Tygodnik „Spiegiel” to jeden z najbardziej opiniotwórczych dzienników wydawanych w Republice Federalnej Niemiec. Ten wydawany od 1947 roku magazyn opinii wielokrotnie w historii zachodnich Niemiec, a potem zjednoczonych Niemiec narzucał nowe spojrzenie na problemy polityczne, ale i na kwestie historyczne. Pismo to uczestniczyło w dyskusji na temat odpowiedzialności moralnej Niemców za zbrodnie II wojny światowej, było aktywnym uczestnikiem w dyskusji wokół rewolucji obyczajowej zapoczątkowanej przez protesty 1968 roku, odegrało bardzo chwalebną rolę w uświadomieniu zagrożeń wynikających z terroru grupy Baader Meinhoff i wreszcie w latach 90-tych zrobiło bardzo wiele aby ułatwić porozumienie duchowe Niemców z dawnej RFN i byłej NRD. Ta rola swego rodzaju sumienia moralnego RFN, choć oczywiście sprawowana z pozycji raczej lewicowych niż prawicowych spowodowała, że wszelkie propozycje dyskusyjne tego pisma zawsze obserwowane są z dużą uwagą. Z tym większa konsternacją wielu polskich obserwatorów przyjęło sporą publikację Spiegla” w numerze z 18 maja 2009 roku w której wagę poświadczało umieszczenie tego artykułu na okładce pisma.
Die Komplizen – Hitlers europäische Helfer beim Judenmord” – czyli w tłumaczeniu Wspólnicy – europejscy pomocnicy Hitlera przy mordowaniu Żydów. Na okładce umieszczono wizerunek Adolfa Hitlera oraz kolaż zdjęć rozmaitych formacji kolaboracyjnych tworzonych przez Niemców na terenach okupowanych lub w państwach sojuszniczych III Rzeszy. Już w samym tytule zwraca uwagę podstawowy człon – określenie „die Komplizen”. Jest to bardzo specyficzny termin używany zazwyczaj w terminologii policyjnej lub sądowej, oznaczający ludzi, którzy współuczestniczyli w napadzie lub morderstwie. Treścią publikacji był esej podsumowujących wiedzę na temat udziału w prześladowaniu i mordzie na Żydach ze strony lokalnych społeczności okupowanych krajów lub organizacji, które nawiązywały do ideologii faszystowskiego w ramach swego wyboru drogi kolaboracyjnej z Niemcami. „Spiegiel” postawił tezę, że holocaust Żydów nie byłby możliwy bez pomocy setek tysięcy ludzi innej narodowości niż Niemcy i że naziści nie byliby w stanie samodzielnie wymordować kilka milionów Żydów. Wśród pomocników Hitlera pismo obok Ukraińców, Rumunów, Francuzów czy Węgrów wymieniło także Polaków. W tekście mowa jest o pomocy ukraińskich żandarmów, litewskich policjantów, rumuńskich żołnierzy, węgierskich kolejarzy, holenderskich urzędników, francuskich burmistrzów, norweskich ministrów, włoskich żołnierzy i polskich rolników.
W jednym z fragmentów, który wywołał wyjątkowe oburzenie wśród polskich komentatorów artykuł wskazuje że niemieckie zbrodnie były potworne ale były wykonywane z ideologicznych przesłanek, zaś pomoc wschodnioeuropejskich „wspólników” miewała niekiedy tak trywialne przesłanki jak chęć zdobycia pary butów po zamordowanej ofierze pochodzenia żydowskiego. Nietrudno było zauważyć, że tekst ten był konsekwencją polskiej debaty o zagładzie żydowskich mieszkańców miejscowości Jedwabne na ziemi łomżyńskiej w lipcu 1941 roku. Debata ta była niezwykle uważnie obserwowana i komentowana w Niemczech i przyczyniła się do początku fali artykułów, których autorzy zalecali Polakom pełne wyjaśnienie swego udziału w holokauście. Bardzo często pojawiał się przy okazji bardzo perfidny argument. Wskazywał on, że ponieważ Niemcy w pełni „przepracowały” swoją winę moralną za wojenne prześladowania i mordy na Żydach, mają prawo teraz być swoistym strażnikiem pamięci o tych Żydach, którzy zginęli z rąk ich wojennych wschodnioeuropejskich kolaborantów III Rzeszy.
