Chodzi o sytuację, w której podczas pościgu za grupą migrantów jeden z żołnierzy miał – według ustaleń śledczych – przypadkowo oddać strzał po potknięciu się w lesie. Ranny obywatel Syrii otrzymał natychmiastową pomoc, a interweniująca Żandarmeria Wojskowa początkowo nie znalazła podstaw do zatrzymania wojskowego. Postępowanie ruszyło jednak po zawiadomieniu złożonym przez pełnomocnika poszkodowanego. Prokuratura zdecydowała się na przedstawienie zarzutów z art. 354 §1 Kodeksu karnego, dotyczącego nieostrożnego obchodzenia się z bronią palną – przestępstwa zagrożonego karą do trzech lat pozbawienia wolności. Sprawa toczy się obecnie przed Wojskowym Sądem Garnizonowym w Warszawie.

Najostrzej zareagował były minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak, który napisał w mediach społecznościowych, że jest to „skandal państwowy i akt zdrady państwa wobec ludzi w mundurach”. Jego zdaniem żołnierz „działał na rozkaz, w realnym zagrożeniu”, a mimo to – jak podkreślał – „upolityczniona prokuratura stawia mu zarzuty karne”. Błaszczak przypomniał również wcześniejsze deklaracje obecnego szefa MON, Władysława Kosiniaka-Kamysza, że mundurowi muszą mieć pewność ochrony prawnej, dodając: „Dziś widzimy, ile te słowa były warte”.

Podobne stanowisko zajęli inni politycy opozycji. Łukasz Rzepecki oceniał, że „żołnierz broni granic RP i życia Polaków, a rząd wrzuca go pod prokuratorski młyn”, a poseł Andrzej Śliwka pisał o „hańbie” i „złamaniu kręgosłupa armii”. Paweł Jabłoński stwierdził z kolei: „To jest po prostu zdrada wobec ludzi, którzy ryzykują życie, żebyśmy byli bezpieczni”.

Na narastającą falę krytyki odpowiedziało Ministerstwo Obrony Narodowej. W wydanym komunikacie resort zaznaczył, że początkowo – jeszcze za poprzedniego kierownictwa – żołnierz nie otrzymał wsparcia instytucjonalnego, natomiast po objęciu urzędu przez Władysława Kosiniaka-Kamysza powołano Zespół Ochrony Praw Żołnierzy. „Żołnierz ten ma dziś pełne wsparcie dowódców Wojska Polskiego i prawników z zespołu” – podkreślono w oświadczeniu.

MON poinformowało także, że wojskowy udzielił pełnomocnictwa prawnikom współpracującym z resortem, a minister obrony nie zgadza się z decyzją prokuratury. „Pomoc prawna będzie udzielana do czasu zakończenia sprawy, a w razie niekorzystnego rozstrzygnięcia będą składane środki odwoławcze” – zapewniono.

Oby resort pod obecnym kierownictwem zaczął wreszcie naprawdę bronić żołnierzy.