Jak pisze Włodzimierz Gójski na Facebooku, „akcję sprzed wielu lat zorganizowało KGB”, a jej celem było „zbieranie haków” na osoby ze szczytów władzy.
Dalej czytamy, że wśród potencjalnych ofiar tego typu działań mogli znaleźć się politycy z najwyższej półki, w tym Donald Trump, Vladimir Putin, Angela Merkel, Emmanuel Macron, Donald Tusk, Ursula von der Leyen, Barack Obama czy Hillary Clinton. W ocenie autora to właśnie możliwość kompromitacji elit miała być „prawdziwym sensem” całej afery.
Co wiemy na pewno o sprawie Epsteina?
Jeffrey Epstein został w 2019 roku aresztowany pod zarzutem handlu nieletnimi w celach seksualnych, a następnie zmarł w nowojorskim areszcie federalnym. W ostatnich latach amerykański Departament Sprawiedliwości oraz sądy stopniowo odtajniają kolejne partie dokumentów procesowych, w tym korespondencję i listy kontaktów finansisty. Materiały te pokazują skalę jego powiązań towarzyskich, ale – jak podkreślają prokuratorzy – same w sobie nie dowodzą udziału służb obcego państwa w kierowaniu jego działalnością.
Brytyjskie media, takie jak „Daily Telegraph” i „Daily Mail”, informowały niedawno o odniesieniach do Rosji w części ujawnionych akt, zaznaczając jednocześnie, że są to poszlaki, a nie twarde dowody. W publikacjach tych podkreślano, iż brak jest oficjalnych ustaleń organów śledczych, które potwierdzałyby, że Epstein działał na zlecenie rosyjskich struktur, w tym dawnego KGB.
Podobnie wypowiadają się eksperci od służb specjalnych. Byli funkcjonariusze amerykańskiego kontrwywiadu cytowani przez „Washington Post” i „New York Times” zwracają uwagę, że choć rosyjskie służby historycznie wykorzystywały kompromitujące materiały wobec zachodnich elit, to w sprawie Epsteina nie przedstawiono dotąd dowodów potwierdzających taką operację.
„Zbieranie haków” – realna praktyka czy hipoteza?
Teza o gromadzeniu kompromitujących materiałów w celu szantażu – określanych w rosyjskim żargonie jako „kompromat” – jest dobrze udokumentowana w literaturze przedmiotu. Historycy i badacze zimnej wojny wskazują, że zarówno radzieckie, jak i zachodnie służby wywiadowcze stosowały podobne metody wobec dyplomatów czy polityków. Jednak przenoszenie tych praktyk wprost na aferę Epsteina wymagałoby potwierdzenia w dokumentach operacyjnych lub w ustaleniach sądowych, których obecnie brak.
Gójski w swoim wpisie formułuje pytanie retoryczne, czy wymienieni politycy „nie mieliby wahań przed potwierdzeniem takiego ujęcia tematu”. Do tej pory żadna z wymienionych osób publicznych nie oświadczyła, że padła ofiarą operacji prowadzonej przez rosyjskie służby w ramach działalności Epsteina.
Ostrożność w ocenach
Specjaliści od dezinformacji podkreślają, że wokół sprawy Epsteina narosło wiele spekulacji, często łączących realne dokumenty sądowe z daleko idącymi interpretacjami politycznymi. Europejski think tank EU DisinfoLab w jednym z raportów zwraca uwagę, że temat bywa wykorzystywany w narracjach sugerujących wszechobecne spiski służb specjalnych bez wystarczających podstaw dowodowych.
Na dziś jedynymi w pełni potwierdzonymi faktami pozostają przestępstwa, za które Epstein był ścigany, oraz sieć jego kontaktów towarzyskich. Kwestia ewentualnego zaangażowania obcych wywiadów pozostaje w sferze hipotez i publicystycznych komentarzy, a nie ustaleń prokuratorskich. Faktem są jednak udokumentowane kontakty Epsteina z rosyjskimi oligarchami z najbliższego otoczenia Putina.