Oczywiście stało to w sprzeczności z odczuciami bardzo wielu Polaków, którzy dobrze pamiętali, że to Niemcy stworzyli system donosicielstwa i zbrodni, który wciągał w siebie jednostki z marginesu społecznego, poszukiwaczy tanich łupów i wreszcie tych, których do udziału w akcjach zmuszono po prostu przemocą lub groźbą rozstrzelania. Na tym tle dzisiejsza próba podzielenia się winą z tymi, którym przystawiano pistolet do skroni, aby brali udział w mordzie jawił się i jawi się nadal jako wyjątkowo diaboliczna manipulacja. Na publikację „Spiegla” zareagował pracownik Biura Edukacji Publicznej IPN dr hab. Bogdan Musiał, który wypowiadając się dla „Naszego Dziennika” mówił: „Wrzucanie do jednego worka polskich rolników z pozostałymi wymienionymi przez tygodnik grupami jest dużym nadużyciem”.
W sejmie temat artykułu Die Komplizen pojawił się w trakcie spotkania z niemieckim członkiem polsko-niemieckiej komisji parlamentarnej. Pytany przez polskich dziennikarzy o to czy nie jest to próba zrzucania przez Niemcy z siebie odpowiedzialności za holokaust – niemiecki polityk z CDU lodowatym tonem odparł zadającemu pytanie polskiemu żurnaliście że gdyby podobne pytanie śmiał zadać na terenie RFN to musiałby liczyć się ze wszczęciem przeciwko niemu postępowania karnego o zniesławienie. Zachowanie polityka chadecji w polskim sejmie było dość miarodajne dla reakcji na publikację „Spiegla” za naszą zachodnią granicą. Tekst nie wywołał większych polemik ani protestów wśród intelektualistów niemieckich. Spotkał się za to z pewnymi głosami wsparcia wśród polskich publicystów. Na portalu Blok Eurowyborczy, publicysta Tomasz Sikora pisał: „Del Spiegel ma rację. Polacy pomagali Niemcom w Holokauście”. We wpisie z 27 maja 2009 r. autor sprowadził całą rzecz do awantury politycznej: „Od tygodnia obserwuję – najpierw z politowaniem, zażenowaniem, potem frustracją a teraz ze wściekłością »dyskusję publiczną«, jaka rozgrywa się w Polsce nad artykułem »Die Komplizen – wspólnicy« sprzed ostatniego numeru »Der Spiegla« dyskutują politycy, publicyści, historycy i urzędnicy. Ilu z nich artykuł przeczytało? Ilu z nich wierzy w »okopy Świętej Trójcy« wedle których ze zbrodnią holokaustu nie mieliśmy jako naród nic wspólnego? Czytam w »Dzienniku«: »Der Spiegiel wini Polaków za holokaust«.
W »Rzeczpospolitej« Paweł Lisicki stwierdza: przyznaję, że »Spiegiel« stara się napisać historię na nowo. Poza tym słyszę gromy twórcy Muzeum Powstania Warszawskiego Jana Ołdakowskiego na »Spiegla«: publikacja o rzekomym współudziale Polaków w holokauście jest skandalicznym kłamstwem. PAP pisze, że IPN wyśle »Spieglowi« książki, by niemieccy redaktorzy dowiedzieli się, że Polacy jednak Niemcom przy mordowaniu Żydów nie pomagali. A Jan Żaryn drwi idiotycznie, że: »Spiegiel pewnie zażąda od Izraela by sami Żydzi przeprosili za holokaust«. Spór pomiędzy publicystami oburzonymi publikacją w niemieckim tygodniku a ich polskimi obrońcami zakładał się na różnym rozumieniu określenia zbiorowego „Polacy”. Krytycy Spiegla” wskazywali, że Niemcy chcą obarczyć winą za zagładę Żydów cały naród, a ich polscy adwersarze używali argumentu, że określenie „Polacy” może dotyczyć wszystkich tych Polaków, którzy z własnej woli przykładali rękę do prześladowań Żydów w czasie wojny. Faktem jednak pozostaje, że bez takich publikacji jak Die Komplizen nie byłyby do pomyślenia późniejsze publikacje np. dr Grzegorza Rossolińskiego-Liebe, który postawił niedawno na łamach niemieckiego dziennika FAZ tezę, że holokaust był przedsięwzięciem transnarodowym. To że układa się to w chór głosów, które powoli modyfikują główne sprawstwo moralne Niemców w zagładzie Żydów jest już dzisiaj poza wszelką wątpliwością.
