Najuczciwsza odpowiedź jest taka: mózg najbardziej zyskuje nie na barwie tuszu, tylko na samym pisaniu ręcznym. Kiedy zapisujesz zdania, uruchamiasz jednocześnie ruch, planowanie, uwagę, język i pamięć roboczą. To jest trening – trochę jak „siłownia” dla myślenia, bo musisz selekcjonować treść, streszczać i układać sens, a nie tylko kopiować.

Kolor niebieski może jednak dołożyć do tego - choć skromną - swoją cegiełkę. Kolor działa jak sygnał uwagi: notatka napisana inną barwą bywa po prostu bardziej „widoczna” w głowie, bo łatwiej ją odróżnić od reszty. Jeśli używasz niebieskiego konsekwentnie do definicji, wniosków albo nagłówków, mózg dostaje czytelne drogowskazy.

Jest też psychologia nastroju. Badania nad wpływem barw na funkcjonowanie poznawcze pokazują, że efekty kolorów potrafią zależeć od kontekstu i zadania, a czasem są niewielkie lub mieszane. W praktyce niebieski bywa odbierany jako „spokojniejszy” niż czerwień, co może pomagać w dłuższym skupieniu – ale nie jest to przełącznik, który nagle podkręca IQ o kilka punktów.

Najbardziej „mózgowe” zastosowanie niebieskiego jest prozaiczne: porządek. Gdy notatki są czytelne, uporządkowane i konsekwentnie kodowane (np. niebieski = teza, czarny = treść, zielony = przykłady), łatwiej do nich wrócić i szybciej wydobyć z pamięci to, co ważne. Kolor staje się wtedy narzędziem organizacji – a organizacja to paliwo dla uczenia się.

Wniosek? Jeśli lubisz pisać niebieskim, to świetnie: to może wspierać koncentrację i pamięć przez „efekt wyróżnienia” i lepszą strukturę notatek. Ale prawdziwy przełom robi regularne pisanie ręczne, sensowne streszczanie i mądre kodowanie informacji – niezależnie od tego, czy atrament jest niebieski, granatowy czy czarny.