Z opisu wynika, że w starciu tym brała udział niewielka grupa ukraińskich droniarzy wsparta grupą dronową estońskich ochotników z Kaitseliit, mniej więcej odpowiednika polskiego WOTu. Łacznie jednak te siły nie przekraczały najwyraźniej ekwiwalentu kompanii - około setki żołnierzy. Jako ich przeciwników użyto dwa bataliony zmechanizowane, brytyjski i estoński.
Opiszę punktowo przebieg tych manewrów i główne tezy zawarte w artykule. Link do oryginału artykułu znajdą Państwo niżej w komentarzach. Zapraszam by się z nim zapoznać.
--1/ Starcie trwało połowę jednego dnia, w ciągu którego ukraińsko-estońska kompania dronowa umownie rozbiła te dwa bataliony zmechanizowane nie ponosząc żadnych strat.
--2/ Zmechanizowana brytyjsko-estońska grupa nie była w stanie zidentyfikować pozycji ukraińsko-estońskiej grupy. Nie wiedziała skąd jest atakowana.
--3/ Zmechanizowana grupa działała w swoim standardowym trybie w tym na przykład rozmieszczała swoje tyłowe pododdziały, sprzęt, namioty w odległości, która jest uważana w normalnych warunkach za bezpieczną w sposób nie zamaskowany i nie ukryty. Artykuł podkreśla, że wszystkie te tyłowe pozycje zostały przez drony umownie zniszczone.
--4/ Ukraińsko-estońska grupa dronowa używała ukraińskiego systemu zarządzania polem walki Delta. Pisałem o nim wielokrotnie. To jest system stworzony celowo pod takie pole walki nasycone dronami. Ukraińcy przesyłają ogromne ilości danych z jego wykorzystaniem, pochodzące z rozpoznania z pomocą dronów, system analizuje te dane ze wsparciem odpowiednich algorytmów, pomaga wyznaczyć cele i z jego pomocą droniarze te cele niszczą. Artykuł podkreśla, że użycie Delty pozwala Ukraińcom radykalnie skrócić czas od rozpoznania celu do rażenia do kilku minut. I że siły natowskie po prostu nie były w stanie podczas manewrów nadążyć za nimi w tym zakresie.
--5/ Artykuł również podkreśla, na ile przezroczyste stało się pole walki na taktycznym poziomie. Pomimo, że w warunkach tych manewrów nasycenie dronami było około 2 razy niższe, niż to z czym Ukraińcy mają do czynienia na froncie na co dzień, siły zmechanizowane miały ogromny problem z przetrwaniem na takim polu walki. Ponieważ były w bardzo krótkim czasie identyfikowane i natychmiast rażone zanim były w stanie zidentyfikować przeciwnika.
--6/ Artykuł wskazuje, iż celem tych manewrów było sprawdzenie elastyczności natowskich sił na polu walki. Czyli tego, na ile szybko będą w stanie się dostosować do warunków, do których nie są przyzwyczajeni. W swoim komentarzu dotyczącym tych ćwiczeń głowa programu z wdrożenia systemów bezzałogowych w armii Estonii, pułkownik Arbo Probal o działaniach sił NATO powiedział tak: " chcieliśmy, żeby żołnierze byli wobec siebie krytyczni podczas tych manewrów. Chcieliśmy się upewnić, że nie popadną w samozadowolenie z tego co robią. Czy to się udało? Z mojego punktu widzenia misja wykonana!"
--7/ Według artykułu wynik manewrów szokował dowódców natowskich. Estonia w ocenie WSJ miała wziąć na poważnie wnioski z nich i reformować swoje siły zbrojne stawiając akcent na współpracę z prężnie rozwijającym się sektorem prywatnym produkującym bezzałogowce na rzecz estońskiego wojska.
--8/ W krytycznym ujęciu, WSJ przywołuje komentarz generała Davida Petraeusa, byłego dowódcę sił międzynarodowych w Iraku i dyrektora CIA. Według niego lekcji nie można odrobić po prostu identyfikując problem. NATO odrobi tę lekcję dopiero w momencie, kiedy zmieni swoje szkolenia, struktury organizacyjne, doktrynę użycia wojsk na polu walki.
--9/ Strona ukraińska w swoich komentarzach podkreśla, iż ma nadzieję, że te manewry posłużą jako dzwonek dla NATO odnośnie zmian, które są niezbędne, żeby mieć możliwość w razie potrzeby skutecznie przeciwdziałać Rosji.
Na koniec komentarz ode mnie.
