– Potrzeby Sił Zbrojnych są znacznie większe niż zakres programu SAFE. Zidentyfikowaliśmy więcej projektów, następnie dokonaliśmy ich priorytetyzacji pod względem ważności i kwalifikowalności – tłumaczył gen. Rybak. Jak wskazał, jednym z kluczowych kryteriów była zgodność z rozporządzeniem SAFE oraz możliwość realizacji zamówień w polskim przemyśle obronnym.

Te słowa ostro skomentował wiceprzewodniczący klubu PiS Marcin Ociepa. – Wojsko przygotowało listę potrzebnego sprzętu, ale została ona wyrzucona do kosza, bo nie pasowała do unijnego katalogu SAFE. To znaczy, że SAFE jest dla polskiej armii czy polska armia dla SAFE? – pyta.

Program SAFE zakłada, że co najmniej 35 proc. komponentów zamawianego sprzętu musi pochodzić z Unii Europejskiej. Opozycja podnosi, że ogranicza to możliwość zakupu uzbrojenia spoza UE, w tym amerykańskich systemów, które już stanowią istotny element wyposażenia Wojska Polskiego. Zwracano także uwagę na brak pełnej analizy zdolności krajowego przemysłu do realizacji zakontraktowanych dostaw w wyznaczonych terminach.

Sejm przyjął ustawę wdrażającą SAFE głosami KO, Lewicy, PSL i Polski 2050. Przeciw byli posłowie PiS i Konfederacji. Program opiera się na wspólnym zadłużeniu Unii Europejskiej i ma umożliwić państwom członkowskim szybkie inwestycje w obronność. Polska – według zapowiedzi rządu – może otrzymać ok. 43,7 mld euro z całej puli 150 mld euro.

Dyskusja wokół SAFE pokazuje jednak, że spór dotyczy nie tylko finansowania, ale także kierunku modernizacji armii i relacji między narodowymi potrzebami obronnymi a unijnymi mechanizmami wsparcia.