Policja po analizie materiału uznała, że doszło do wykroczenia z art. 86b Kodeksu wykroczeń. Minister został ukarany grzywną w wysokości 1500 zł oraz 15 punktami karnymi. Mandat przyjął i opłacił.

W rozmowie na antenie Radia Zet Żurek przekonywał jednak, że – według opinii prawników – miał „80 proc. szans na wygraną w sądzie”. Ostatecznie jednak zrezygnował z drogi procesowej. Tłumaczył, że jechał cudzym samochodem, „nie znał hamulców”, a za nim poruszał się inny pojazd. Jak stwierdził, piesza była „na tyle daleko”, że manewr mógł wykonać „w miarę bezpiecznie”.

Trudno nie docenić tej lekcji nowoczesnej wykładni prawa drogowego: 80 procent szans na wygraną to przecież niemal jak immunitet z… fizyki. Zabrakło tylko tezy, że przepisy ruchu drogowego – podobnie jak konstytucję – można interpretować w zależności od warunków drogowych i nastroju kierowcy, co w wykonaniu polityków koalicji 13 grudnia ma przecież i tak już miejsce.

Minister przywołał także wspomnienie z młodości, kiedy w autobusach wisiały tabliczki „Nie rozmawiać z kierowcą w trakcie jazdy”. Dziś – jak przyznał – rozumie ich głęboki sens. W istocie trudno o bardziej „przekonującą ilustrację” tego, że nawet rozmowa w programie internetowym nie powinna konkurować z koncentracją na przejściu dla pieszych.