Organizatorka pikiety antyaborcyjnej Kaja Godek przekazała, że protest jest reakcją na „brak traktowania dziecka poczętego jako pacjenta”. „Szpital św. Wojciecha nie traktuje dziecka poczętego jak pacjenta. Niektórym podaje się zastrzyk z chlorku potasu w serce. Złożyliśmy zawiadomienie do prokuratury, żeby ścigać osoby, które to zrobiły, a także te, które zażądały takiej procedury. Stąd też żądanie przejrzenia dokumentacji pacjentek” – oświadczyła podczas wystąpienia przed kamerami.

Kontrowersje miały wzbudzić właśnie zapowiedzi domagania się wglądu w dokumentację medyczną kobiet hospitalizowanych w szpitalu. Obecni na miejscu przedstawiciele kontrmanifestacji podkreślali, że takie żądania naruszają prywatność pacjentek i mogą prowadzić do zastraszania personelu. Policja oddzielała obie grupy barierkami i kordonem funkcjonariuszy.

Około godz. 13:30 przedstawiciel prezydent Gdańska podjął decyzję o rozwiązaniu zgromadzenia pro-life przed planowanym zakończeniem. Jak poinformowano, powodem miały być względy bezpieczeństwa i zakłócanie porządku w bezpośrednim sąsiedztwie szpitala. Decyzja spotkała się z ostrą reakcją organizatorów.

Po zakończeniu wydarzenia Kaja Godek zarzuciła policji użycie siły wobec uczestników. „Skandaliczna próba ograniczenia wolności słowa, zgromadzeń i praktyk religijnych. Ludzie się nie poddali i nie pozwolili na to bezprawie” – napisała w mediach społecznościowych, publikując nagrania z interwencji.

Z kolei władze spółki Copernicus, która nadzoruje szpital, zapowiedziały podjęcie kroków prawnych i organizacyjnych, by w przyszłości nie dopuścić do blokowania wejść i utrudniania pracy personelu. Jak podkreślono, priorytetem jest bezpieczeństwo pacjentów oraz niezakłócone funkcjonowanie placówki medycznej.