Jak relacjonował dyrektor programowy stacji Michał Rachoń, wynik badania pokazuje, że temat przebił się do opinii publicznej mimo ograniczonego zainteresowania ze strony części mediów głównego nurtu.
– „Mówimy i będziemy to powtarzać, za chwilę, w ciągu kilku najbliższych dni – mogą się Państwo spodziewać kolejnego ataku na TV Republika. Będzie miał on znowu ten sam kontekst” – ostrzegał Rachoń na antenie stacji. Dodał, że w jego ocenie działania wobec nadawcy mają związek zarówno z tematami politycznymi, jak i z krytycznym stanowiskiem stacji wobec rządowych inicjatyw.
Z badania przywołanego przez „Rzeczpospolitą” wynika, że 62,6 proc. respondentów deklaruje, iż słyszało o sprawie kontaktów marszałka Sejmu. Jednocześnie opinie na temat ewentualnej dymisji Włodzimierza Czarzastego są podzielone: 46,9 proc. ankietowanych sprzeciwia się jego odwołaniu, 44,9 proc. opowiada się za takim rozwiązaniem, a 8,2 proc. nie ma zdania.
Rachoń skomentował te dane jako dowód skuteczności pracy redakcji śledczej. – „To oznacza, że informację, którą opracowali nasi dziennikarze, a która była zamilczana przez wszystkie media, jednak się przebiła i zdecydowana część Polaków o niej usłyszało” – powiedział.
W tle pozostaje grudniowe, niejawne posiedzenie Sejmu sprzed głosowania nad wetem prezydenta dotyczącym ustawy o kryptowalutach. Według relacji części polityków opozycji premier Donald Tusk miał wówczas poruszać wątki dotyczące Telewizji Republika oraz jej zaplecza finansowego. Po posiedzeniu pojawiły się zarzuty o możliwą inwigilację środowiska stacji, czego rząd publicznie nie potwierdził.
Poseł PiS Bartosz Kownacki przekazał w mediach, że materiały prezentowane podczas posiedzenia mogły pochodzić ze służb specjalnych, jednocześnie krytykując ich jakość. Rząd jednak nie odniósł się szczegółowo do tych twierdzeń.
