. „Rzeczywiście zapominamy momentami, że po drugiej stronie jest kolega Berii. Tak dużo zmienia język i styl”.

To pokazuje, jak istotnym narzędziem manipulacji jest język – nie tylko treść, lecz także ton i forma wypowiedzi. Autor przypomina przy tym, że „niejeden Zarubin przemawiał do Zachodu w jego językach”, co nadaje scenom dodatkowy wymiar symboliczny.

Zastrzeżenia i niedopowiedzenia

Choć recenzja jest w dużej mierze entuzjastyczna, autor formułuje także konkretne uwagi krytyczne. Po pierwsze, zwraca uwagę na brak wyraźnego przypomnienia o niemieckiej okupacji i jej martyrologii. „Należało nie zostawić Niemców tak czystych – wystarczyło w literach na początku i końcu wzmiankować martyrologię okupacji hitlerowskiej”.

Drugie zastrzeżenie dotyczy niemal całkowitego braku w filmie motywu życia religijnego w obozie. „Jest znakiem tylko naszego czasu to, że w obrazowaniu życia w obozie jenieckim nie ma ni śladu żarliwego życia religijnego – bo w rzeczywistości odgrywało ono wielką rolę”. Autor ocenia to jako „nieuczciwość” w przypadku kina historycznego.

Wreszcie, w jednej z pierwszych scen razi go zbyt swobodna postawa oficera wobec przełożonego. „Nie jestem pewny czy oficer […] popisałby się taką inteligencką dezynwolturą wobec swego dowódcy w polu – jak to nam manifestuje Gierszał”.

Film słowa i muzyki

Mimo uwag krytycznych, autor nie ma wątpliwości: „Pojedynek jest […] czymś poważnym i przekonującym”. Określa go jako „bardzo mówiony film, film słowa, także film z bogatą szatą muzyczną”. Podkreśla rolę muzyki Bartosza Chajdeckiego, która buduje napięcie i podkreśla emocjonalny wymiar historii.

Choć – jak zaznacza – „walor języka filmowego sensu stricto nie jest w pełni eksploatowany”, to jednak całość robi silne wrażenie. Ostateczna ocena? „Nie dałbym mniej niż 7/10”. To rekomendacja, którą trudno zignorować.

„Trzeba ten film obejrzeć” – konkluduje autor. I trudno się z nim nie zgodzić.