Trafiła kosa na kamień, nie udało się mnie złamać” — mówiła, wyjaśniając, że mimo licznych prób złamania jej woli przez służby, nie udało im się osiągnąć swojego celu. Była świadoma tego, co próbowano osiągnąć przez jej aresztowanie i brutalne traktowanie. „Nawet nie musieli mnie pytać wprost, wystarczyło zastosować odpowiednie metody, żeby zmusić mnie do pęknięcia i zeznania przeciwko innym osobom” — dodała

Anna Wójcik mówiła o swoich odczuciach, które były związane z rozłąką z dzieckiem, które ma zdiagnozowane spektrum autyzmu oraz ADHD. Dla matki wychowującej dziecko z takim szczególnym wsparciem, dwa miesiące spędzone bez kontaktu z dzieckiem były nieznośne. „W areszcie każda minuta była jak godzina” — przyznała, wyjaśniając, jak trudne było dla niej przetrzymywanie w zamknięciu, wiedząc, że jej syn zmaga się z codziennymi trudnościami, które wymagają jej obecności.

Chociaż w areszcie miała możliwość kontaktu z mężem, prawdziwe ulgi doświadczyła dopiero, kiedy po wyjściu mogła nawiązać kontakt telefoniczny z synem. „Rozmowa z dzieckiem po dwóch miesiącach rozłąki była dla mnie czymś absolutnie wzruszającym. Nigdy w życiu nie byłam tak poruszona, jak w tej chwili” — opowiadała o chwili, kiedy po wyjściu z aresztu połączyła się z synem. „Czekałam na ten moment dwa miesiące. To był czas, którego nigdy nie chciałabym przeżyć ponownie” — mówiła, podkreślając, jak wielkie emocje towarzyszyły jej powrotowi do rodziny.

Zrelacjonowała również moment, kiedy została przetransportowana w kajdankach do prokuratury. „Poczułam się jak zbir, morderca, terrorysta. A ja jechałam do prokuratury, by walczyć o zdrowie mojego dziecka” — opowiadała, wyjaśniając, jak drastycznie była traktowana przez funkcjonariuszy, którzy włożyli jej kajdanki zarówno na ręce, jak i nogi. To doświadczenie było traumatyczne, szczególnie że Wójcik jest osobą spokojną, która nigdy nie stwarzała zagrożenia. Jej obrońcy, po pojawieniu się na miejscu, natychmiast zażądali, by została rozkuta z kajdanek.

Pytana o to, jak przeżyła moment, kiedy otrzymała wiadomość o możliwości odebrania jej praw rodzicielskich, odpowiedziała, że był to dla niej jeden z najtrudniejszych momentów. „Po prostu nie mogłam uwierzyć, że państwo chce odebrać mi moje dziecko. Ta wiadomość doprowadziła mnie do załamania psychicznego. Zadałam sobie pytanie: co takiego złego zrobiłam, że państwo traktuje mnie w taki sposób?” — mówiła, podkreślając, jak ogromnym ciosem była dla niej taka możliwa perspektywa.

Po wyjściu z aresztu, Anna Wójcik z pełną świadomością doceniła wsparcie, które otrzymała od obrońców i ludzi, którzy nie przestali wierzyć w jej niewinność. „Jestem dozgonnie wdzięczna wszystkim, którzy trzymali kciuki za moją wolność. Dzięki waszemu wsparciu mogłam przejść przez ten straszny czas” — dziękowała wszystkim, którzy ją wspierali.

Rozmawiając o przyszłości, Wójcik wspomniała o zbliżających się urodzinach syna. „25 kwietnia mój syn obchodzi 14. urodziny. W areszcie miałam kalendarz, na którym codziennie skreślałam kolejne dni. Z zaznaczeniem tego jednego dnia, 25 kwietnia. Ten dzień będzie dla mnie wyjątkowy, bo będę mogła spędzić go z synem” — mówiła, odnosząc się do symbolicznego wyznaczenia tej daty w swoim kalendarzu.

Wójcik mówiła również o planach na przyszłość, podkreślając, że najważniejsze dla niej jest teraz spędzenie czasu z rodziną. „Mam nadzieję, że od teraz nie będę musiała już przechodzić przez takie dramatyczne chwile. Dziś moje dzieci wracają do mnie, a ja już czekam, żeby z nimi spędzić każdą minutę” — dodała.

W obliczu doświadczeń, które ją spotkały, Wójcik nie straciła nadziei na przyszłość. „Wierzę, że po 18 maja i 1 czerwca będzie lepiej. Wtedy, kiedy będzie dobrze, wtedy wszystko się zmieni na lepsze” — zakończyła rozmowę, wyrażając nadzieję na poprawę sytuacji w Polsce po wyborach prezydenckich.