Rządy buduje się mozolnie, a upadają błyskawicznie. Przemijają, a słowa, jak: „Panowie, policzmy się”, pozostają publicznym bagażem polityka.

Arytmetyczne zwycięstwo poprzedniego rządu przyniosło polityczną przewagę opozycyjnego konsorcjum. Władza przez Donalda Tuska zdobyta, choć opłacona mezaliansem z postkomunistami, których partię nie tak dawno chciał rozwiązywać, utraciła demokratyczny powab. Na jego straży stoją przepisy Konstytucji RP. Treść jej preambuły, wskazującej różne źródła wartości uniwersalnych - prawdy, sprawiedliwości, piękna, opisuje różnorodność Polaków równych w prawach i w powinnościach wobec dobra wspólnego - Polski.

Grzebiąc własne obietnice wierności Konstytucji i przepisom ustaw, złożone podczas zaprzysiężenia rządu, premier Tusk przyzwala swoim ministrom wykraczać poza prawo i zwyczaje demokracji. Mogą oni bowiem stosować prawo „tak, jak my je rozumiemy”.

Sam zresztą, nakazując ministrowi Bodnarowi ustanowienie „dekretem” nowego prokuratora krajowego, dał przykład swoim ministerialnym sługom. A według art.18 Kodeksu karnego: „odpowiada za pomocnictwo, kto w zamiarze aby inna osoba dokonała czynu zabronionego, swoim zachowaniem ułatwia jego popełnienie, w szczególności(...) udzielając rady lub informacji”.

Ciężko i systematycznie zdaje się pracować polski premier na zarzut „sprawstwa polecającego”...

 

Idzie dziś bowiem o władzę, jej trzymanie, przede wszystkim utrzymanie kierunku wytyczanego w Brukseli.

Czyli w Berlinie.

Już kanclerz Scholz deklarował, że Niemcy są gotowe wziąć odpowiedzialność za Europę. Jeszcze umowa z Mercosur nie została ratyfikowana, a już kanclerz Merz wie, że jest legalna.

Niemieckiej praworządności Polska już doświadczyła. Ślady są niezatarte, reparacje nieopłacone.

Ponad 100 lat temu Niemcy widzieli: „Schaffung der europaeische Wirtschafteinheit,Bildung Vereinigten Staaten von Europa”. Czyli jedna gospodarka w jednym państwie…

Ale czy jedno społeczeństwo?

Dość stawiania niewygodnych pytań.

 

Można było dokonać zmian w funkcjonowaniu mediów publicznych, których dociekliwość pozwoliła poznać obywatelom różne zaułki działalności politycznej poprzednich rządów D. Tuska - można było dokonać wyłącznie w oparciu o przesłanki ustawowe. Jest taka droga dość mozolna, ale nie anarchizująca sytuacji w kraju. Zjednoczona Prawica potrafiła ją przejść...

Powinno deprymować obywateli, gdy rządzenie w warunkach „wędrującego świata” skupia się na rozliczeniach indywidualnych. Ciasny umysł ma polityk, który chełpi się zamiarem osobistego rewanżu jako treścią swojej polityki. Polska dziś w takich rękach nie jest bezpieczna, obywatele nie są bezpieczni. 

Rządzić demokratycznie to rządzić z poczuciem ograniczenia przez istnienie praw znaczącej mniejszości, przez rygory prawa ustanowionego i rozmaite media. Ich różnorodność ubezpiecza władze od błędów i uodparnia na licznych pochlebców.

Dziś, jak wieścił Umberto Eco, to nie wydarzenia czynią gazetę, to gazeta, to media czynią wydarzenie.

Zgodą, co Seneka zauważył, rząd małe rzeczy, w tym własny autorytet, wytrwale umacnia, niezgodą wiele zrujnuje...

Żadnego rządu nie należy powoływać 13 grudnia. Ostatnim przed Tuskiem politykiem, który wyłączył sygnał TVP był gen. Jaruzelski.

Stanął przed sądem.

Już o kryptodyktaturze kartelu Tuska wspominają sędziowie. Tylko na razie nie widać jeszcze prokuratora, który polityczne operacje Tuska zechce skalibrować z artykułem 18 polskiego Kodeksu karnego