Informacje te pojawiły się m.in. w relacjach amerykańskich i europejskich mediów, które opisują obawy części unijnych dyplomatów dotyczące możliwego wycieku wrażliwych danych. Jak podaje Politico, „UE ogranicza przepływ poufnych materiałów do Węgier, a unijni przywódcy spotykają się w mniejszych grupach”. Ma to być forma nieformalnego zabezpieczenia przed potencjalnym przekazywaniem informacji poza struktury wspólnoty.

Tłem dla tych działań mają być poważne oskarżenia kierowane pod adresem węgierskich władz. „The Washington Post” donosi, że Budapeszt utrzymywał bliskie relacje z Moskwą także po rozpoczęciu wojny na Ukrainie. Szczególne kontrowersje na też budzić postawa szefa węgierskiej dyplomacji Petera Szijjarto.

Lider węgierskiej opozycji Peter Magyar stwierdził nawet: „Fakt, że węgierski minister spraw zagranicznych (…) praktycznie co minutę relacjonował Rosjanom przebieg każdego spotkania UE, jest jawną zdradą”. To bardzo mocne oskarżenie, które jednak nie zostało oficjalnie potwierdzone przez instytucje unijne.

W praktyce oznacza to zmianę stylu prowadzenia unijnej dyplomacji. Coraz więcej spotkań odbywa się w ograniczonych gronach – bez udziału wszystkich państw członkowskich. Jak wskazują anonimowi urzędnicy cytowani przez media, to właśnie obawy o lojalność niektórych krajów przyczyniły się do rozwoju tzw. „mniejszych formatów” współpracy.

„Państwa członkowskie, które nie są w pełni lojalne, są głównym powodem, dla którego większość istotnych działań dyplomatycznych w Europie odbywa się obecnie w różnych mniejszych formatach” – podkreśla jeden z rozmówców.

Mimo powagi zarzutów, Unia Europejska nie zdecydowała się dotąd na oficjalne działania wobec Węgier. Według źródeł dyplomatycznych przyczyną może być zbliżająca się kampania wyborcza w tym kraju. Otwarte działania przeciwko rządowi Viktora Orbana mogłyby – paradoksalnie – wzmocnić jego pozycję polityczną.