Nie ma w tym artykule w zasadzie niczego, o czym bym wielokrotnie nie pisał. Nie jestem jakimś wielkim analitykiem wojennym. To są po prostu rzeczy, które są oczywiste dla każdego, kto w szczegółach śledzi przebieg tego konfliktu. Z opisu manewrów wynika, iż grupie natowskiej jako przeciwnik służyła mała lekka grupa ukraińska przy wsparciu Estończyków. W zasadzie można powiedzieć „grupa dywersyjna”. W dodatku to nie był jakiś zgrany pododdział ukraiński z jakiejś znanej jednostki dronowej, tylko na szybko zebrana grupa droniarzy ukraińskich połączona w jedną ekipę na miejscu. Ona nie miała całego tego rozbudowanego zaplecza i systemu walki, które ma jednostka frontowa. Nie było tam wsparcia artylerii, innych środków rażenia i rozpoznania, które współdziałają z jednostkami dronowymi. Nie było tam użycia tzw. ciężkich dronów frontowych zadaniem, których jest atakowanie tyłów przeciwnika i niszczenie sprzętu zanim pojawi się na pierwszej linii. Tylko lekkie siły, dobra koordynacja za pomocą nowoczesnego systemu zarządzania polem walki, dobre rozpoznanie i szybkie decyzje. WSJ zauważa co ciekawe, że NATOwscy decydenci po tych manewrach zdecydowali skonfrontować ukraińską Deltę z podobnym systemem wdrażanym przez Amerykanów w kolejnych manewrach. Byłbym bardzo ciekaw wyniku podobnego starcia. Ale o tym nic nie wiadomo.
W Polsce jestem często przekonywany, że wojna NATO z Rosją będzie wyglądać zupełnie inaczej niż ta tocząca się na wschodzie i wszyscy nasi generałowie przestrzegają przed przekładaniem wniosków z Ukrainy na nasze realia. W uzasadnieniu głównego argumentu jest zawsze podawana przewaga natowskiego lotnictwa.
Ja zadaję sobie tylko dwa pytania ...
Po pierwsze zakładając, że rzeczywiście wszystko pójdzie zgodnie z planem i lotnictwo na poziomie strategicznym zrobi robotę rozwalając cały system walki Rosjanom i ich zaplecze, to przecież to nie zlikwiduje nadal te grupy droniarzy na poziomie taktycznym na ziemi, tam, gdzie zwykły polski żołnierz zmechu będzie prowadził swoją ofensywną operację zaczepną w celu przeniesienia wojny na teren przeciwnika, jak to określają niektórzy w Polsce. Lotnictwo tego żołnierza z jego przedrogim Abramsem i Borsukiem nie uchroni przed takimi lekkimi grupami jak ta ukraińska podczas manewrów Hedgehog. A Rosja tych grup ma w wojsku setki już ... w każdym pułku, brygadzie i dywizji.
Pomijając wyspecjalizowane jednostki dronowe wyższego szczebla, których zadaniem jest izolacja pola walki i czyszczenie całego zaplecza przeciwnika. Oczywiście droniarze również mają swoje zaplecze, które zabezpiecza ich działania na froncie i można go zniszczyć. Ale to zaplecze jest nieporównywalnie mniejsze i "lżejsze", jeśli można to tak określić, niżeli zaplecze niezbędne dla kompanii pancernej na Abramsach, żeby mogła ona prowadzić natarcie na froncie zgodnie klasycznej natowskiej doktryny.
Poza tym jest wątpliwe, by to NATO jako pierwsze zaatakowało Rosję prowadząc długotrwałą kampanię lotniczą zanim zaczną się walki lądowem, jak to było w Iraku. Z Rosja jest to mało prawdopodobne. Kampania lotnicza zacznie się raczej wraz z walkami na lądzie.
No i druga kwestia, która mnie martwi ... NATO oczywiście ma przewagę w powietrzu, tyle że niestety Polska jej nie ma. A co, jeśli NATO nie zadziała zgodnie z naszym idealnym planem albo zadziała, ale w stopniu ograniczonym. Nie zakładamy tego typu scenariuszy? Kto wtedy wywalczy nam tę przewagę w powietrzu i unicestwi rosyjski system logistyczny, centrum dowodzenia, magazyny itd?
Martwi mnie to, że przecież nie jest to jakaś czysto akademicka dyskusja. Ceną błędów i nieprawidłowo wyciągniętych wniosków będą konkretne życia konkretnych polskich żołnierzy. Będą duże straty, których można uniknąć. I wtedy odpowiedzialność za nie ponosić będzie nie tylko przeciwnik, ale i decydenci, którzy zignorowali problem.
No i generał Petraeus ma rację. Gdyby realnie odrobiono tę lekcję, to byśmy już obserwowali poważne zmiany w strukturach, w wyszkoleniu, w stosowanych doktrynach. Nic z tego nie ma. Są dyskusje na razie i zastanawianie się nad tym czy problem istnieje, czy jest zmyślony.
I na koniec dodam, że nie jestem człowiekiem, któremu zależy, by mieć rację. Nie będę czuł żadnej satysfakcji, jeżeli się okaże, że miałem rację. Jeżeli wszystko o czym pisze okaże się błędne, spokojnie przyznam się do błędów i się ucieszę z tego powodu. Natomiast uważam, że sprawą każdego obywatela, który płaci podatki i dla którego los tego kraju jest nieobojętny - STAWIAĆ PYTANIA.
Mikołaj Susujew
